Darłówko. Gapie z dziećmi patrzyli, jak wyciągają ciało 13-latka. "Dla ludzi to dodatkowa atrakcja"

Apoloniusz Kurylczyk był na miejscu, gdy w sobotę ratownicy wyciągali ciało chłopca w Darłówku. - Zdarzają się sytuacje, że słyszymy od gapiów komentarze w stylu "tak się nie udziela pomocy", "co wy robicie, dobijecie tego człowieka" - mówi wiceszef zachodniopomorskiego WOPR-u.

W sobotę wyłowiono ciało 13-latka, który we wtorek wraz z rodzeństwem utonął w Darłówku. Świadkiem sobotniej akcji ratowników był Sylwester Latkowski, reżyser i dziennikarz. Całe zdarzenie nagrał i umieścił na swoim blogu.

 
Darłówko. Siedzę w kawiarni. Dopiero po czasie spostrzegam przyczynę zgromadzenia ludzi na końcu plaży. Przy falochronie. Komendant policji krzyczy: „Zabierzcie dzieci.” Nikt się tym nie przejmuje. Ludzie obserwują, jak ratownicy przejmują ciało chłopca, by zabrać je z tego miejsca. Prawdopodobnie to 13 latek, który utopił się we wtorek. Dla plażowiczów to kolejna atrakcja. Wydarzenie, o którym będzie się mówiło w czasie obiadu i kolacji, przez telefon znajomym.

- napisał dziennikarz. 

Wśród ratowników, którzy tego dnia wyciągali ciało 13-latka, był wiceszef zachodniopomorskiego WOPR Apoloniusz Kurylczyk.

- Gapie znajdowali się na końcu promenady, na tarasie widokowym, oddalonym o 15-20 metrów od miejsca, gdzie znajdowało się ciało chłopca - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Apoloniusz Kurylczyk.

Tłumaczy, że ratownicy byli skupieni na celu i nie mieli czasu zastanawianie się nad osobami postronnymi.

- To była szybka akcja, dostaliśmy zgłoszenie z Centrum Koordynacji Ratownictwa i byliśmy tam po 2-3 minutach - mówi. Dodaje, że aby odciąć media i gapiów, ratownicy skupili się na szybkim przetransportowaniu ciała chłopca do portu, gdzie można było ustawić specjalny parawan.

Ratownik WOPR o nagrywaniu filmów przez gapiów

Jak przyznał Kurylczyk, dzień wcześniej ratownicy mieli dwa fałszywe zgłoszenia. - Ludziom wydawało się, że widzą unoszące się ciało, a w rzeczywistości była to kłoda, a za drugim razem pomarańczowa piłka - mówi.

Ratownik skomentował też zachowanie ludzi, którzy zazwyczaj w takich sytuacjach stoją i patrzą się.

- Ludzie zazwyczaj szukają sensacji. Dla nich takie zdarzenie jest dodatkową atrakcją. W dobie internetu, kiedy każdy ma chociaż jeden telefon w kieszeni, zrobienie takiego nagrania zajmuje 5 sekund. I już ktoś ma wielki fejm albo czym się pochwalić przed znajomymi na imprezie - mówi Kurylczyk.

Wiceszef zachodniopomorskiego WOPR tłumaczy, że gapie mogą przeszkadzać ratownikom.

Na kursach uczymy przyszłych ratowników, by potrafili odciąć się od tego, co dzieje się dookoła. Radzimy, by skupili się na apteczce, defibrylatorze, kolejnych czynnościach. Często zdarza się, że słyszymy nieprzyjemne komentarze. Ludzie potrafią mówić "tak się nie udziela pomocy", "co wy robicie, dobijecie tego człowieka", "nie dotykajcie, bo zaszkodzicie jeszcze bardziej". Albo mówią, jak udrożnić drogi oddechowe, twierdzą, że widzą oddech, którego nie ma albo mówią, jak używać defibrylatora. To może rozpraszać. Tym bardziej, że zazwyczaj wycelowane są w nas telefony komórkowe, które nagrywają nasz każdy ruch

- mówi.

Apoloniusz Kurylczyk tłumaczy, że w trakcie akcji ratunkowych ratownicy często potrzebują pomocnych dłoni: aby podać coś z torby, zmienić osobę udzielającą pomocy podczas wykonywania uciśnięć albo coś przytrzymać.

- Ludzie są potrzebni do pomocy, nie do nagrywania - mówi. Dodaje, że często trzeba szybko oczyścić plażę, usunąć wszelkie przeszkody, by zrobić miejsce dla karetki albo śmigłowca. - Trzeba zrobić korytarz życia, a nie stać się i gapić. Warto zapytać, jak pomóc, a nie nagrywać film - podsumowuje.

Więcej o: