"Lekcję, że życie nie zawsze jest lekkie, że trzeba się ograniczyć, będziemy musieli odrobić"

Chcemy wiedzieć, kiedy się to wszystko skończy. Ale tego nikt nie wie. I to, co nam pozostaje, to pozostanie otwartymi na niepewność. Powiedzenie sobie: OK, nie wiem, co się stanie, ale cały czas uczę się funkcjonowania w tej sytuacji - mówi psycholog Ewa Jarczewska-Gerc.

Gdzie kończy się zdrowy rozsądek, a zaczyna panika?

Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo mierzymy się z zupełnie nową sytuacją. Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy tego typu epidemii, nie znamy tego wirusa, nie wiemy, jak sytuacja będzie się rozwijać, jak się zakończy. Trudno więc oceniać, która reakcja jest adekwatna, co jest zapobiegliwością, a co już paniką, bo jest to równanie z wieloma niewiadomymi.

Może nas śmieszyć, że ludzie masowo wykupują produkty w sklepach, bo to wygląda trochę tak, jakby się przygotowywali na koniec świata. Z drugiej strony nikt z nas nie wie, i żaden ekspert nie powie z całą odpowiedzialnością, że są to działania nieuzasadnione. Przykład Włoch pokazuje, że niestosowanie się do zaleceń rządu, podróżowanie po kraju, wychodzenie na imprezy – czyli: zbagatelizowanie sytuacji – sprawiło, że wirus bardzo szybko się rozprzestrzenił i trudno go w tej chwili opanować.

.. fot. Shutterstock

Ten zryw jednak budzi zdziwienie, niepokój.

Jedną z podstawowych naszych potrzeb jest potrzeba kontroli. Każdy prawidłowo funkcjonujący człowiek chce mieć poczucie, że panuje nad swoim życiem, nad swoją przyszłością. Co więcej, istnieje zjawisko tzw. iluzji kontroli, czyli wydaje nam się, że mamy tej kontroli więcej niż w rzeczywistości.

I nagle, w relatywnie bezpiecznych czasach, w świecie w miarę przewidywalnym, pojawia się wirus, którego nie znamy, nie mamy pojęcia, jak sobie z nim radzić, nie mamy gotowych scenariuszy postępowania w takiej sytuacji i tę kontrolę tracimy. Ludzie w różny sposób starają się ją odzyskać – jedni poprzez robienie ogromnych zapasów, inni poprzez bagatelizowanie problemu – bo ja to się nie boję, chcę żyć normalnie, bo mnie problem nie dotyczy, dotyka tylko ludzi starych, osłabionych. Prawda jest taka, że nie wiemy, jak nasz organizm zareaguje w kontakcie z wirusem, więc zachowanie określonych środków ostrożności jest zasadne. Z drugiej strony mamy wciąż co jeść, sklepów się nie zamyka. Nie możemy też dopuścić do sytuacji, w której panika będzie powodować taki poziom stresu, który zacznie osłabiać nasz system odpornościowy.

Zarówno bagatelizowanie, jak i panikowanie to dwie skrajności tego samego kontinuum. Między jednym jego końcem a drugim jest całe spektrum innych zachowań.

Można nie wychodzić z domu w ogóle lub można wyjścia ograniczać, podobnie jak spotkania ze znajomymi. Można robić zakupy w sklepach dużych, gdzie są tłumy, lub można korzystać ze sklepów małych, osiedlowych i zmniejszać tym samym ryzyko zakażenia. Można wciąż podróżować – nawet jeśli tylko po Polsce, ale można też odwołać plany wyjazdowe. Jaką decyzję podjąć?

Władze centralne wprowadzają określone regulacje, które ograniczają tę pulę zachowań. Nie należy jednak oczekiwać, że nawet rząd będzie wiedział, co w tej sytuacji robić, że będzie znał odpowiedzi na wszystkie pytania, powie obywatelom, czy mają iść do sklepu po bułki, czy nie, czy mają jechać pociągiem do bliskich oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów, czy pozostać w domu. I ja też nie znam odpowiedzi na te pytania.

Musimy sobie przede wszystkim powiedzieć, że to są trudne czasy, żaden ekspert nie pokusi się o stworzenie przepisu, jak funkcjonować w czasie epidemii koronawirusa, tym bardziej że sytuacja jest dynamiczna i to, o czym rozmawiamy dzisiaj, może być już za tydzień nieaktualne. To, co możemy i powinniśmy zrobić, to pozostać otwartymi i elastycznymi wobec zmieniających się okoliczności i na bieżąco dopasowywać się do sytuacji.

To wyzwanie.

Ogromne. Możemy wyszczególnić dwie fazy w funkcjonowaniu poznawczym człowieka. Pierwsza to poszukiwania informacji. W tym czasie człowiek pozostaje otwartym i elastycznym wobec wiedzy, którą zdobywa na dany temat, jednocześnie cały czas tkwi w poczuciu niepewności. Ale, jako że wszyscy jesteśmy naiwnymi badaczami, mamy ogromną potrzebę wyrobienia sobie jakiegoś poglądu. I wtedy następuje druga faza, czyli zamrożenia sądu, która jest o wiele przyjemniejsza niż ta pierwsza, ponieważ mamy pewność, co i jak, już wyrobiliśmy sobie na dany temat zdanie, mamy poczucie kontroli, wpływu na nasze życie.

Problem polega na tym, że sytuacja, w której jesteśmy obecnie, nie zapewnia tego domknięcia poznawczego, które jest nam tak bardzo potrzebne, żeby czuć się bezpiecznie.

.. fot. Shutterstock

Na skrzynkę mailową Gazeta.pl przychodzi dużo wiadomości od Polaków i Polek z pytaniami do ekspertów. Jeden mail szczególnie przykuł moją uwagę. Pani miała tylko jedno pytanie: kiedy ta choroba minie?

I to jest doskonały przykład, jak bardzo potrzebne nam jest to domknięcie poznawcze. Chcemy wiedzieć, kiedy się to wszystko skończy. Ale tego nikt nie wie. Pozostaje nam bycie otwartymi na niepewność. Powiedzenie sobie: OK, nie wiem, co się stanie, ale cały czas uczę się funkcjonowania w tej sytuacji, za chwilę mogą pojawić się informacje, które spowodują, że będę musiał znów zmienić swoje postępowanie, decyzje.

Czy to nie jest wyczerpujące dla naszego układu nerwowego? Nie powoduje napięcia?

Powoduje, ale ma też bardzo pozytywne skutki, bo rozwija poznawczo, ćwiczy mózg. Cały czas musimy zdobywać nowe informacje, zgłębiać wiedzę na dany temat, kategoryzować ją, powstrzymywać się przed formułowaniem konkluzji, plastycznie reagować na zmieniające się okoliczności.

Czyli nie popadać w skrajności. Na przykład na nowe, niekoniecznie pozytywne, informacje nie reagować lekceważąco. A z drugiej strony nie płakać, że nie pojedziemy na wymarzony urlop, albo będziemy musieli odwołać ślub czy imprezę urodzinową.

Dokładnie, choć to pewnie będzie dla wielu bardzo trudne i bolesne. Niestety, jako społeczeństwo odczujemy te ostatnie 20, 30 lat bycia wychowywanymi w nurcie hedonistycznym, że wszystko jest lekkie, przyjemne, łatwe, miłe, że pozytywne wzmocnienia otrzymujemy natychmiast, a ból mija szybko, że jest na to lekarstwo. I tę lekcję, że życie nie zawsze takie jest, że czasem trzeba zwolnić, zrezygnować z przyjemności, że rozwój nie zawsze odbywa się szybko, ale czasem trzeba trochę poczekać, będziemy musieli odrobić. I dopóki jej nie odrobimy, tej kontroli nie odzyskamy.

To będzie dla wielu trudne, ale może dzięki temu przypomnimy sobie, o co w życiu chodzi.

O siedzenie w domu i oglądanie Netflixa?

Nie, o to, że należy docenić na przykład swoje zdrowie. Przyjemność jest ważna, ale to tylko jeden z elementów życia. A my się od niej bardzo uzależniliśmy. Z jednej strony cały czas zapewniamy sobie pozytywne bodźce, czym jest na przykład oglądanie Netflixa, a z drugiej nigdy wcześniej na świecie aż tyle osób nie cierpiało na depresję czy inne zaburzenia psychiczne. Jakiś czas temu uświadamiałam swoich studentów, że większe jest prawdopodobieństwo, że popełnią samobójstwo niż umrą z powodu koronawirusa – samobójstwo stanowi dziś w Unii Europejskiej drugą najczęstszą przyczynę zgonów wśród dzieci i młodzieży. Z jednej strony jest nam coraz milej i przyjemniej, z drugiej coraz częściej popadamy w patologie psychiczne. Mówiąc o tym, może przypomnimy sobie, co jest ważne, docenimy to, co wcześniej wydawało nam się oczywiste – że jesteśmy zdrowi, że możemy chodzić do pracy, że tę pracę mamy, że możemy gdzieś wyjechać, spotkać się z rodziną. Wyjście do kina będzie czymś wyjątkowym, a powrót do biura upragnioną odmianą! W tej chwili nasz ośrodek przyjemności jest całkiem rozregulowany, bo nieustannie tę przyjemność sobie serwujemy. Może ten czas sprawi, że nasz mózg się trochę oczyści i przyjemność zaczną nam sprawiać rzeczy prozaiczne.

Jeszcze raptem dwa tygodnie temu nieustannie ktoś prosił mnie o wypowiedź na temat tego, że żyjemy w czasach wiecznego pośpiechu, przepracowania, nie mamy czasu na odpoczynek, na zadbanie o siebie. No to los nam sprawił takiego koronawirusa, który spowoduje, że nie będziemy mieli już wyjścia – będziemy musieli zwolnić.

Skoro jesteśmy tak uzależnieni od przyjemności, może jednak nie poradzimy sobie w obecnej sytuacji.

Jeżeli wykorzystamy ten czas na przewartościowanie pewnych kwestii, przyjrzenie się swojemu życiu, docenienie tego, że nie zachorowaliśmy, a jeśli zachorowaliśmy, to że udało nam się wyzdrowieć, zaakceptujemy fakt, że czasem jest trudniej, wyjdziemy z tej sytuacji obronną ręką. Tak jak powtarzał Philip Zimbardo, psycholog społeczny, który miał bardzo trudne dzieciństwo: codziennie podejmujemy decyzję, czy chcemy być szczęśliwi, czy dany dzień chcemy przeżyć dobrze, czy popaść w negatywne myślenie.

.. fot. Shutterstock

"Bądź pozytywny" – łatwo powiedzieć.

Nie pozytywny, ale otwarty i skupiony na procesie. Chodzi o to, żeby podchodzić do każdego dnia z jakąś dozą ciekawości, otwartości na rozwój, na to, żeby się czegoś nowego dowiedzieć, o świecie, o samym sobie.

Wciąż brzmi to bardzo idealistycznie. Jesteśmy w sytuacji, w której każdego dnia będziemy się budzić w poczuciu niepewności, bycia odizolowanym od świata, ludzi, ta samotność może się z dnia na dzień pogłębiać. Wiele osób już obawia się o swój byt – koronawirus odbiera wielu pracę. Jak zadbać o siebie w takich czasach?

W pewnym sensie to pytanie w ogóle nie powinno paść, bo każdy dorosły człowiek, który ukończył 25 lat – wtedy dojrzewa kora przedczołowa, która odpowiada za racjonalne, przemyślane i świadome zachowania –najlepiej powinien wiedzieć, jak zarządzać samym sobą w trudnych sytuacjach. Nie ma na to jednego, dobrego przepisu. Niestety, żyjemy w takich czasach, że to pytanie pada, bo ludzie, uzależnieni od przyjemności, nie nauczyli się w takich okolicznościach funkcjonować.

Jak więc żyć?

Po pierwsze: powinniśmy pamiętać o tym, że życie toczy się dalej, że każdy z nas wykonuje jakieś role – w życiu prywatnym, zawodowym. Że jesteśmy w różnych relacjach, o które powinniśmy dbać, teraz może nawet bardziej niż kiedyś. Być życzliwymi wobec siebie, jak i innych. Ale ja widzę, że to już się dzieje. I raczej obserwuję więcej pozytywnych działań, przynajmniej na razie, niż tych negatywnych. Co rusz powstają inicjatywy pomocy starszym sąsiadom, którzy powinni szczególnie zadbać o swoje zdrowie.

Na pewno wielu z nas poniesie jakieś konsekwencje finansowe w związku z epidemią. I to budzi strach, który nie jest wyimaginowany. Ja również jestem w podobnej sytuacji. Prowadzę zajęcia na uczelni i szkolenia – wszystko jest odwołane. Ale mam dwa wyjścia – mogę usiąść i płakać, albo zacząć myśleć, jak mogę w takiej sytuacji wykorzystać swój potencjał. Badania pokazują, że u człowieka w sytuacji kryzysowej wyzwalają się ogromne pokłady kreatywności.

Wokół nas jest w tej chwili wiele zagrożeń. Mamy starszych rodziców, często chorych. Wykonujemy zawody, które wymagają kontaktu z drugim człowiekiem. W związku z tym możemy odczuwać silny lęk. Jednocześnie nie możemy próbować za wszelką cenę się go pozbyć, jak byśmy pewnie bardzo chcieli. Celem współczesnej terapii zaburzeń lękowych nie jest likwidowanie konkretnych lęków, ale nauczenie żyć z niepewnością, uświadomienie sobie tego, że świat jest nieprzewidywalny, że nie wiemy, co się za chwilę wydarzy, że należy być elastycznym. Paradoksalnie takie podejście właśnie zwiększa poczucie kontroli, bo daje możliwość adekwatnego reagowania na zmieniające się warunki.

.. fot. Shutterstock

Epidemia koronawirusa może jeszcze trochę potrwać. Nie da się ukryć, że przez jakiś czas będziemy żyć w ciągłym napięciu, stresie. Ja od kilku dni mam problemy z koncentracją, bo wciąż pojawiają się nowe informacje na temat epidemii, mailem przychodzą nowe ustalenia w sprawie pracy w firmie.

Człowiek posiada fenomenalne zdolności adaptacyjne, również w sytuacji kryzysowej, co nie oznacza, że nie ponosi z tego tytułu emocjonalnego kosztu. Mogą nas dotknąć skutki przewlekłego stresu – obniżony nastrój i przede wszystkim osłabiona odporność. Stres może spowodować, że zaczniemy "społecznie się zarażać", czyli dostrzegać u siebie symptomy choroby wywołanej przez koronawirusa, mimo że tak naprawdę chorzy nie będziemy. Człowiek jest w stanie wywołać u siebie wszystkie objawy – gorączkę, biegunkę, ból brzucha. Jeszcze dokładnie nie wiemy, jak działa ten mechanizm. U wielu uruchomi lub nasili się tzw. FOMO [z ang. fear of missing out – przyp. red.], czyli potrzeba bycia na bieżąco ze wszystkimi informacjami.

Dlatego tak ważne jest zadbanie o siebie. Dozowanie sobie tych informacji. Panika pojawia się wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie się wyłączyć, odciąć chociaż na chwilę od zewnętrznych bodźców. Zamiast siedzieć przed newsami, pouczmy się nowych słówek z francuskiego, przeczytajmy książkę. Ważne, aby nie rezygnować ze swoich codziennych przyzwyczajeń, ewentualnie zmodyfikować je. Nie musimy przecież iść na siłownię, żeby poćwiczyć, możemy zrobić sobie 50 pompek w domu, możemy pójść na spacer, pobiegać. Ważne, żebyśmy się dobrze odżywiali, a to nie oznacza dostarczania sobie kalorii, ale przede wszystkim substancji odżywczych. Powinniśmy też dbać o relacje z ludźmi, badania pokazują, że poczucie wsparcia społecznego wzmacnia układ odpornościowy. Zadbajmy o sen, który oczywiście jest zależny od poziomu przeżywanego przez nas stresu.

Każdy pewnie inaczej zareaguje na obecną sytuację.

Możemy pójść w dwie strony – albo będziemy jej zaprzeczać, unikać konfrontowania się z nią, co odbije się na naszym zdrowiu i psychice, albo spróbujemy się do niej dostosować. W tej chwili jesteśmy w fazie dezintegracji, im szybciej zaakceptujemy obecną sytuację i zaczniemy na nią adekwatnie reagować, tym szybciej rozpoczniemy proces wewnętrznej odbudowy. A kto wie, może uda nam się wykreować coś bardzo dobrego, co sprawi, że staniemy się lepszymi ludźmi.

Ewa Jarczewska-Gerc - psycholog społeczny, trener biznesu. Zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi. Interesuje się związkami między różnymi formami myślenia i wyobrażania sobie a efektywnością i wytrwałością w działaniu, a także stresem i jego korelatami.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również w serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.

Więcej o: