Tomasz jest lekarzem. Pracuje w Niemczech. "Jak usłyszałem, że zamykają granicę, postanowiłem wrócić" [AKTUALIZUJEMY]

W niedzielę po południu na przejściu w Jędrzychowicach czekało się 4-5 godzin. Jeszcze do niedawna w ciągu doby przekraczało tę granicę około ośmiu tysięcy podróżnych. Przez ostatnie 24 godziny ich liczba wzrosła do 20 tysięcy.

Ewa przyjechała na chwilę. Mieszka w Niemczech, a pracuje w Polsce. Chciała dowiedzieć się, jak będzie mogła się przemieszczać do pracy. Myślała, że na szybko zada pytanie strażnikom. Z tego „na szybko” zrobiły jej się dwie godziny w korku. A końca nie widać.

Przed nią cztery busy szczelnie wypchane pasażerami. Większość to kobiety po pięćdziesiątce. Tak jak Jolanta, która wraca z pracy dla niemieckich seniorów. - Część z nas jedzie tym busem do Świdnicy, część do Wałbrzycha. Nie wiem, czy na noc dojedziemy – denerwuje się.

Kierowca busa, Krzysztof, jest wściekły. Dlaczego tych formularzy, które trzeba wypisywać na granicy, nie mogą rozdawać już wcześniej? - I tak czekamy tu pięć godzin, machnęlibyśmy te ankiety – zauważa.

Jako zawodowy kierowca uniknie obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny. Jego pasażerki nie będą miały tego szczęścia. - I niech mi pan powie – jak ja dojadę do domu, do męża, to będę musiała być zamknięta razem z nim? Czy on będzie mógł wychodzić? - pyta jedna z kobiet.

- A co z osobami, które mieszkają same i nie mają nikogo w pobliżu? Kto mi zrobi zakupy? Kto zapłaci rachunki? Ja mam ratę pralki do zapłacenia w tym tygodniu. Ktoś mi pomoże? - zastanawia się jej koleżanka.

Kierowcy tirów są bardziej wyluzowani

Marcin i Agnieszka podróżują wypchanym po dach kombi z kierownicą po prawej stronie. Na tylnych siedzeniach wiercą się dzieci. Nic dziwnego, że im się nudzi. Wyjechali dokładnie 24 godziny temu. Na co dzień mieszkają w Anglii.

- Już w piątek zdecydowaliśmy, że wracamy do Polski. Nie wiadomo, co się dalej będzie działo w UK. W sytuacji kryzysowej lepiej być z rodziną. Domyślaliśmy się, że rząd zamknie granice, ale powiem szczerze, myślałem, że poczekają do poniedziałku. Nie mogliśmy wyjechać wcześniej, bo już mieliśmy zamówiony bilet na prom w Dover. Tego nie da się tak łatwo przebukować – opowiada Marcin. Nie musi martwić się kwarantanną. Prowadzi własną firmę. Twierdzi, że może sobie pozwolić na zastój w pracy.

Tomasz, lekarz przed trzydziestką, czeka już piątą godzinę. Opowiada: - Pracuję na co dzień w Niemczech, 200 kilometrów stąd. Jak usłyszałem, że zamykają granicę, postanowiłem wrócić. Bardziej przydam się w kraju. Wiedziałem o kwarantannie, ale nie mogłem wyjechać wcześniej. Musiałem dokończyć dyżur w szpitalu. Nie spodziewałem się, że tyle utknę. Google pokazywał, że przejadę w 20 minut!

Kierowcy tirów są bardziej wyluzowani. Jurij z Ukrainy swoje już odstał na granicy z Rosją. Wie, co to korki. - Bezpieczeństwo musi być, bardzo dobrze - mówi. Zastanawia się tylko, co z jego towarem. Wiezie pomidory. Na noc miał być w hurtowni. Już wie, że nie zdąży. Transport się opóźni.

„Spożywkę” wiezie też Karol. I też wie, że nie zdąży. Oprócz postoju na granicy tirowcy muszą też „wykręcać pauzy”, czyli mieć obowiązkowe postoje, zgodnie z tachografem.

- Czasu spędzonego w korku nie mogę policzyć jako pauzy. To oznacza, że przekroczę granicę, ujadę parę godzin i znów będę musiał się zatrzymać – mówi. - Jak tu zapewnić ciągłość dostaw? - pytam. - Dzisiaj to nikt chyba tego nie wie.

„Tu nie ma wyjątków”

Przejście graniczne to kilka radiowozów zaparkowanych w poprzek drogi, znaki zwężenia jezdni oraz informacja „Uwaga! Kontrola sanitarna”.

Ratownicy mierzą podróżnym temperaturęRatownicy mierzą podróżnym temperaturę Fot. Bartosz Józefiak

Obecnie temperaturę podróżnym mierzy już nie jeden, a trzech ratowników w białych kombinezonach i maskach ochronnych. Pasażerowie, którzy przejdą kontrolę epidemiczną, podjeżdżają do drugiego etapu, gdzie czekają na nich strażnicy graniczni i policjanci – mają maseczki ochronne i rękawiczki. Każdy, kto przekracza granicę, musi wypełnić kartę lokalizacyjną. Podaje swoje dane kontaktowe oraz miejsce, gdzie będzie przechodził kwarantannę. Jeśli jest pracownikiem strefy przygranicznej, musi okazać zaświadczenie od pracodawcy. Kolejni mundurowi sprawdzają dowody i paszporty, potwierdzając tożsamość wjeżdżających. Na końcu dopiero funkcjonariusze podejmują decyzję, czy udzielają zgody na wjazd do Polski. Cała procedura trwa kilkanaście minut dla jednego samochodu. Ciężko w takiej sytuacji uniknąć korków.

Podpułkownik Andrzej Torbicz, komendant Straży Granicznej w Zgorzelcu, przyznaje, że na przejście w Jędrzychowicach skierowano dodatkowych mundurowych, w tym policjantów. Sytuacja była bowiem bardzo trudna. W tym miejscu korki są znacznie większe, niż na wszystkich innych przejściach na niemieckiej granicy. Jeszcze do niedawna granicę w Jędrzychowicach w ciągu doby przekraczało około ośmiu tysięcy podróżnych. W ciągu ostatnich 24 godzin ta liczba wzrosła do 20 tysięcy.

- Obecnie na przejściu pracuje 12 strażników granicznych, 12 policjantów, a także czterech ratowników medycznych, dwóch pracowników państwowej straży pożarnej, dwóch pracowników Państwowej Administracji Skarbowej – wymienia komendant.

Mierzenia temperatur dokonują ratownicy medyczni i strażacy ubrani w kombinezony. Przeprowadzają także wywiad: skąd dana osoba podróżuje? Czy miała kontakt z osobami chorymi w ostatnim czasie? Ratownicy oceniają też ogólną kondycję medyczną.

– Kolejek nie unikniemy. Przestrzeganie procedur jest dla nas najważniejsze – słyszę - Pasażerowie skarżą się, że karty lokalizacyjne mogliby wypełniać wcześniej, czekając w korku – zauważam.

- To niemożliwe ze względu na nasze bezpieczeństwo. Pierwsza musi być kontrola sanitarna. Nie może być tak, że nasi funkcjonariusze podchodzą do podróżnych, zanim ci zostaną przebadani. Inaczej ryzykują zarażeniem – wyjaśnia Andrzej Torbicz.

Na przejściu ustawiono przenośną toaletę, dostawione zostaną dwie kolejne. Skorzystają z nich jednak tylko te osoby, które już przejdą kontrolę. - Nie możemy ustawić toalet wzdłuż autostrady. Przecież to jest pas drogi – wyjaśnia podpułkownik.

Czy jutro kolejki będą mniejsze, kiedy pierwsza fala podróżnych przekroczy granicę? Ciężko powiedzieć. W poniedziałek od rana na przejście ruszą osoby, które pracują w Niemczech. One nie są objęte kwarantanną, ale i tak na granicy muszą przejść całą procedurę sprawdzającą.

- Nie ma znaczenia, ile razy dziennie ktoś przekracza granicę. Za każdym razem musi przejść całą ścieżkę. Tu nie ma wyjątków – zapowiada Andrzej Torbicz.

Tak było przed południem

Samochody praktycznie nie ruszają z miejsca. Kierowcy, z którymi rozmawiam, tkwią tu po pięć godzin. A do kontroli granicznej jeszcze spory kawałek. W kolejce stoją zarówno ciężarówki, jak i samochody osobowe, a także busy. Ludzie wracają z urlopów do Polski, w autach rodziny z dziećmi. Rejestracje polskie, ukraińskie, litewskie.

Artur z żoną przyjechał na granicę o ósmej rano. - Jeśli premier w telewizji mówi, że kraj jest świetnie przygotowany, to chciałbym go zaprosić. Żeby sobie tutaj postał z nami – denerwuje się, zapalając papierosa.

- Kwarantanna jest dla naszego bezpieczeństwa – zauważam.

- No dobrze, ale można to lepiej przygotować. Podstawić jakieś toi toie na przykład. Jak my mamy przetrwać tutaj szóstą godzinę? Ja to jeszcze polecę pod siatkę się załatwić. Co ma zrobić żona? Jeszcze kilometr temu był jakiś parking, ale przecież nie mogę tam biegać, bo co chwilę muszę odpalać auto i podjeżdżać te dwa metry. Słucham, co kierowcy podają sobie przez CB radio. Na granicy jest podobno jeden człowiek w białym kombinezonie z termometrem. Jeden mierzy temperaturę!

Żona Artura akurat odwiedzała znajomych w Niemczech, gdy usłyszała, że rząd zdecydował się zamknąć granice, a loty zostały odwołane. Artur wsiadł w samochód i pojechał ją odebrać. Wiedział, że nie zdąży przed północą i czeka go kwarantanna. - Trudno. Musiałem podjąć decyzję, co jest dla mnie ważniejsze – opowiada. - Kwarantanny będę przestrzegał. Musimy się zachowywać odpowiedzialnie.

Pracuje za biurkiem, więc szef raczej zgodzi się na pracę zdalną. Jeśli nie, to weźmie urlop.

Z osobowego samochodu wychyla się kolejny pasażer. - Długo jeszcze do granicy? Bo ja przez cztery godziny ujechałem może z trzy kilometry.

Wraca do Wrocławia z pracy przy niemiecko–francuskiej granicy. Wiedział, że przejście będzie strzeżone, ale nie spodziewał się aż takich korków. - Zły jestem na siebie, bo mogłem wyjechać wcześniej, zdążyłbym jeszcze przed północą. A wyjechałem o trzeciej w nocy, myślałem, że nie będzie aż takiej tragedii. Żona z obiadem czeka – mówi.

- Niech pan lepiej jej powie, że czeka pana kwarantanna. - To mi się akurat przyda. Wypocznę sobie przynajmniej!

Dawid wraca właśnie z kolegami z winobrania w okolicach Stuttgartu. Pięć tygodni nie było go w domu. Musi dojechać aż do województwa podkarpackiego. Gdy usłyszał o zamykaniu granicy, było już za późno. Mówi: - Na kwarantannę jestem gotowy. Już powiedziałem żonie, żeby się wyprowadziła z naszego mieszkania. Kolejne dwa tygodnie nie będziemy się widzieć. Ale trudno, co zrobić. Tylko myślałem, że na tym przejściu pójdzie lepiej. Dojechaliśmy tu dokładnie o 8.37. Liczyłem, że jakoś to płynnie przejdzie. Nic z tego. Tu już był korek po horyzont.

- A jak pan będzie teraz zarabiał przez dwa tygodnie? - W Polsce czeka na mnie praca. Mam nadzieję, że szef zrozumie moją sytuację.

Przeczytaj także relację z zamknięcia granicy polsko-niemieckiej: Polska zamknęła granice. "Normalnie będziemy przekraczać, na pontonach". Relacja z Görlitz >>

Zobacz wideo Dr Paweł Grzesiowski odpowiada na pytania widzów w sprawie koronawirusa
Więcej o:
Komentarze (415)
Polacy utknęli w drodze do granicy. Relacja z przejścia granicznego w Jędrzychowicach [AKTUALIZUJEMY]
Zaloguj się
  • Johannes Korusiewicz

    Oceniono 104 razy 76

    Tak to bywało gdy granica była nie unijna. W święta staliśmy w Zgorzelcu nawet 2 dni. Czasy te wrócą gdy Jarosław Smoleński wyprowadzi Was z wyimaginowanej wspólnoty.

  • wnuczek_akowca

    Oceniono 83 razy 65

    Za oficjalny początek epidemii uznaje się 20-sty stycznia, a epicentrum to chińskie miasto Wuhan. Od 20-ego stycznia do Polski dzień w dzień przylatywały samoloty z Chin, z których wysiadali Chińczycy pracujący w Polsce, chińscy turyści, czy Polacy wracający z urlopu w Chinach. Bez praktycznie żadnej kontroli ze strony polskich władz. Od 28-ego stycznia wirus jest w Niemczech, przywiozła go zdrowa Chinka, która przyjechała na szkolenie do firmy Webasto. Piszę "zdrowa" bo objawy choroby wystąpiły u niej dopiero w drodze powrotnej do Chin. Od tego dnia aż do dzisiaj granica z Niemcami była otwarta, przepływ ludzi przez granicę był całkowicie swobodny. Aż nagle 15-ego marca postanowiliśmy granice zamknąć. Po prawie dwóch miesiącach bezczynności. Nawet do unijnego przetargu na sprzęt ochronny polski rząd nie raczył przystąpić. I teraz, powiedzcie mi, jaki jest sens zamykać granice 15-ego marca? Przecież ten wirus w Polsce jest. Od dawna. Co najmniej od przełomu stycznia i lutego. Zwróćcie uwagę na info ze strony Ministerstwa Zdrowia. W piątek 13-ego marca MZ podało, że w sumie wykonanych zostało w Polsce prawie 2900 testów na obecność #wuhancoronavirus. Potwierdzonych zostało 68 przypadków. W ciągu doby nastąpił gwałtowny wzrost potwierdzonych przypadków, z 68 do 104. Stan na 14-sty marca. Jednocześnie MZ podało, że wykonaliśmy w sumie około 4400 testów. Dzisiaj, 15-ego marca, na obecną chwilę mamy 119 potwierdzonych przypadków, a liczba wykonanych testów wzrosła do prawie 5500. Rozumiecie, co to oznacza? Nie robisz testów, nie masz wirusa. Robisz, znajdujesz go. Im więcej testów, tym więcej przypadków. Niemcy mają prawie 4600 potwierdzonych przypadków, ale wykonali ponad 200 tys testów. Z Niemcami mieliśmy do wczoraj otwartą granicę. Sądzicie, że w jakiś sposób ten wirus nas omijał? Czy może wykryliśmy go dopiero w marcu, bo w marcu zaczęliśmy robić testy na jego wykrycie?

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 50 razy 36

    Dawid wraca właśnie z kolegami z winobrania w okolicach Stuttgartu... Cud. Truskawki w marcu. co tam jeszcze rośnie pod Stuttgartem?

  • year68

    Oceniono 33 razy 25

    Na Ukrainie ambasada w sytuacji kryzysowej nie pracuje, aplikacja Odyseusz również, zero aktualnych informacji. Państwo polskie nie działa, brak informacji o pieszych przejściach granicznych. Na Ukrainie dozowniki z płynem odkażającym są na każdym kroku, w Polsce nie ma nigdzie... Państwo z tektury...

  • bles19

    Oceniono 39 razy 23

    W latach '90 stało się nawet 2-3 dni na granicy z Germanią, kontrole były chamskie, długie i obliczone na łapówki. Az strach pomyśleć co będzie jeśli wyjdziemy z wyimaginowanej wspólnoty i zrobią nam z Polski Podkarpacie.

  • log182

    Oceniono 48 razy 20

    "Żona Artura odwiedzała akurat znajomych w Niemczech.. "
    Myślę, że to nie wymaga jakiegokolwiek komentarza. A Artur niech sobie kwitnie w kolejce, skoro ma tak jbniętą żonę, która zamiast siedzieć w domu jeździ sobie w obecnej sytuacji do Niemiec odwiedzić znajomych..
    Dżizus KJP..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX