Mjanma. Wojsko ostrzegło, że będzie "strzelać w głowy". W sobotę zginęły 64 osoby

Junta wojskowa w Mjanmnie (Birmie) ostrzegła w piątek, że funkcjonariusze będą strzelali do protestujących w głowy. W sobotę generałowie zorganizowali Dzień Sił Zbrojnych. Tego samego dnia, podczas manifestacji w różnych częściach kraju, zginęły co najmiej 64 osoby.

Jak informuje Agencja Reutera, jedną z ofiar jest pięcioletni chłopiec. - Zabijają nas jak ptaki lub kurczaki, nawet w naszych domach - powiedział Thu Ya Zaw z miasta Myingyan, gdzie zginęło co najmniej dwóch demonstrantów. - Będziemy protestować mimo wszystko. Musimy pokonać juntę.

Reuters podaje, że liczba ofiar protestów w Mjanmnie (Birmie) drastycznie rośnie. Według najnowszych szacunków zginęło już co najmniej 320 osób, a zapowiadane na kolejne dni protesty mogą doprowadzić do wzrostu tej liczby.  

Białoruś. Zatrzymany Andrzej Poczobut trafi do aresztu o ostrzejszym rygorzeBiałoruś. Andrzej Poczobut trafi do "Waładarki", aresztu o zaostrzonym rygorze

Mjanma. Protestujący mogą dostać "strzał w głowę"

Podczas transmitowanego wystąpienia przedstawiciele armii, która po przegranych wyborach nie oddała władzy w Mjanmie, wydali ostrzeżenie, że osoby, które będą brać udział w protestach, są w niebezpieczeństwie. W skrajnych przypadkach mogą dostać "strzał w głowę".

W Mjanmie protesty, które przybierają coraz dramatyczniejszą formę, trwają od początku lutego i mają bezpośredni związek z wyborami do parlamentu jesienią 2020 r. W liczącym 53 mln mieszkańców kraju wybory zdecydowanie wygrała Narodowa Liga na rzecz Demokracji (NLD) noblistki Aung San Suu Kyi kosztem Unii Solidarności i Rozwoju (USDP) związanej z armią. Generałowie, którzy dotąd trzymali władzę, zakwestionowali wynik wyborów i orzekli, że zostały sfałszowane. W lutym 2021 r., gdy miało się odbyć pierwsze posiedzenie nowego parlamentu, ogłosili zamach stanu, aresztowali prezydenta kraju i pełniącą funkcję faktycznego szefa rządu Aung San Suu Kyi.

Zobacz wideo Oślepiał wojskowych pilotów laserem. Usłyszał zarzuty

Mjanma. Policja strzela do protestujących pokojowo przeciwko juncie wojskowej

W ostatnich tygodniach w Mjanmie dochodzi do masowych protestów przeciwko juncie wojskowej, w czasie których wojsko strzela do pokojowo protestujących. Na przedmieściach Rangunu i w innych częściach największego miasta Birmy, w zeszłą niedzielę siły bezpieczeństwa zabiły co najmniej 39 osób. Z najnowszych informacji Reutersa wynika, że w sobotnich (27 marca) protestach zmarły już co najmniej 64 osoby. 

W Rangunie siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących. - To było straszne. Strzelali do ludzi na moich oczach. Nigdy tego nie zapomnę - mówił w rozmowie z agencją Reuters jeden z fotoreporterów.

Protesty przeciwko juncie wojskowej, trwające od 1 lutego, były początkowo całkowicie pokojowe. Jednak wojsko używa wobec protestujących siły i eskaluje przemoc. Pomimo coraz większej liczby ofiar śmiertelnych, protesty nie ustają. Protestujący zaostrzają formy protestu lub uciekają się do form nietypowych, by zminimalizować liczbę ofiary - np. manifestują wcześnie rano, gdy policja jeszcze śpi albo organizują protesty na wodzie, gdzie są trudno uchwytni dla nieprzygotowanej na takie wydarzenia policji. 

MiG-15 UTI dwumiejscowa szkoleniowa wersja myśliwca MiG-15W chmurach stało się coś, co zabiło legendę - Gagarina

Więcej o: