Gangi ortalionowe, Pewex i kartki. Tak wyglądały zakupy w PRL-u [ZDJĘCIA]

32 lata temu w Polsce (Ludowej) zakończył się system reglamentacji towarów. W tym czasie zakupy na pewno nie należały do przyjemności, a przypominały bardziej walkę o najbardziej potrzebne towary. Długie kolejki, kartki i stacze kolejkowi - z czym kojarzą nam się sklepy w PRL?

W Polsce Ludowej system kartkowy obowiązywał w trzech okresach (1944-1949, 1951-1953 i 1976-1989). Powodem jego wprowadzenia były niedobory produktów na rynku, zazwyczaj żywności. Obywatele otrzymywali określoną ilość kartek, które upoważniały ich do zakupów ściśle określonych towarów.

Zobacz wideo Bareja - kochany przez widzów, nienawidzony przez środowisko filmowe

Sklepy w PRL - jak wyglądały zakupy w Polskiej Ludowej?

Kartki żywnościowe są jednym z najbardziej znanych systemów związanych z zakupami w Polsce w czasach PRL. Były one wydawane na określone towary i w ilości, które zależały m.in. od miejsca pracy, zamieszkania, wieku i stanu zdrowia osoby, która otrzymywała kartki. W latach 70. na początku wprowadzono reglamentację na cukier, a później też mięso, masło, kaszę, ryż, mąkę, olej, mydło, proszki do prania, słodycze, alkohol, papierosy, buty czy benzynę.

Kartka żywnościowa z PRLKartka żywnościowa z PRL fot. wikimedia commons

Najdłużej obowiązywały kartki na mięso. Osoby, które nie miały zbyt dobrych znajomości wśród pań ze sklepów, musiały zadowolić się mięsem "nieszlachetnym" - kiełbasą, mielonką oraz parówkami. Szynka, szynkowa czy baleron pojawiały się na półkach, aczkolwiek w śladowych ilościach, jedynie w okolicach świąt.

Kolejka po mięso w PRLKolejka po mięso w PRL Narodowe Archiwum Cyfrowe

Stanie w kolejkach było długie i męczące, dlatego dość szybko pojawił się "zawód" osoby (stacza kolejkowego, która za określoną zapłatę stała w zastępstwie w kolejce po zakup towaru. Usługa ta była dość popularna zwłaszcza w sytuacji, gdy nagle "rzucano" towar do jakiegoś sklepu.

Na niektórych sklepach wywieszano kartki, które informowały, że produkty w danym punkcie można nabyć wyłącznie na "talony", które pochodziły z określonego miejsca - na przykład województwa Warszawy, Piotrkowa Trybunalskiego czy Wrocławia. Talony takie otrzymywano na przykład w zakładach pracy, administracjach domów czy w przedszkolach (np. bucikach w przypadku dzieci). 

Robienie zakupów w PRLRobienie zakupów w PRL Narodowe Archiwum Cyfrowe

Benzyna również sprzedawana była na talony, a jej dostępność była dość niska. Aby otrzymać "kartkę" na paliwo, należało udać się do PZU. Podobnie jak papier toaletowy czy mięso, benzynę kupowało się wtedy, gdy akurat "rzucono" ją na stację. Benzynę przechowywano w kanistrach w garażach lub piwnicach, co - nie da się ukryć - nie było najbezpieczniejszym rozwiązaniem.

Pewex to sklep, który bezsprzecznie kojarzy się z PRL-em. Było to przedsiębiorstwo państwowe, które prowadziło sieć sklepów oraz kiosków, gdzie można było wymienić walutę. Pewexy powstały z przekształcenia sklepów banku PeKaO, który za waluty udostępniał towary, które nie były dostępne w innych sklepach - często były to produkty importowane z zagranicy. Ceny ustalane były na podstawie dolara amerykańskiego, a dopiero od 1990 roku akceptowano złoty jako jedną z walut, którą można było płacić w Peweksie. W sklepach tych można było kupić "towary luksusowe" - wodę toaletową, perfumy, batony (np. Snickersy), zabawki, markowe ubrania, papierosy itp.

Sklep PewexSklep Pewex Fot. Tomasz Wierzejski / AG

Jeśli chodzi o sklepy, to częstym zjawiskiem były kontrole. Zadaniem inspektorów było sprawdzenie, czy towar w danej placówce sprzedawany jest tak, jak regulowały to przepisy dotyczące racjonowania żywności. Podczas kontroli mógł też obejrzeć księgę życzeń i zażaleń, która musiała zawsze znajdować się w dostępnym dla klientów miejscu. Nagany mogły skutkować potrąceniem premii czy przesunięciem na gorsze stanowisko. Do uwag klientów swoje uzasadnienia mogli wpisywać jednak kierownicy i kierowniczki sklepów, które zazwyczaj potrafili znaleźć wymówkę na każdą nieprawidłowość.

Sklep w PRLSklep w PRL Narodowe Archiwum Cyfrowe

Płaszcz ortalionowy był jednym z najbardziej pożądanych towarów w PRL - zwłaszcza po tym, jak został wylansowany przez aktora Zbigniewa Cybulskiego. W większych miastach działały nawet gangi ortalionowe, które zajmowały się kradzieżą tych płaszczy z... lokali gastronomicznych. Kurtki pozostawione na krześle czy wieszaku można było łatwiej "zgarnąć" niż w sklepie. Często pozorowano też bójkę, by łatwiej ukraść kurtki z wieszaków.

Więcej zdjęć znajdziesz w galerii na górze tekstu. 

Więcej o: