Koronawirus w USA. Trump już nie namawia, by się "zrelaksować". "Powiedziałem synowi, że jest źle"

Epidemia koronawirusa staje się coraz bardziej dotkliwa dla Amerykanów. Liczba zdiagnozowanych przypadków koronawirusa w USA wzrosła do 4700 a ofiar śmiertelnych - przekroczyła 90. W kolejnych regionach USA odwoływane są imprezy oraz zamykane szkoły i restauracje.

W Stanach Zjednoczonych Narastający kryzys spowodował zmianę tonu wypowiedzi Donalda Trump, który jeszcze w niedzielę apelował do Amerykanów by się zrelaksowali i zapewniał, że epidemia minie. - Rozmawiałem o tym z synem, który zapytał mnie jak trudna jest sytuacja. Odpowiedziałem, że jest zła - mówił podczas briefingu w Białym Domu.

Prezydent USA w związku z koronawirusem przedstawił nowe wytyczne swego rządu, według których Amerykanie powinni unikać zgromadzeń powyżej 10 osób, niepotrzebnych podróży oraz wizyt w restauracjach i barach. Zgodnie z rekomendacjami w wielu miejscach lokalne władze zaczęły wprowadzać restrykcje prawne. W San Francisco i pięciu okolicznych gminach nakazano zamknięcie restauracji, barów, siłowni i innych biznesów, które nie są niezbędne do funkcjonowania lokalnej społeczności. Z ograniczeń wyłączono między innymi sklepy spożywcze i apteki. Władze miasta zaapelowały, by nie opuszczać domów.

Ograniczenia wprowadzono także w stanach Nowy Jork, New Jersey i Connecticut, gdzie poza barami i restauracjami zamknięto kina i kasyna. W ponad 30 stanach zamknięte są szkoły. Na Wall Street ceny akcji spadły wczoraj aż o 13 proc.

Zobacz wideo Czy programy socjalne są zagrożone przez koronawirusa?