"Płatność kartą od 10 zł". Klienci się buntują, sprzedawcy oszczędzają grosze. Mają prawo?

Płatność kartą jest w Polsce coraz powszechniejsza, według danych NBP w kraju działa już ponad 600 tys. terminali płatniczych. Nadal jednak nie brakuje miejsc, w których o wiele milej widziana jest gotówka, o czym przekonali się czytelnicy Gazeta.pl.

Gotówka powoli przechodzi do lamusa - wynika z danych NBP. Pod koniec ubiegłego roku na polskim rynku funkcjonowało ponad 480 tys. sklepów, restauracji i punktów usługowych, w których możliwa jest płatność kartą. Tylko w ciągu jednego kwartału ta liczba zwiększyła się o 12 tys. Łącznie w Polsce działa ponad 620 tys. terminali płatniczych.

Nie oznacza to jednak, że wszyscy przedsiębiorcy witają z otwartymi ramionami klientów płacących kartą. Ma to związek z prowizjami, które sklepy i punkty usługowe muszą ponosić w związku z każdą transakcją. Te w ostatnich latach jednak mocno spadły.

Opłaty różnią się w zależności od banków, są one stosunkowo niewielkie. Korzystając z jednej z ofert mBanku przedsiębiorca może płacić 0,59 procent plus 5 groszy, co przy zakupie za niewielką kwotę - np. 3 zł - daje łącznie ok. 7 groszy prowizji. Z kolei ING proponuje klientom przy jednej z opcji 0,59 proc. plus 10 groszy, czyli przy 3 zł prowizja wyniesie ok. 12 groszy.

Mimo to do niechęci do terminali przekonał się czytelnik Gazeta.pl pan Filip, który naprawiał swoją Skodę Fabię w jednym z warszawskich warsztatów.

- Coś stukało przy prawym kole, okazało się, że trzeba wymienić poduszki przy amortyzatorze. Pan z warsztatu powiedział, że naprawa będzie kosztować 150 zł. Gdy dowiedział się, że chcę zapłacić kartą, cena od razu wzrosła do 174 zł - opowiada pan Filip.

Z niechęcią wobec kart spotkał się również pan Jakub, także mieszkaniec stolicy.

- W warzywniaku przed moim domem wisi kartka z odręcznie napisaną informacją "Płatność kartą od 10 zł". Kiedyś zapytałem sprzedawcę o powód, powiedział, że marże nakładane przez bank są duże, więc przy niższych kwotach zupełnie mu się to nie opłaca. Jestem w stanie to zrozumieć - mówi nasz czytelnik. Dodaje, że zależy mu na wspieranie lokalnych przedsiębiorców, dlatego stara się zawsze mieć w portfelu gotówkę.

Tyle wyrozumienia nie ma za to Ania, która najbliżej swojego domu ma właśnie sklep, w którym płatność kartą jest przyjmowana powyżej 10 złotych. - Za każdym razem, kiedy nie mam przy sobie gotówki, a przyszłam jedynie po np. mleko i pieczywo, wkładam do koszyka coś dodatkowego, żeby przekroczyć wymaganą kwotę. Nie wierzę, że chodzi o prowizje, bo te są bardzo niskie. Właścicielowi po prostu opłaca się płatność kartą od 10 złotych, bo wiele osób, podobnie jak ja, woli włożyć do koszyka jeden produkt więcej niż szukać bankomatu - stwierdza.

"Nie po to kupuję, żeby sklep przestał istnieć"

O podobnych sytuacjach piszą użytkownicy forów internetowych, m.in. Pclab.pl.

"Dzisiaj już 3 raz spotkałem się w tym tygodniu w 3 różnych sklepach gdzie odmówiono mi zapłaty kartą. Powód? płatność od 10 zł kartą (2 sklepy) i jeden sklep od 5 zł. Awantury nie robiłem, grzecznie zapłaciłem gotówką i tyle" - napisał użytkownik kanon7.

"Ja z czystej życzliwości zawsze mam kilkanaście złotych w portfelu by w małym sklepie nie przynosić właścicielowi straty, a u mnie żaden sklep nie ma limitu 10 zł. Nie po to w sklepie kupuję, by moje zakupy spowodowały, że za jakiś czas przestanie istnieć" - zwraca uwagę użytkownik MNE.

"Ostatnio byłem z żoną na wycieczce rowerowej, planowaliśmy pokręcić się trochę po okolicy, ale wyszło trochę dalej. Zabrakło nam wody, miałem tylko kartę - w 3 sklepach z rzędu "zepsuł się" terminal, kupiłem dopiero w Biedronce" - stwierdził trocha6.

Ekspert: Limity są bezprawne

Zgodnie z prawem sprzedawca powinien pozwolić na płatność kartą niezależnie od kwoty zakupów.

- Nie jest nigdzie powiedziane, że sprzedawca może ustanowić minimalna kwotę, od której przyjmuje kartę. Według naszych informacji umowy pomiędzy organizacjami kartowymi a sprzedawcami zabraniają tego rodzaju praktyk. Dodatkowo, prawo uwzględnia tylko cztery przypadki, gdy można odmówić przyjęcia karty, np. kiedy istnieje podejrzenie, że jest kradziona - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Michał Herde z Federacji Konsumentów.

Co może zrobić klient, który poczuł się niesprawiedliwie potraktowany? Zgłosić sprawę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a ten może np. nałożyć karę na sprzedawcę.

Okazuje się też, że sklep lub punkt usługowy ma prawo podnieść cenę przy płatności kartą. - Istnieje przepis, który mówi o tym, że jeśli z zapłatą są związane dodatkowe koszty, w tym wypadku prowizja, to może nimi obarczyć klienta. Klient musi być jednak o tym powiadomiony jeszcze przed zawarciem umowy, a dodatkowa opłata nie może przewyższać faktycznego kosztu, który ponosi sprzedawca - komentuje Michał Herde.

Spotkałaś/eś się z sytuacją, w której sprzedawca odmówił ci płatności kartą? A może prowadzisz sklep i masz spostrzeżenia na ten temat? Czekamy na opinie: napisz na adres listydoredakcji@gazeta.pl.

Błyskawiczne skanowanie i maszyna pakująca produkty. W tym sklepie zakupy można zrobić w mgnieniu oka

Więcej o: