Francuski kierowca zwrócił uwagę pasażerom na brak maseczek. Zmarł po brutalnym pobiciu. "To barbarzyństwo"

59-letni kierowca autobusu z Francji zmarł po tym, jak pobito go w trakcie pracy. Mężczyzna zwrócił uwagę czterem pasażerom na brak maseczek, a ci brutalnie go pobili. Po pobiciu Philippe Monguillot był w stanie śmierci klinicznej, w piątek rodzina zdecydowała o odłączeniu go od aparatury.

5 lipca 59-letni Philippe Monguillot, kierowca autobusu, został napadnięty podczas pracy w miejscowości Bajonnie (południowo-zachodnia Francja). Jak się później okazało, mężczyzna został zaatakowany po tym, jak zwrócił uwagę czterem pasażerom, że nie mają maseczek, do czego są zobowiązani prawem. Kierowca poprosił, by je założyli.

Niedoszli pasażerowie zareagowali wyzwiskami, później wypchnęli 59-latka z autobusu i zaczęli bić oraz kopać go, m.in. w głowę. Gdy Monguillot trafił do szpitala, jego stan był już krytyczny.

Mężczyzna znalazł się w stanie śmierci klinicznej. W piątek 10 lipca jego rodzina zdecydowała, po konsultacjach z lekarzami, o odłączeniu go od aparatury podtrzymującej życie. - Postanowiliśmy pozwolić mu odejść - mówiła AFP 18-letnia Marie Manguillot, córka kierowcy.

Francja. Żona zmarłego kierowcy: To barbarzyństwo, to nienormalne

Z kolei żona 59-latka, Veronique, przekazała mediom, że powiedziała szefowi francuskiego MSW Geraldowi Darmaninowi, że ona i jej trzy córki są "wyniszczone" przez atak na ojca i męża. - Musimy uderzyć pięścią w stół, coś takiego nie może się powtórzyć. To barbarzyństwo, to nienormalne. Musimy zatrzymać tę masakrę - mówiła.

W ostatnią środę bliscy zorganizowali marsz na cześć Monguillota.

Czterej mężczyźni, którzy zaatakowali kierowcę, przebywają w areszcie. Dwóch z nich usłyszało zarzut próby zabójstwa, ale niewykluczone, że prokuratura zmieni zarzuty po śmierci 59-latka.

Zobacz wideo Wybory prezydenckie. Jak głosować bezpiecznie w dobie pandemii?
Więcej o: