Psycholog: Nie znam osoby, która fantazjuje o trudach rodzicielstwa

Ola Długołęcka
"Po co mi to było?", "Jakbym mogła jeszcze raz podjąć decyzję, nie miałabym dzieci". "Czasami wyobrażam sobie, że wychodzę z domu i nie wracam". Też miewacie takie myśli? Bycie rodzicem jest męczące i bywa angażujące ponad siły. Psycholog Anna Kasprzak, która pracuje na co dzień z rodzicami i dziećmi, tłumaczy, jak nie doprowadzić do wypalenia rodzicielskiego i zacząć czerpać radość z bycia rodzicem.

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Gallupa wynika, że 7 procent respondentów żałuje posiadania dzieci. Jak żyć z takim poczuciem? Co zrobić, żeby je zmienić?

Pamiętajmy, że umiejętności rodzicielskich można, a nawet należy, się nauczyć. To nie jest tak, że opuszczamy salę porodową i w tym samym momencie spływa na nas mądrość rodzicielska. Do mojego gabinetu przychodzą matki, które nie radzą sobie z macierzyństwem. Często są już znużone, zmęczone i niewyspane. Poradzić sobie z emocjami pomaga im przede wszystkim obniżenie zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki.

Często dążymy do perfekcji, chcemy być jak najlepszymi pracownikami, mamami i partnerkami. Zbyt wiele obowiązków, pęd do idealnego życia sprawiają, że czujemy przemęczenie i dojmujący brak satysfakcji. Bo w naszym przekonaniu posiłek dla dziecka musimy ugotować samodzielnie, najlepiej z produktów kupionych na ekologicznym bazarku, powinniśmy zasypywać dziecko edukacyjnymi i kreatywnymi grami. Włączenie bajki czy nakarmienie gotowcem ze słoiczka to "porażka".

Zalecałabym, żeby rodzic zadbał o siebie, rozpoznając i zaspokajając własne pragnienia, a nie tylko potrzeby dziecka. Bo przemęczenie sprawia, że trudniej jest nam być cierpliwym. Jeśli samo dziecko przestaje być źródłem szczęścia, to skąd mamy je wziąć, żeby je mu dać?

Wypalenie macierzyńskieWypalenie macierzyńskie Fot. Shutterstock

Jak w samolocie, gdzie mówią, że w przypadku obniżenia ciśnienia w kabinie rodzic ma najpierw założyć maskę tlenową sobie, a dopiero potem dziecku?

Dokładnie. Jeśli nie chcemy od razu iść do psychologa, polecam poszukanie grupy wsparcia. Badania sugerują, że rodziców w podobnej kondycji psychicznej jest więcej. Stwórzmy więc anonimowe forum w Internecie lub dołączmy do istniejącego.

Poproszenie o pomoc to nie jest wyraz słabości, przyznanie się, że jesteśmy beznadziejnymi rodzicami. To dowód siły, świadomości, tego, że się nie chcemy poddać.

Prof. Anna Brytek-Matera z Uniwersytetu Wrocławskiego i dr Dorota Szczygieł z Uniwersytetu SWPS w Sopocie przeprowadziły badanie, z którego wnioski szczegółowo poznamy w lipcu, ale z wypowiedzi naukowczyń opublikowanych w majowym numerze miesięcznika "Zwierciadło" wynika, że Polska - obok USA i Belgii - jest w czołówce, jeśli chodzi o deklarowane wypalenie rodzicielskie. Ośmiu na 100 rodziców przyznaje się do tego stanu. Powody? Perfekcjonizm, przytłoczenie odpowiedzialnością, przeinwestowanie w rolę rodzica.

Wypalenie pojawia się w każdym obszarze, który stanowi jakiś sens w życiu człowieka. Ten stan poprzedza zapalenie, czyli zaangażowanie. Wypalenie rodzicielskie jest bardzo podobne do zawodowego - kto jak kto, ale rodzice mocno się w swoją rolę angażują. Towarzyszy mu wyczerpanie psychofizyczne, emocjonalne oraz nieefektywność.

Wypalona rodzicielsko mama będzie czuła się przytłoczona nadmiarem obowiązków i żądań ze strony dziecka. Szczególnie tych wymagających czasu i zaangażowania fizycznego, psychicznego i emocjonalnego. Nie znaczy to, że nie kocha dziecka, a może jej się tak wydawać – bo przecież "jakby kochała, toby nie była zmęczona, poirytowana, nie krzyczałaby".

Jedna z mam, która ostatnio była u mnie w gabinecie, skarżyła się, że jest przemęczona, ponieważ zajmuje się domem, wychowaniem dwóch synów i jeszcze pracą zawodową. Miała wrażenie, że wszystko, ale to absolutnie wszystko jest na jej głowie. Przyczyn zmęczenia szukała w dziecku, obwiniając jego nadaktywność i zgłosiła się do mnie z prośbą o "naprawienie" go. Ostatecznie okazało się, że dużym problemem w jej przypadku było wyznaczanie granic w relacji dziecko-matka, brak umiejętności odpuszczania i pogodzenia się z myślą, że nie wszystko da się zrobić perfekcyjnie i na 100 procent.

Wypalenie macierzyńskieWypalenie macierzyńskie Fot. Shutterstock

Ta kobieta miała również trudności w delegowaniu zadań innym osobom w domu, uważała, że sama zrobi wszystko najlepiej. Kiedy wypracowała zmianę tej postawy, odpuściła, oddała część swoich obowiązków, jej poczucie satysfakcji z życia rodzinnego się poprawiło.

Nam się wydaje, że samotne pójście na spacer czy do kina, spotkanie z przyjaciółką to jest egoizm. A w przypadku macierzyństwa istotne jest pochylanie się zarówno nad dzieckiem, jak i nad nami samymi. Liczy się także wsparcie, i - co bardzo ważne - gotowość na przyjęcie go. Bo kobietom wciąż się wydaje, że są niezastąpione, że najlepiej rozwieszają pranie i ugotują najlepszy na świecie rosół, ba, nawet nikt tak jak one pieluchy nie zmieni i dziecka nie utuli.

Dochodzimy do momentu, w którym jasno trzeba powiedzieć, że wypalenie rodzicielskie to najczęściej wypalenie macierzyńskie. Głównie kobiety cierpią z powodu nierównego podziału obowiązków i wykonują wiele czynności poza pracą zawodową. Kobiety mówią, i są to autentyczne cytaty z rozmów: "Jakbym mogła jeszcze raz podjąć decyzję, nie miałabym dzieci", "Po co mi to było?". I mocniejsze: "Czasami fantazjuję, że wychodzę z domu i nie wracam”. A jednocześnie podtrzymują ułudę, że wszystko jest pięknie.

Złudzenie towarzyszy wielu doświadczeniom życiowym. Stojąc na ślubnym kobiercu, myślimy nie o tym, że wspólne życie może się nie udać, ale raczej o miłości i byciu razem aż po grób. A przecież jedna trzecia małżeństw się rozwodzi i wiedza, że nie każdy związek jest na całe życie, jest dość powszechna. Podobnie może być z pracą zawodową. Możemy zacząć pracę w wymarzonej firmie i branży, a po kilku miesiącach okaże się, że przełożony jest mobberem lub organizacja nie szanuje zapisów Kodeksu pracy.

Wypalenie macierzyńskieWypalenie macierzyńskie Fot. Shutterstock

Jednak w obu tych przypadkach da się zmienić decyzję. Zakończyć związek, zmienić pracę. Z rodzicielstwem jest inaczej. Nie można rozwieść się z dzieckiem. Dzieci bywają porzucane czy zaniedbywane przez rodziców, jednak są to zachowania uznawane społecznie za naganne.

Aby macierzyństwo nie rozczarowało, potrzebna jest edukacja - jakiś rodzaj prawa jazdy dla rodzica. Taką lekcją mogą być choćby jedno czy dwa spotkania z psychologiem w okresie poporodowym, konsultacje w przypadku doraźnych problemów.

Sama ostatnio skorzystałam z takiej pomocy. Miałam wychowawczy problem z synem w pewien czwartek. Do tego stopnia, że aż się popłakałam w obecności męża z bezsilności. W piątek zadzwoniłam do państwowej poradni, która ma pod opieką naszą szkołę. Na poniedziałek byłam już umówiona na spotkanie z psycholożką. Wylałam wszystkie żale, dostałam diagnozę sytuacji i scenariusze zachowań. Bardzo, ale to bardzo mnie to spotkanie wzmocniło.

Na szczęście coraz więcej osób otwarcie mówi o trudach rodzicielstwa, co widać na forach społecznościowych. Dostęp do tego typu wiedzy także może złagodzić rozczarowanie. Między innymi dzięki temu pary podejmują coraz bardziej świadome decyzje o tym, czy w ogóle będą mieć dzieci. Na forach warto jednak poszukać także pozytywnych informacji. Bo pomimo znoju dzieci dają nam także szansę doświadczenia nieuwarunkowanej miłości.

Właśnie - po co nam dzieci? Nie chodzi mi o potrzebę przedłużenia gatunku. Psychologowie każą nam porzucać dość popularną teorię, że dzieci to ktoś, kto poda nam szklankę herbaty na starość. Mówią, że dorosłe dzieci oddają do przodu - swoim dzieciom, a nie do tyłu - rodzicom.

Decydujemy się na dzieci z biologicznych i psychologicznych potrzeb zaopiekowania się, pielęgnowania, kochania. Dzieci sprawiają, że do naszego dorosłego i poważnego życia wpadają euforia i radość. Ale możemy także pojawieniem się dziecka załatwiać swoje sprawy: chcieć scalić związek, spełnić oczekiwania naszych rodziców domagających się wnuka, powołać na świat osobę, którą ze sobą zwiążemy na całe życie. Te powody mogą być zupełnie nieoczywiste i bardzo skomplikowane.

Czy w ogóle powinno się wobec macierzyństwa mieć jakiekolwiek oczekiwania?

I tak, i nie. W moim gabinecie często spotykam się z mamami, które miały wyobrażenie słodkiej sielanki, a pierwsze miesiące wspólnego życia z dzieckiem spowodowały, że są bliskie depresji, wyczerpane i nie mają siły na opiekę nad niemowlakiem.

Wypalenie macierzyńskieWypalenie macierzyńskie Fot. Shutterstock

Nie jesteśmy w stanie przygotować się na to, jakie nasze dziecko będzie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy będzie chętnie jadło i przesypiało noce. Czy urodzi się z deficytami, czy nie. Jeżeli mamy już mieć jakiekolwiek oczekiwania wobec macierzyństwa, to zacznijmy je kształtować wtedy, kiedy dziecko pojawi się na świecie.

Najpierw poznajmy nasze dziecko, zbudujmy poczucie bezpieczeństwa i więzi z nim. Nie przywiązujmy się do naszych oczekiwań - rzeczywistość i tak je zweryfikuje. W naszej wizji rodzicielstwa pamiętajmy, że miłość do dziecka powinna być nieuwarunkowana, a posiadanie potomstwa daje zarówno endorfiny, jak i kortyzol.

Co i kto te nieprzystające do rzeczywistości oczekiwania kształtuje?

Reklamy, zdjęcia z baz zdjęć, my sami w mediach społecznościowych, w których pokazujemy tylko lukrowaną wersję swojego życia. Także fakt, że publicznie mówimy o szczęściu i spełnieniu, a anonimowo o byciu na skraju i braku satysfakcji.

Ofiary wyidealizowanych przekazów myślą o rodzicielstwie i widzą uroczy obrazek dziecka leżącego na kocyku i bawiącego się grzechotką oraz jego mamy siedzącej obok, czytającej spokojnie książkę i popijającej herbatę.

Wypalenie macierzyńskieWypalenie macierzyńskie Fot. Shutterstock

Kiedyś znajoma starsza pani lekarz pediatra powiedziała mi, że jak rodzice chcą dziecka, które będzie się godzinami cicho bawiło klockami na dywanie, to mają nierealną wizję, bo zdrowe dzieci takie po prostu nie są.

Dużo w tym prawdy. Ale nawet osoby karmione sielankową perspektywą, słysząc o nieprzespanych nocach, przytłoczeniu obowiązkami, będą wierzyły, że je to ominie, albo że dadzą sobie radę – na zasadzie "nasze takie nie będzie". Tacy rodzice będą rozczarowani rzeczywistością, bo mają przed oczami obrazek realny tylko w reklamie. Myślenie życzeniowe nie jest niebezpieczne, o ile podejdziemy do macierzyństwa elastycznie i dostosujemy się do sytuacji, jaka nas spotka po urodzeniu dziecka.

Nie znam osoby, która fantazjuje o trudach rodzicielstwa. Zresztą nie da się sobie wyobrazić samopoczucia po kilku ciężkich nocach, kiedy co godzinę wstajemy do płaczącego dziecka. Albo po kilkugodzinnym płaczu niemowlaka z powodu kolki. Przyszły rodzic raczej koncentruje się na tym, jakie jego dziecko będzie miało zainteresowania, jak się będzie zachowywać. I to są raczej wizje pozytywne.

Snując wizję rodzicielstwa, rzadko także myślimy o wychowaniu nastolatków, a bunt, który pojawia się w tym wieku, to dopiero prawdziwe wyzwanie dla rodziców.

Jak rozmawiam z pokoleniem mojej mamy, kobiet 65 plus, to one nie wspominają macierzyństwa jako ciężkiego doświadczenia. Jakby wtedy dzieci znały swoje miejsce w szeregu, mniej się nimi przejmowano, mniej z nimi negocjowano, nie były w centralnym punkcie, raczej musiały się dostosować do starszych.

Nie sądzę, żeby kiedyś dzieci były mniej płaczliwe czy mniej się buntowały. Może dlatego znajome pani mamy tak mówią, bo z czasem wspomnienia zacierają się - nieprzyjemne wypierane są tymi przyjemnymi. Nasze mamy mogą nie pamiętać, że początki ich macierzyństwa były trudne.

Zmieniła się natomiast aktywność zawodowa kobiet i to, ile czasu mamy, a właściwie jak niewiele go mamy. Chcemy więcej, szybciej i często wizja idealnego rodzicielstwa zderza się z realiami i trudami życia. Nie da się być na każdym polu perfekt, chociaż kobiety ciągle próbują spełniać wygórowane oczekiwania. To się kończy poczuciem winy, że coś jednak zawalamy.

Wypalenie macierzyńskieWypalenie macierzyńskie Fot. Shutterstock

Dostrzegam zmianę postaw w bliskim otoczeniu. Jedenaście lat temu miałam trzy na 10 koleżanek, które deklarowały niechęć do posiadania dzieci, teraz mam siedem na 10 znajomych, które nie chcą mieć dzieci. Bezdzietność staje się świadomym wyborem. Jak moje dzieci wyjeżdżają na wakacje - nagle z powrotem żyję życiem osób bezdzietnych. Dociera do mnie, jak dużo mojego czasu, uwagi i energii pochłaniają.

Niektórych naszych potrzeb nie da się zrealizować, posiadając potomstwo. Kilkadziesiąt lat temu wejście w małżeństwo wiązało się z pojawieniem się dzieci i w wielu kulturach było jego oczywistym następstwem.

Współcześnie mamy dzieci nie dlatego, że tak wypada. Decydujemy się na nie bardziej świadomie, poniekąd wiedząc, jakim jest to wyzwaniem i z jakim poświęceniem się wiąże. Świadome staje się także nieposiadanie potomstwa.

Anna Kasprzak. Psycholog i terapeuta pracująca z dziećmi i młodzieżą. Prowadzi również konsultacje i warsztaty umiejętności wychowawczych dla rodziców. Prywatnie mama trójki dzieci: dwóch nastoletnich synów i córki w wieku przedszkolnym.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda, a od niedawna kierowcy F1 Daniela Ricciardo.

Więcej o: