Lekarz, farmaceutka, urzędniczka. Pracy nie zabiorą do domu. "Pan zaczął się śmiać i udawać, że ma kaszel"

Lekarz, farmaceutka, urzędniczka, kierowniczka w Domu Pomocy Społecznej i pracownica perfumerii w sklepie wolnocłowym na Lotnisku Chopina. Codziennie mają kontakt z wieloma ludźmi, pracy nie mogą zabrać do domu. Czego obawiają się najbardziej?

Weronika*. Pracuje w jednej z wolnocłowych perfumerii na Lotnisku Chopina w Warszawie.

Ludzi w sklepach można podzielić na dwie grupy – tych, którzy ignorują bezpieczeństwo i niczym się nie przejmują: dotykają kosmetyków, testują szminki, pudrują się, i tych, którzy się izolują.

W piątek wszystkie testery i produkty, z którymi klient może mieć bezpośredni kontakt, zostały schowane. Nie wiem, co się z nimi stanie po kwarantannie – czy będą odkażane, czy zostaną zutylizowane. Część marek wystawiła też kartki z powiadomieniami, że ich pracownice nie robią klientkom make-upu.

Do soboty 200 lotów zostało odwołanych, ale granice wciąż jeszcze nie były zamknięte, więc w sklepach wolnocłowych nadal pojawiali się klienci. Co prawda mniej, obroty spadły o dwie trzecie. Moim zdaniem sklepy wolnocłowe powinny być nieczynne, ale to jest biznes, z własnej woli nikt ich nie zamknie.

Cała nasza załoga dostała maseczki i rękawiczki jednorazowe, ale długo na nie czekaliśmy. Większość wcześniej sama je sobie kupiła. Jednak nie ma nakazu ich noszenia. Przecież maseczka chroni nie osobę, która ją nosi, tylko postronnych izoluje od noszącego ją chorego.

Dziwi mnie, że pracownicy lotniska nie są specjalnie zabezpieczeni. Rękawiczki noszą ci, którzy biorą pasażerów do kontroli osobistej – ale oni zawsze mają je na dłoniach. Nie stosuje się też procedur - nikt nie mierzy temperatury powracającym do Polski osobom. A wczoraj mówiło się o pasażerze, który źle się czuł, miał duszności i kaszel i nikt go nie zatrzymał, nie odesłano współpasażerów na kwarantannę.

Jedna z moich koleżanek czeka na wyniki testu na koronawirusa. Przyjechała po nią karetka, spędziła trzy godziny w izolatce na oddziale zakaźnym, teraz czeka na wynik. Mają do niej zadzwonić. Połowa moich koleżanek jest na zwolnieniach na dzieci i na zwolnieniach lekarskich. Reszta normalnie pracuje.

Fot. Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta

Anna. Farmaceutka pracująca w jednej ze śląskich aptek.

Zarówno dla mnie, jak i dla moich koleżanek i kolegów po fachu sytuacja jest wyjątkowa, ale wszyscy starają się zachować zdrowy rozsądek.

Mamy obowiązek pracy w jednorazowych rękawiczkach, codziennego prania fartucha po zakończonej zmianie, częstej dezynfekcji stanowiska oraz jeszcze częstszego mycia rąk. Bardzo dobrym i szybko wprowadzonym przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązaniem jest umożliwienie farmaceutom przygotowania w recepturze aptecznej płynu do dezynfekcji. Brak jest środków dezynfekujących w hurtowni, a ja nie wyobrażam sobie codziennej pracy bez nich. Niestety, wciąż niewystarczająca jest liczba sprzętu ochronnego, np. maseczek.

W aptece, w której pracuję, personel robi, co może, i staje na wysokości zadania: uspokaja pacjentów, zapewnia dostęp do leków oraz samemu nie ulega skrajnym emocjom, stosując jednocześnie wszystkie możliwe środki bezpieczeństwa i ochrony.

Był pomysł obsługi pacjentów przez okienko dyżurne, ale okazał się kontrowersyjny, więc część aptek pozostała przy obsłudze w aptece i wprowadza specjalne środki ostrożności. Ludzie wchodzą pojedynczo, stają za linią na podłodze - wyznacza ona bezpieczną odległość od stanowiska farmaceuty. Jeden mężczyzna, gdy poprosiłam go o odsunięcie się za tę linię, zaczął się głośno śmiać i udawać, że ma kaszel. Takie sytuacje pokazują, że część pacjentów nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.

Niektóre okienka zostały zamknięte, żeby w aptece przebywały maksymalnie trzy-cztery osoby, zachowując odstęp. Pacjenci proszeni są więc o to, żeby poczekać na zewnątrz. Część przestrzega zasad, część – niestety, znacznie większa - mocno bagatelizuje problem. 

Choć akcja #zostańwdomu została bardzo nagłośniona, apteki pracują na pełnych obrotach, a liczba pacjentów rośnie. Przecież maść z witaminą A, preparat na niestrawność, len mielony czy dermokosmetyki nie są lekami ratującymi życie. Większą szkodę może sprawić stanie w kolejce z pacjentami potencjalnie zarażonymi koronawirusem niż przeczekanie tego ciężkiego okresu bez ulubionego kremu czy szamponu do włosów.

Kolejny problem to ludzie przychodzący do aptek z całymi rodzinami. Apteka to nie jest park rozrywki! Najlepszym rozwiązaniem jest zanotowanie nazw niezbędnych preparatów na kartce i wysłanie JEDNEJ osoby, która zrobi zakupy dla całej rodziny.

Dobrym rozwiązaniem wydaje się wprowadzenie aptek dyżurujących. Możliwe, że mniejsza liczba otwartych aptek zniechęci pacjentów do przychodzenia po suplementy diety, kosmetyki oraz inne preparaty, które nie są niezbędne w okresie kwarantanny.

To, że prosimy o zachowanie zdrowego rozsądku i zostanie w domu, nie wynika z tego, że nie chce nam się pracować, tylko z faktu, że im częściej się przemieszczamy, tym większe jest prawdopodobieństwo przenoszenia wirusa. To, że dzisiaj ktoś nie ma objawów, nie znaczy, że w ciągu dwóch tygodni się one nie pojawią. Dlatego w imieniu moich kolegów i koleżanek proszę: zostańcie w domu. Nie narażajcie siebie i bliskich!

Joanna. Prowadzi publiczną szkołę specjalną w ramach Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego oraz Dom Pomocy Społecznej w jednym z miast wojewódzkich.

Najbardziej obawiam się, że zabraknie osób do pracy w Domu Pomocy Społecznej, który prowadzę. Mogłoby to doprowadzić do sytuacji, w której z dnia na dzień nie bylibyśmy w stanie zaopiekować się naszymi podopiecznymi, ludźmi w podeszłym wieku, często w bardzo złym stanie zdrowia. Zewsząd słyszymy, że są to osoby z grupy szczególnego ryzyka. Za słowami nic jednak nie idzie. Jak dotąd nie otrzymaliśmy żadnej informacji z Ministerstwa Rodziny i Opieki Społecznej co do sposobów postępowania, możliwości ograniczenia wizyt członków rodziny i gości, dostępności środków dezynfekcyjnych, ewentualnych procedur w przypadku stwierdzenia czy podejrzenia zarażenia koronawirusem.

Nasze pytanie, czy powinniśmy wprowadzić zakaz odwiedzin, pozostało właściwie bez odpowiedzi. Tylko sanepid udzielił nam "rady", żebyśmy sami zdecydowali. Przecież nie dysponujemy wiedzą z zakresu wirusologii czy epidemiologii i nie umiemy ocenić poziomu zagrożenia. Polegając jednak na rozsądku, postanowiliśmy, mimo braku decyzji sanepidu w tej sprawie, mimo braku stosownych przepisów, wyręczyć państwo i wprowadzić zakaz odwiedzin.

Nie zapytano nas nawet, czy radzimy sobie z dostępem do środków czystości i dezynfekcyjnych. A w tak podstawowej sprawie są kłopoty. Hurtownie odmawiają nam dostaw, twierdząc, że te środki trzeba przeznaczyć na tworzenie rezerwy rządowej, która kierowana ma być głównie do szpitali. O nas, o naszych podopiecznych po prostu zapomniano.

W tej sytuacji pocieszające jest tylko zachowanie ludzi: naszych podopiecznych, ich rodzin i przede wszystkim naszych pracowników. Z pełnym zaangażowaniem wykonują swoją pracę, której nie mogą przecież wykonywać zdalnie, a od której zależy ludzkie zdrowie i życie.

Prowadzimy również szkoły specjalne z internatem. Odetchnęliśmy z ulgą, gdy premier Morawiecki ogłosił, że wszystkie szkoły będą zamknięte. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że ta decyzja nie dotyczy szkół takich jak nasza! Nasi uczniowie, z różnego rodzaju niepełnosprawnościami i chorobami, zostali na lodzie. Znaleźliśmy jednak, znowu samodzielnie, rozwiązanie i tej sytuacji - w przepisach mówiących o tym, że dzieciom należy zapewnić bezpieczne i higieniczne warunki nauczania. Jest to, mówiąc wprost, obejście prawa, za które to my możemy ponieść odpowiedzialność.

Magdalena. Urzędniczka pracująca w jednym z warszawskich urzędów.

Mam kontakt z petentami, ale nie aż tak duży jak moi koledzy z innych działów. Są pracownicy, którzy spotykają się z kilkoma osobami dziennie. Chociaż na stronie internetowej jest informacja o ograniczeniu wizyt w urzędzie i zachęta do kontaktu telefonicznego, ludzie wciąż przychodzą. Są wtedy przyjmowani w wydzielonej przestrzeni.  Spodziewali się, że urząd ograniczy pracę - na początku tygodnia ruch był więc o wiele większy niż zazwyczaj, mówili: "na pewno zaraz zamkniecie".

Jako ochronę przed wirusem w urzędzie dodatkowo wprowadzono żele dezynfekujące w łazienkach. Ale ja mniej się obawiam zarażenia w miejscu pracy, niż zostawienia na ponad dziewięć godzin dziennie dziecka samego w domu.

Maciej. Lekarz pracujący na kontrakcie w zakładach diagnostyki obrazowej w dwóch śląskich szpitalach, z czego w jednym jest oddział zakaźny.

Poza oczywistym ludzkim strachem przed zachorowaniem, ciężkim przebiegiem choroby i  śmiercią, my, pracownicy służb medycznych, boimy się, że nasze zawodowe ryzyko przeniesie się na nasze rodziny. Mamy małe dzieci, rodziców i oni przez naszą pracę są bardziej narażeni na zachorowanie niż zwykły Kowalski.

Boimy się, że pierwsze masowe zachorowania będą dotyczyły właśnie personelu medycznego z pierwszej linii kontaktu z pacjentem: obsad karetek, zespołów dyżurujących w izbach przyjęć i SOR-ach, lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Jeżeli tych profesjonalistów zabraknie, to mamy gotowy chaos.

Słyszałem, jak u państwa w redakcji minister Szumowski mówił o ogólnej liczbie łóżek intensywnej opieki na OIOM-ach. Bardzo zgrabnie to brzmiało, tylko pan minister nie zająknął się, że te łóżka na bieżąco są prawie całkowicie obłożone. Znalezienie wolnego łóżka OIOM-owego w regionie to nie lada wyzwanie w normalnych i spokojnych czasach. Wolę nie myśleć, jak to teraz może wyglądać. 

Obawiamy się, że placówki, w których pracujemy, będą miały niewystarczające środki ochrony osobistej, aby zapewnić bezpieczeństwo personelu przez dłuższy okres. Jak się skończy odzież ochronna, maski, przyłbice, to jak będziemy pracować? Narażając siebie? Narażając kolejnych pacjentów?

I jeszcze jedna sprawa, która budzi lęk: że w ekstremalnych warunkach zacznie się lekarzy i pielęgniarki traktować opresyjnie, przymuszać różnymi prawnymi wybiegami do pracy w innych miejscach niż macierzyste podmioty, na innych oddziałach. Nie wiem, na ile ten scenariusz jest realny, ale na miejscu decydentów próbowałbym zaprosić do dyskusji samorząd lekarski, aby jak najefektywniej sytuacją zarządzić. Bez przysłowiowego „brania w kamasze”, do czego się czasem politycy odwołują.

Mówi się o COVID-19 dużo. I bardzo dobrze. Ludzie powinni rozumieć, jakie ograniczenia są wprowadzone, z czego wynikają. Edukowania Polaków na ten temat nigdy dość i cieszę się, że do tej akcji informacyjnej, poza mediami, przyłączają się celebryci, sportowcy, blogerzy, youtuberzy. Dzięki temu więcej osób zrozumie przekaz.

Koronawirus w PolsceKoronawirus w Polsce Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Inne niezwykle pozytywne zjawisko - organizowania się grup lekarskich w mediach społecznościowych. Na Facebooku jest ich kilka, z dostępem tylko dla lekarzy. Można się tam na bieżąco powymieniać opiniami, nowymi publikacjami, problemami. To fantastyczne, jak społeczność medyków się bezinteresownie wspiera. Ogromne słowa podziękowania dla władz Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, które tworzy algorytmy, publikuje webinary i na bieżąco odpowiada na pytania lekarzy.

Ponadto czerpiemy również z relacji lekarskich z krajów, w których epidemia wybuchła wcześniej. Dzięki temu jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak nasza praca może wyglądać za kilka dni czy tygodni. Są to bardzo niepokojące wyobrażenia.

Wczoraj po południu media regionalne podały, że jeden ze szpitali zostanie przekształcony w szpital zakaźny. Akurat jutro mam tam dyżurować. Ale - zgodnie z informacją udzieloną przez prezesa szpitala - wojewoda nie wydał oficjalnej decyzji, więc w szpitalu oficjalnie jeszcze nie wiedzą, że od poniedziałku profil tej placówki całkowicie się zmieni. Czy to jest w porządku, że dziennikarze wiedzą wcześniej o tak ważnych decyzjach?

*Imiona na prośbę osób wypowiadających się zostały zmienione.

Więcej o:
Komentarze (85)
Lekarz, farmaceutka, urzędniczka. Pracy nie mogą zabrać do domu. "Pan zaczął się głośno śmiać i udawać, że ma kaszel"
Zaloguj się
  • szabepio

    Oceniono 30 razy 24

    Teraz zaczyna juz widać pisoski burdel. Najlatwiej zamknąć granice i medialnie powiedziec: bronimy Polski. Tyle ze zamknęli o 2 miesiące za późno kiedy wirus już był wszedzie wokoło.
    Najtrudniej j3st zorganizować maseczki, srodki ochrony, rzeczywiste kwarantanny, transport chorych, miejsca w szpitalach, respiratory. Ale pis przespał ten czas, przespał styczeń i luty i nic kompletnie nie zrobił. Zajęty był kampanią i walką o 2mld zł (10 mld zł w pięć lat) . Ostatecznie, juz kiedy epidemia mocno ruszyła 2mld zł mimo tej sytuacji - przywlaszczył, a duda bez mrugnięcia okiem ( a kreuje sie na takiego ojca narodu) podpisał. A minister zdrowia do dziś pie***y ze maseczki nic nie dają, kiedy cały swiat ich używa i cały swiat ich poszukuje. Ale w Pis Polsce one nic nie dają. No nic nie dają bo ich pis nie zapewnił. Miał styczeń i luty i dał dupy. Nie to było ważne tylko utrzymanie władzy za wszelką cenę.
    A teraz po miesiącu bedzie w Polsce om 5mln ludzi beż zadnych pieniędzy bo tyle osób żyje od pierwszego do pierwszego. I nie mają oni żadnych oszczedności i mają umowę śmieciową a teraz nie pracują. Ale pis ma to znowu gdzieś. Brak jest rezerw. Nie mają czym pomóc. Ale mają partyjną telewizję w której wszystko wygląda super.

  • szabepio

    Oceniono 26 razy 22

    A sasin wyglasza poemy ze panstwowe społki zebrały na koronowirusa 30ml zł i pis ma juz kasę na wirusa. A dwa tygodnie wcześniej kiedy epidemia już się rozwineła przyznał sobie na partyjną
    telewizję 2mld zł czyli dwa tysiące milionów! I podpisał to duda, bez mrugnięcia okiem. Bo władza jest dla nich najwazniejsza, do władzy po trupach!

  • tolekmarozum

    Oceniono 15 razy 15

    no właśnie jest o wiele więcej ludzi którzy pracują w miejscach że pracy do domu nie zabiorą a w sklepach to nie tylko drogerie ..a spożywcze sklepy pracownicy jeszcze bardziej narażeni niż w aptekach lub drogeriach a celebryci tu na stronie gazety widziałem śpiewają nie wychodż z domu zostań..łatwo powiedzieć zwłaszcza jak kasy na kontach mają w bród to mogą do roboty długo nie wychodzić a szaraki za co będą żyli jak długo potrwa izolacja jak nie będą mogli chodzić do pracy no skąd wezmą ludzie kasę na życie państwowe budżety też nie wytrzymają obciążenia żeby wszystkim dać więc dalej mimo wirusa pogoda dla bogaczy

  • ruski_serwer

    Oceniono 25 razy 13

    90% pracujących nie zabierze pracy do domu, co wynika z jej charakteru. Na to mogą sobie pozwolić co najwyżej urzędnicy i korposzczury z Mordoru i im podobni.

  • dvla

    Oceniono 22 razy 12

    To po części wina polskich aptek gdzie w 90% sprzedaje się zamiast leków- placebo , suplementy, szampon na porost włosów, lizaki itp absurdy. Dla większości ludzi to zwykly sklep gdzie dodatkowo zrealizuje recepty

  • rufuz

    Oceniono 11 razy 9

    paradkosalnie dobrze, ze "przyszedl" coronawirus bo przynajmniej pokaze totalna rozsypke Polski w niektorych dziedzinach i nieudolnosc, ktora jest "pudrowana".

  • kixx

    Oceniono 9 razy 9

    Lekarze,farmaceuci,urzędnicy,sprzedawcy,dostawcy,serwisanci,kurierzy,kierowcy,kolejarze,pracownicy elektrowni, wodociągów,gazowni,fabryk żywności,rolnicy...
    Te grupy zawodowe i wiele wiele innych stoją tak samo na pierwszej linii frontu walki.
    Bo czy ryzyko na które się naraża np taki kurier ubera zwany w niektórych kręgach z powodu koloru skóry czy narodowości brudasem żeby dowieźć polskiemu patriocie kebabsa, jest dużo mniejsze od ryzyka na które naraża się lekarz?
    Większość tych ludzi zwłaszcza z usług ma styczność z brudnymi ścianami,klamkami, przyciskami w windzie, klientami, co do których nikt ich nie zapewni że są zdrowi.
    Nikt tym kasjerom,kurierom,dostawcom jedzenia,listonoszom nie da takiego ubioru w jakim chodzą w pracy lekarze.
    Docencie ich pracę, podziękujcie za to że się narażają dla waszej wygody.

  • kukunapniu

    Oceniono 8 razy 8

    > Nie stosuje się też procedur - nikt nie mierzy temperatury powracającym do Polski osobom. > A wczoraj mówiło się o pasażerze, który źle się czuł, miał duszności i kaszel i nikt go nie
    > zatrzymał, nie odesłano współpasażerów na kwarantannę.

    A na przejściu granicznym drogowym jedna (słownie jedna osoba) sprawdza termometrem pod pachę wszystkim kierowcom temperaturę .... można? można! I kraj super zabezpieczony.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX