Przemysław Staroń: to jest pierwszy moment, gdy MEN usłyszało nasze wołania

Jacek Gądek
- To jest pierwszy moment, gdy MEN usłyszało nasze wołania, konkretnie o zamknięcie szkół. Dzieje się to co prawda w sytuacji lękowej, w czasie epidemii, ale OK. Lepiej teraz niż nigdy - mówi Przemysław Staroń, "Nauczyciel Roku 2018". Radzi też nauczycielom i uczniom, co robić, by nie zmarnować tych dwóch tygodni.

Zobacz nagranie. Szef MEN podkreśla, że to nie jest czas na wypoczynek:

Zobacz wideo

Jacek Gądek: Czy jeszcze przed zamknięciem szkół pan się do tego szykował?

Przemysław Staroń: Śledząc dynamikę rozprzestrzeniania się koronawirusa na świecie, spodziewałem się, że gdy dotrze on do Europy, a już zwłaszcza, gdy z Włoch napływały informacje, że jest bardzo źle, to pomyślałem: to kwestia dni, aż zamknięcie szkół będzie oczywistością. Pierwsze takie decyzje podejmowały samorządy. Sam wówczas zacząłem apelować w social mediach, aby zamknąć wszystkie szkoły i zakazać większych zgromadzeń czy imprez masowych.

A czy szkoła to taka codzienna impreza masowa?

Szkoła to miejsce, w którym jest masa ludzi, a wszyscy są bardzo blisko siebie. Tak, w takich okolicznościach szkołę trzeba traktować jak imprezę masową.

Co wobec zamknięcia szkół może pan - tak jak i inni nauczyciele - zrobić dla uczniów?

Najlepsze jest to, że wszystko.

Najpierw trzeba sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, jakie mamy cele. Pierwszym celem jest zatrzymanie wirusa: by ludzie nie chorowali i nie umierali. Szkoły są już zamknięte, ale czy to wystarczy? Nie. Natura nie znosi próżni, więc trzeba umiejętnie zająć młodym czas, aby byli jak najmniej narażeni na złapanie wirusa - czyli aby unikali ryzykownych zachowań i mieli silny układ odpornościowy. Uczniowie powinni zatem odpoczywać, unikać wkręcenia się w spiralę stresu, właściwie się odżywiać. To cele fundamentalne i jeśli już się nimi zajmiemy, to dalej możemy myśleć o zachowaniu ciągłości edukacji.

A pan co robi, by ją zachować?

Od razu po zamknięciu szkół zacząłem wrzucać mnóstwo postów na FB i inne kanały z informacjami, co można zrobić przez te tygodnie. Udostępniłem swoje materiały w chmurze - z masą linków do edukacyjnych filmów dostępnych w sieci. Pokazuję, jak można z wykorzystaniem zwyczajnych rzeczy dostępnych w domach się bawić, a jednocześnie edukować. W końcu też stworzyłem "Certyfikat Rispektu" za "niebycie dupkiem oraz empatię okazaną innym poprzez niełażenie niepotrzebnie po galeriach i imprezach (podpisano: Dziadkowie&Co)".

Jestem doradcą Szymona Hołowni ds. edukacji, więc podjęliśmy wspólnie decyzję, że będziemy publikować filmiki, materiały z radami, jak spędzać czas, gdy szkoły są zamknięte. Zrobiliśmy już live’a na FB razem z Karolem Wilczyńskim o radzeniu sobie z emocjami - w kolejnych dniach będą nowe materiały. Jako zadanie domowe dałem rodzicom i dzieciakom obejrzenie filmu animowanego "W głowie się nie mieści" ("Inside Out"). A to dopiero początek.

Poza tym oczywiście w grupie na FB wysyłam swoim uczniom wysyłam mnóstwo propozycji, co mogą zrobić, obejrzeć i poczytać.

A taki e-lerning to rzecz codzienna?

Z tym jest bardzo różnie. Szkoły generalnie mają lepszą infrastrukturę informatyczną, niż kiedy zaczynałem pracę w 2010 roku. Ale ta struktura to za mało, bo gdy szkoły są zamknięte, trzeba korzystać z zasobów sprzętowych, które ma się w domu.

Istnieje instytucjonalna forma e-lerningu w polskich szkołach? W praktyce: jeśli zamykamy szkoły, to mamy już gotowy do odpalenia system nauki przez internet?

Takie platformy istnieją, ale są one przede wszystkim tworzone oddolnie przez nauczycieli - nie przez MEN. To na przykład Superbelfrzy RP, Digitalni i kreatywni, portal otwartezasoby.pl, na które Kamil Śliwowski wrzucił całą paletę narzędzi cyfrowych do nauki.

Sam się śmieję, że w takich kryzysowych sytuacjach rewelacyjnie radzimy sobie z tego typu sprawami oddolnie, bo robimy to już od dawna. Przez lata, zwłaszcza ostatnie, funkcjonujemy nieźle pomimo systemu edukacji, a nie dzięki niemu. Nieprzypadkowo na stronach gov.pl pojawiła się zakładka "Nauczycielu, poprowadź lekcje online!", ale czym ona jest? Otóż w dużej mierze zawiera linki właśnie do stron internetowych tworzonych oddolnie przez nauczycieli i działaczy edukacyjnych.

Nie ma zatem żadnego powszechnego systemu e-lerningu stworzonego przez państwo, który można w jednym momencie włączyć, gdy zamykane są szkoły.

Jeśli więc jest szkoła w biednym rejonie, nauczyciele bez zapału, to co wtedy? Szkoła zamknięta na amen i na tym koniec? Jeśli nie ma żadnego powszechnego systemu, to tak to może wyglądać.

I właśnie w takich sytuacjach jak teraz doskonale widzimy, że e-learning zmniejsza ryzyko wykluczenia edukacyjnego. Redukuje też ryzyko innych wykluczeń - choćby transportowego.

Tak jak powiedziałem wcześniej, sama infrastruktura informatyczna szkół niewiele zmienia, bo bardzo przydaje się, ale w czasie, gdy szkoła działa normalnie. A jeśli wszyscy siedzimy w domach, to kluczowe jest, czy mamy nasz prywatny sprzęt i oprogramowanie. Tak nauczyciele, jak i uczniowie. Z tego, co MEN nieustannie twierdzi, jesteśmy świetnie finansowaną grupą zawodową, ale niestety dziwnym trafem średnio nas stać na sprzęt umożliwiający realną edukację w chmurze.

Jeśli uczeń potraktuje te - co najmniej - dwa tygodnie jak ferie, to czy okaże się to stratą nie do nadrobienia, gdy przyjdzie już zdawać egzamin ósmoklasisty bądź maturę?

Po pierwsze uczniowie są dramatycznie przemęczeni i przeciążeni, dlatego ferie w rozumieniu odpoczynku w domu są im bardzo potrzebne, a ponadto taki odpoczynek jest niezwykle ważny w dobrym funkcjonowaniu naszego układu immunologicznego.

Co do samego pytania - w zeszłym roku był strajk nauczycieli i trwał trzy tygodnie, więc wówczas nie było lekcji. Mamy precedens. Wtedy sytuacja była de facto trudniejsza, bo nauczyciele - strajkując - nie mogli podejmować działań zawodowych. A teraz brak lekcji w szkołach nie musi, a wręcz nie może się wiązać z bezczynnością nauczycieli.

Mamy też inne doświadczenie, które uważam za kluczowe: wiemy, co się działo w 7. i 8. klasie po reformie Anny Zalewskiej, a więc totalnie zbędne i bezsensowne narażenie uczniów na konieczność przerabiania potwornie zwiększonej ilości materiału. To było wręcz niewyobrażalne. Ale dzieci, rodzice i nauczyciele dali radę. Szczerze mówiąc, to obecne zamknięcie szkół nawet na parę tygodni uważam za drobiazg w porównaniu do tego, co rząd zafundował uczniom w całej 7. i 8. klasie. Serio, dziś jesteśmy w dalece bardziej komfortowej sytuacji. I co ważne - tym razem całkowicie uzasadnionej.

Czyli nie przesuwać egzaminów ósmoklasisty i matur?

Dziś jeszcze nie sposób odpowiedzieć. MEN powinien mieć gotowe scenariusze i plany działania w zależności od tego, jak będzie się rozwijać sytuacja z epidemią - od szerokiego rozprzestrzeniania się wirusa po wygasanie zagrożenia.

Bardzo bym chciał, aby ta sytuacja doprowadziła do tego, aby MEN w końcu zaczął realnie i trwale słuchać nauczycieli. Bo mam wrażenie, że jest to pierwszy moment, gdy ministerstwo usłyszało nasze wołania, konkretnie o zamknięcie szkół. Dzieje się to co prawda w sytuacji lękowej, w czasie epidemii, ale OK. Lepiej teraz niż nigdy. Ale jeśli to będzie tylko taka pojedyncza sytuacja, to dalej będzie absurdalnie, dalej będziemy musieli dawać sobie radę pomimo systemu, a fajnie byłoby radzić sobie z tego systemu pomocą. Chyba w końcu po to on jest.

A co poradzi pan nauczycielom, którzy nie mają pomysłu, jak edukować w czasach zarazy?

Niech wchodzą na mojego FB - wrzucam tam same moje perełki, więc to może być jeden z elementów poszukiwań (śmiech). Warto korzystać z masy inspiracji, które publikują takie organizacje jak Khan Academy, Digitalni i kreatywni, Protest z Wykrzyknikiem, Superbelfrzy RP - i wielu świetnych aktywnych nauczycieli. Materiałów w internecie jest mnóstwo. Muzea otworzyły się online. Spektakle, koncerty, eventy są realizowane online. Może się jeszcze okazać, że system w obecnym kształcie w ogóle nie jest nam potrzebny.

Więcej o:
Komentarze (187)
Przemysław Staroń: to jest pierwszy moment, gdy MEN usłyszało nasze wołania
Zaloguj się
  • jego-wysokosc

    Oceniono 41 razy 35

    Panie Przemku, rząd podjął decyzję o zamknięciu szkół że strachu, pod presją epidemii, opinii publicznej etc. Na pewno nie dlatego, że nagle zaczął liczyć się z głosem nauczycieli. To przykre ale rząd PiS ma w dvpie nauczycieli ponieważ wie, że to nie są generalnie wyborcy PiS. To nie pierwszy rząd zresztą, który o nauczycieli nie dba, za to pierwszy, który ich znaczenie i prestiż programowo podważa. Doskonale Pan o tym wie...

  • cim_cum

    Oceniono 30 razy 20

    Rok temu cały rząd, pół opozycji i większość rodziców mieli w dupie nauczycieli; a ci dzisiaj chcą w te dupy wszystkim wchodzić. Rok temu władza załatwiła pokazała, że egzaminy mogą odbyć się bez nauczycieli, no to w tym roku niech pokaże, że zakończenie roku szkolnego też się może bez nich obyć.

  • cim_cum

    Oceniono 28 razy 20

    A ja jako rodzic nie godzę się na to, aby moja 11-letnia córka zakładała sobie konto fejsbuku.

  • mcgregor65

    Oceniono 31 razy 17

    W normalnym kraju powiedziałbym, że to wspaniała inicjatywa, człowiek z powołaniem itd. , ale po tym jak rząd RP pokazał rok temu fu cka nauczycielom (a przypominam, że jak górnicy tupnęli nóżką 2 m-ce temu to zaraz wszystko dostali) nie kiwnął bym palcem żeby pomagać temu rządowi. W imię czego mam tracić swoje zasoby finansowe (zakup komputera, telefonu, abonament na internet, na telefon). Ktoś powie, że to grosze bo i tak tego wszystkiego używamy, oczywiście ma racje, ale przypomnijcie sobie ile musieliście już wydać na papier czy toner do drukarki produkując niezliczone ilości nikomu niepotrzebnej makulatury. Przez lata na pewno się sporo uzbierało. I co teraz w dobie kryzysu druga najbardziej pogardzana grupa zawodowa ( po za sędziami oczywiście, chociaż oni na finanse nie mogą narzekać) ma wspomagać to państwo. Ja do tego ręki nie przyłożę, no chyba, że np TVP z otrzymanych 2 mld zakupi dla Nas służbowy sprzęt i zapłaci abonament na internet czy telefon.

  • rodrigezoo

    Oceniono 19 razy 15

    Nie wierzę , że wszystko wróci do normy z dwa tygodnie! Dzieciaki wrócą do szkół po świętach lub w wakacje. Majowe matury będą zawieszone. Szczyt zachorowań przypada na pocz kwietnia. Lada dzień zjedzie do Polski kilkadziesiąt tysięcy Polaków przywiezionych z wakacji i wyjazdów biznesowych, którzy będą kolejnymi punktami zapalnymi z wirusem. Nie zahamujemy tego. Naiwnie myślimy, że wszystko wróci do normy za dwa tygodnie. Nie ! Otworzą granice i znowu ludzie zaczną jeździć po świecie i rozwozić to paskudztwo. Pożegnajmy się z biznesami, powrotem do normalności. Nic już nie będzie takie samo. Niestety...

  • mimikra1975

    Oceniono 18 razy 14

    Nie mam pojęcia, co wniósł ten wywiad? Reklama samego siebie? Proszę Pana nauczyciela, a rodzinę pan ma? Bo ja mam i nią też, a siedzi w domu, muszę się zająć. Ale ja jestem kobietą nauczycielką. I nie mam FB, nie potrzebuję go, bo to strata czasu i nikt mnie do tego nie zmusi. A pan sobie niech dalej zamieszcza swoje perełki, na które ma pan mnóstwo czasu.

  • norman67

    Oceniono 18 razy 14

    Nauczyciel to nie górnicy. Nie będą straszyć paleniem opon, ani pogonieniem obs..nej kaczki z Żoliborza zza szafy.

  • adremi1

    Oceniono 15 razy 11

    Panie Nauczycielu Roku! Bzdury Pan opowiada. Zachwyca się Pan samym sobą. Z nauczania zdalnego i samodzielnego skorzystają uczniowie zdolni i pracowici. Ilu ich jest? Reszta korzysta z facebook`a, wiadomo w jaki sposób. Dziwne tylko, że pedagog nie dostrzega konieczności interakcji (nie zdalnych) osobistych i bezpośrednich, pomiędzy ludźmi.

  • goralskielasy

    Oceniono 17 razy 11

    Bardzo cenne rady, ale po pierwsze ani szkoły nie są przygotowane w zakresie sprzetu i oprogramowania na pracę zdalną, a od pracownika nie można wymagać, żeby korzystał z prywatnych zasobów w tej kwestii. PO drugie za pracę zdalną należy się 100% wynagrodzenia, a nie tylko część jak w przypadku samego pozostawania w gotowości do pracy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX