Utknęli za granicą w czasie pandemii koronawirusa. "Polacy tu skrzykują się na imprezę"

- Z ciekawości wykonaliśmy telefon do ambasady. Automatyczne sekretarka poinformowała, że odbierają w godzinach roboczych od poniedziałku do piątku - relacjonuje nasza dziennikarka Milena Zawiślińska, która wraz z mężem utknęła na wakacjach w Hiszpanii. Rząd zapewnia, że pomimo zamknięcia granic i lotnisk Polacy będą mogli wrócić z zagranicy. Uruchomiono specjalną infolinię.
  • Utknąłeś za granicą z powodu zamykania granic i lotnisk? Napisz do nas o tym sytuacji na news@agora.pl. Potrzebujesz pomocy? W związku z rozwojem sytuacji epidemiologicznej MSZ uruchamia infolinię dot. możliwości przekraczania granic państw. Numer infolinii: +48 22 523 8880, informacje także na gov.pl/koronawirus.

Mateusz Morawiecki zapowiedział przywrócenie kontroli na wszystkich przejściach granicznych od 15 marca na 10 dni. Kontrole wejdą w życie w nocy z soboty na niedzielę. Polscy obywatele po przekroczeniu granicy będą kierowani na 14-dniową kwarantannę domową, a obcokrajowcy nie wjadą do kraju. Odstępstwa od zamknięcia granicy będą dotyczyły będą tych cudzoziemców, którzy w Polsce legalnie przebywają i pracują. Ponadto wstrzymany zostaje międzynarodowy ruch lotniczy. To oznacza, że dla wielu Polaków powrót zza granicy - choć możliwy - będzie bardzo trudny. W takiej sytuacji znalazła się nasza dziennikarka Milena Zawiślińska. 

"Przyjechaliśmy do Hiszpanii w ramach podróży poślubnej na początku marca, kiedy liczba chorych dopiero przekraczała 100. Liczyliśmy się z ryzykiem, że po powrocie trzeba będzie poddać się izolacji, zrobiliśmy nawet odpowiednie zapasy" - napisała Milena Zawiślińska. Jak opisuje, w  Andaluzji, gdzie jest z mężem, liczba przypadków rosła wolniej niż w Madrycie.

- Niemniej i tak zachowywaliśmy wszystkie zasady bezpieczeństwa (unikaliśmy tłumów, jedliśmy tylko w restauracjach na świeżym powietrzu), ciągle myliśmy i odkażaliśmy ręce. Ogólnie w regionie atmosfera długo była bardzo spokojna, pełne bary, otwarte szkoły, żel odkażający normalnie dostępny w sklepach itp. Ponieważ wiedzieliśmy, że liczba przypadków rośnie (i w Hiszpanii, i w Polsce), zdecydowaliśmy o skróceniu urlopu. Po około 140 próbach (to było, kiedy już państwa zaczęły ograniczać loty) mężowi udało się uzyskać połączenie z konsultantką linii telefonicznej i załatwić wcześniejszy powrót w pierwszym dostępnym terminie - w niedzielę o świcie

- opisuje. Zaplanowany lot miał odbyć się z Malagi. Tam małżeństwo przygotowało zapasy jedzenia, by nie wychodzić z domu i czekać na powrót. - Kiedy weszliśmy do domu z zakupami i odpaliliśmy Facebooka, akurat trwała relacja na żywo z konferencji polskich władz. Usłyszeliśmy, że nasz powrót w niedzielę rano będzie już niemożliwy, więc próbowaliśmy kupić bilet innymi liniami w sobotę, do Warszawy lub do Berlina, ale te momentalnie zniknęły - relacjonowała.

"Nie kombinujemy, czekamy"

- Czekamy na dalsze komunikaty, liczymy, że rząd załatwi czarter, który umożliwi powrót obywatelom, którzy przebywali w południowej Hiszpanii. Nie kombinujemy z innymi opcjami, sytuacja jest zbyt dynamiczna, zresztą np. długa podróż busem też nie jest zbyt bezpieczna - napisała. 

- Z ciekawości wykonaliśmy telefon do ambasady. Automatyczne sekretarka poinformowała, że odbierają w godzinach roboczych od poniedziałku do piątku. Mamy nadzieję, że nie będziemy musieli jechać np. do Madrytu, bo tam sytuacja z epidemią jest dużo gorsza, ale zobaczymy, co się wydarzy

- stwierdziła. W tej chwili mają wynajęty pokój z kuchnią. Jak relacjonuje, w sklepach sytuacja zaczyna przypominać tę w Polsce, znikają makarony, pieluszki, piwa i świeże owoce. - Ludzie krążą między na wpół pustymi półkami i denerwują się. Kolejek na razie nie ma, w piątek w sklepie otwarte były wszystkie kasy i mimo sporej liczby klientów wszystko szło szybko. Wychodząc, usłyszeliśmy, jak ktoś woła coś o koronawirusie - relacjonuje. Zwraca uwagę, że "do Hiszpanów, którzy jeszcze niedawno nic sobie nie robili z epidemii, spotykali się tłumnie, całowali i ściskali, powoli zaczyna docierać powaga sytuacji. W normalnie tętniącej życiem Maladze zamknięta jest już część knajpek. Nasz gospodarz, bardzo serdeczny człowiek, unika podawania ręki".

- Właścicielka baru, z którą rozmawialiśmy w pobliskiej miejscowości, mówiła, że turystów jest coraz mniej i szykuje się na to, że lada chwila wszystko się zamknie, a ludzie będą musieli pozostać w domach. Obserwujemy też ryzykowne zachowania, np. w nocy z piątku na sobotę otworzyły się w Maladze okoliczne kluby, zaś spotkani przez nas w drodze do sklepu Polacy skrzykiwali się głośno na imprezę - opisała.

Zamknięte granice - powroty Polaków mają być możliwe

Premier Mateusz Morawiecki ogłosił wczoraj wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego. Od północy z soboty na niedzielę przywrócona zostanie kontrola wszystkich granic kraju, ponadto wprowadzone zostają ograniczenia dot. przekraczania polskich granic przez cudzoziemców.

Wszyscy polscy obywatele znajdujący się teraz poza granicami - mogą wracać do Polski. Będą także poddani obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie domowej. O północy zawieszone zostaną międzynarodowe pasażerskie połączenia lotnicze i kolejowe. Wyjątkami od kwarantanny są osoby z obszarów przygranicznych, które mieszkają w Polsce, ale pracują na co dzień w kraju sąsiednim i kierowcy transportu kołowego – np. autobusów i busów.

"Każdy obywatel Polski może wrócić do kraju. Do kraju wpuszczone zostaną też samoloty czarterowe z Polakami. Obywatele będą mogli wrócić do Polski także transportem kołowym, czyli samochodami osobowymi, busami i autokarami. Po przekroczeniu granicy każdy z nich zostanie zarejestrowany, a także przebadany. Zostanie również skierowany na obowiązkową 14-dniową kwarantannę domową pod karą grzywny. Ma to zabezpieczyć przed ewentualnym dalszym rozprzestrzenianiem się koronawirusa" - informuje rząd. Więcej informacji na stronie gov.pl/koronawirus i  infolinii: +48 22 523 8880.

Na tej stronie znajdziesz adresy i dane polskich placówek dyplomatycznych: gov.pl/dyplomacja.

Więcej o: