TVN: Sześć osób zmarło w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku. Pacjenci wiązani i "lekowani"

W "Superwizjerze" TVN ukazał się reportaż poruszający sprawę tajemniczych śmierci sześciorga pacjentów szpitala psychiatrycznego w Rybniku. Jak wynika z materiału, w placówce od długiego czasu miało dochodzić do wielu nadużyć, których tragiczne skutki odczuli pacjenci.

Do tej pory zmarło sześcioro pacjentów Państwowego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku. Jednym z nich była Janina Z., która trafiła do placówki z depresją. Po dwóch miesiącach była już - jak to zostało określone w materiale - "wrakiem człowieka". Śledztwo dziennikarzy wykazało, że prawdopodobnie podawano jej silne leki psychotropowe, często je zmieniano, nie czekając na poprawę. W efekcie stan Janiny Z. miał zacząć się pogarszać, a ona sama miała "stracić kontakt z rzeczywistością". Podczas sekcji zwłok biegły stwierdził, że możliwe jest, że przed śmiercią była narażona na ogromne cierpienia. 

W gliwickiej prokuraturze toczy się w tej sprawie już drugie śledztwo, ale większość postępowań dyscyplinarnych dotyczących innych zgonów kończyło się umorzeniem - twierdzą reporterzy "Superwizjera". 

Pacjentów poddawano m.in. "zalekowaniu"

Skargi dotyczące traktowania pacjentów pojawiają się nie tylko od członków rodziny zmarłych osób. Nadużycia i zaniedbania zarzucają placówce również pacjenci, którzy już opuścili szpital psychiatryczny.

Z ich relacji wynika, że jednym z najczęściej stosowanych środków, które miały pomóc opanować pacjenta, było "zalekowanie", czyli stosowanie leków w dużych ilościach w celu spacyfikowania pacjenta, który miał według personelu naruszać zasady.

Innym sposobem było wielogodzinne unieruchamianie pacjentów za pomocą pasów lub bandaży. Jeden z nich, do którego dotarli dziennikarze, miał spędzić 12 godzin przywiązany pasami do łóżka za rozmawianie nocą przez telefon. Inna bohaterka reportażu pokazała dziennikarzom dokumentację, w której było napisane, że jej siostra, która leczyła się w szpitalu, spędziła unieruchomiona ponad 90 godzin w ciągu tygodnia. W trakcie swojego pobytu w placówce kobieta ta schudła 20 kg. - Nie była w stanie chodzić sama, chodziła na czworakach - opowiadała siostra pacjentki.

Brak personelu i utrwalone poczucie bezkarności

Według Kamili Wielogórskiej, współautorki reportażu, głównym problemem szpitala jest brak personelu. - Bywa, że w nocy jest trzech lekarzy na 800 pacjentów w kilku budynkach - opowiadała po emisji materiału. Zaznaczyła, że na początku roku personel wystosował list do dyrekcji szpitala o zwiększenie liczby zatrudnionych w placówce.

Gdzie indziej przyczyn rzekomych tragicznych warunków, które panują w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku, upatrywał drugi autor reportażu Tomasz Patora. Według niego powodem jest "utrwalone poczucie bezkarności" wśród personelu. - Przez lata, kiedy stwierdzano bardzo poważne nieprawidłowości, nic się nie zmieniało. Żaden organ nie wyciągnął wniosków - zaznaczył.

Dyrekcja zaprzecza oskarżeniom

Lekarz Marek Ksol, zastępca dyrektora rybnickiego szpitala ds. lecznictwa, zaprzeczył wszelkim oskarżeniom. Zapytany, czy w ich szpitalu stosowane jest jako kara wielogodzinne unieruchomienie pacjenta za pomocą pasów, co zeznał personel szpitala w prokuraturze, powiedział: - Nie znaleziono jakichkolwiek uchybień w tym zakresie.

Tymczasem kobieta, która przeżyła pobyt w szpitalu, powiedziała dziennikarzom, że będąc tam czuła się pozbawiona godności i tożsamości. - Najgorszemu wrogowi nie życzę, żeby tam się znalazł. W tym szpitalu się nie zdrowieje - stwierdziła. 

Więcej o:
Komentarze (7)
TVN: Sześć osób zmarło w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku. Pacjenci wiązani i "lekowani"
Zaloguj się
  • doomsday

    Oceniono 2 razy 0

    Przede wszystkim chodzi o nakłady na szpitale psychiatryczne. Dobrze, że pokazano sytuację w Rybniku, ale tak samo jest w pozostałych kilkunastu Wojewódzkich Szpitalach dla Nerwowo Chorych w Polsce (Dziekanka w Gnieżnie, Kocborowo, Świecie , Lubiąż , Frombork, itp.). Bez większych pieniędzy, bez zwiększenia wynagrodzeń i ilości etatów dla lekarzy, pielęgniarek i salowych nie zmieni się nic. Będzie trwało puste gadanie w mediach bez końca.
    Polska zamiast 2 miliardów dolarów na utrzymnie baz militarnych obcego państwa w Polsce chociaż ułamek tych pieniędzy powinna przeznaczyć na poprawę sytuacji w Wojewódzkich Szpitalach Psychiatrycznych na terenie całego kraju. Sytuacja, w tym śmiertelność pacjentów jest tam gorsza, niż podczas hitlerowskiej okupacji i akcji T4.
    W Polsce za czasów Żydokomuny stalinowskiej utworzono dwutorowy system szpitalnego lecznictwa psychiatrycznego. Dla około 10 % populacji, przeważnie żydowskiego pochodzenia, stworzono luksusowe Kliniki Psychiatryczne na około 100 osób przy Uniwersytetach Medycznych w dużych miastach. Np. w Poznaniu to będzie klinka przy Szpitalnej. Pokoje są małe na 2-3 łóżka.
    Jedzenie jest super i kilkunastu lekarzy i kilkadziesiąt pielęgniarek na około 90 pacjentów.
    Dla reszty 90 % pozostawiono Wojewózkie Szpitale dla Nerwowo Chorych. Np. pacjenci z Poznania są wysyłani do Dziekanki w Gnieżnie. W np. XVI Oddziale dla mężczyzn na 100 osób, będzie jeden lekarz tylko w dzień, na zmianie 2-3 pielęgniarki i jedna salowa tylko w dzień. Łóżek na sali będzie 25, co drugie dotyka jedno drugie. W nocy większość pacjentów nie śpi, ale udaje, że śpi bo inaczej jest "lekowana " zastrzykiem, po którym wielu pacjentów wyjeżdża nogami do przodu ze szpitala.
    Jedzenie na oddział trafia ze szpitalnej kuchni przewożone przez kilkusetmetrowe podwórze bez termosów, w zimie lodowate . Obiad przewożą takimi ręcznymi wózkami, w zwykłych aluminiowych garach, jakimi kiedyś w PRL wożono butelki z mlekiem na osiedlach. Po obiad ustawia się kolejka, przedtem jedzenie kradnie już personel wybierając przy pacjentach co lepsze ochłapy. Porcje wydaje salowa, które znowóż lepsze ochłapy podaje tylko tym pacjentów, którzy pomagają jej sprzątać, czyli tym młodszym i zdrowszym. Dla tych najstarszych i najbardziej schorowanych zostaje zupa typu "nic".

    Na osobną uwagę zasługują tutaj księża KK, którzy po 1989 roku poznikali z Wojewódzkich.
    W Dziekance na przykład mimo tysiąca pacjentów w niedzielę nie zboaczy sie tam ani jednej mszy i ani jednego księdza, mimo że w PRL byli w tym szpitalu zawsze obecni.
    W Klinice Psychiatrycznej w Poznaniu na około 90 pacjentów na mszę niedzielną na jednym z oddziałów (bodajże Oddział Depresji), przychodzi kilkunastu pacjentów. Jest odprawiana przez około sześciu (!) księży.

  • kmrp

    Oceniono 5 razy -5

    Myślę, że tak jest w całej Polsce. Personel "psychiatryków" jest bezsilny wobec agresji i destrukcyjnych zachowań pacjentów, dlatego dochodzi do naruszeń praw pacjentów. Większość pacjentów tych szpitali to zwykli menele, agresywni dresiarze, wąsate mariany o jednocyfrowym IQ i ich miejsce jest moim zdaniem w więzieniach, a nie w szpitalach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX