Edwin Bendyk: Lewico, współpracuj z liberałami! Są tak przestraszeni, że zgodzą się na progresywną politykę

Lewica i PiS - to się nigdy nie sklei. Natomiast z liberałami warto próbować.

Co robić? - pyta Rafał Woś i zastanawia się nad optymalną strategią polityczną dla lewicy (Woś: „Lewico, czas na współpracę z PiS”). Nie tylko w Polsce nie ma ona dziś wielkiej szansy na odzyskanie hegemonii i władzy, więc musi znaleźć takie miejsce w polityczno-ideowym ekosystemie, by pielęgnując swoje wartości, nie traciła, a przeciwnie - wzmacniała swą skuteczność. Woś na pytaniu nie kończy, tylko proponuje: czas zacząć rozmawiać z PiS, by prawicowego molocha udomowić, a potem wspólnie z nim budować demokratyczny socjalizm. Z liberałami taki zabieg szans nie ma, o czym Woś przekonuje od zawsze.

Jak ocenić tę propozycję? W skrócie, można użyć formuły oświeceniowej bajki: oto owce mają rozmawiać z wilkami, by je udomowić i włączyć we wspólne dzieło budowy inkluzywnego wegetarianizmu. A to dlatego, że na roślinożernym pastwisku nie ma równości ani prawdziwej demokracji, bo konie tylko myślą, jak wszystkich zrobić w konia i zmusić do gonitwy.

Nie jest moją intencją kpienie z propozycji Rafała Wosia, bo oparta jest na wielu wątpliwych założeniach, które wymagają poważnej analizy. Część tej roboty wykonał Maciej Gdula w swej polemice (Gdula: „Współpraca z PiS? Nie, dziękuję”). Warto dodać kolejne argumenty, zaczynając od punktu wyjścia - alternatywy, przed jaką ma stać dziś lewica.

Między dżumą a cholerą

Oto po jednej stronie - twierdzi Woś - lewica ma opcję powrotu „niedemokratycznego liberalizmu” (czyli tego, co było przed PiS), z drugiej - możliwość włączenia się w proces budowy „demokracji nieliberalnej” z ryzykiem, że skończy się to autorytaryzmem. Niedemokratyczny liberalizm jest dla Wosia gorszy, bo polega na władzy kapitału usprawiedliwianej liberalną ideologią, co prowadzi do nierówności i wykluczeń, a z systemu politycznego czyni demokratyczną fasadę. Lepsza w takiej sytuacji wydaje się alternatywa, która nie boi się władzy pieniądza przeciwstawić wolę polityczną, bo tylko wtedy możliwe będzie uzyskiwanie progresywnych celów. Czyż to nie PiS wprowadził progresywne w swym charakterze 500+, podniósł pensję minimalną, zakazał handlu w niedziele?

Wskazana przez Wosia alternatywa jest publicystycznie atrakcyjna, jednak polega na zestawieniu nieporównywalnych składników. Niedemokratyczny liberalizm jest nie systemem, tylko patologią, która rozwinęła się w ramach ładu demokracji liberalnej i dotyka różne społeczeństwa w różnym stopniu. Dla nas w Polsce ważne jest oczywiście pytanie, jak silnie bakcyl ten opanował naszą demokrację, ale jeszcze ważniejsza jest kwestia, czy fenomen niedemokratycznego liberalizmu unieważnia demokrację liberalną. Przypomnijmy, że jest to ład, w którym rządzą nie liberałowie, tylko reguły mające zapewnić, że demokracja polegająca na rządach większości nie przekształci się w tyranię większości. Czy tak pomyślany ład jest w stanie skutecznie przeciwstawiać się patologii niedemokratycznego liberalizmu, czyli tyranii kapitału?

Rafał Woś znalazł odpowiedź na to pytanie, uznając, że niedemokratyczny liberalizm oznacza zmierzch demokracji liberalnej, więc drogi do demokratycznego socjalizmu radzi szukać w sojuszu z siłami jawnie budującymi system demokracji nieliberalnej. Nawet jednak gdyby teza o końcu demokracji liberalnej była słuszna, to nie znaczy, że sensowna jest propozycja nieliberalnego sojuszu. Sojusz taki jest bezsensowny nie dlatego, że Jarosław Kaczyński i PiS są nieliberalni, tylko dlatego, że ich projekt nie ma nic wspólnego z wartościami i celami lewicy, więcej - jest z nimi zasadniczo sprzeczny.

500 plus to rozwiązanie neoliberalne

Zacznijmy od docenianego przez wielu ludzi lewicy rozwiązania 500+, określanego przez Wosia jako progresywne. Zgoda, jest ono formą redystrybucji i przyniosło ulgę wielu osobom znajdującym się na ekonomicznym marginesie. Tylko że co do swego charakteru jest to rozwiązanie konserwatywne (o czym pisał Bartosz Marczuk, wiceminister w rządzie PiS) i neoliberalne, rodem z portfela Miltona Friedmana. Bo to on przecież zachęcał do wzmacniania prywatnej konsumpcji jako optymalnej formy wspierania ludzkiej wolności. Rozwiązania lewicowe powinny się koncentrować na rozwoju usług publicznych i równego do nich dostępu. Obszerna literatura pokazuje, że jest to najefektywniejszy sposób redystrybucji i jednocześnie stymulowania popytu zbiorowego.

Popatrzmy z tej perspektywy na projekt PiS. Zobaczmy, jak obecny rząd rozwija system usług publicznych w najważniejszym - ze względu na postulaty równościowe i emancypacyjne - segmencie edukacji. Reforma oświaty ma charakter jawnie antyludowy - podniesienie wieku obowiązku szkolnego do 7 lat (Francja w tym czasie obniża go do trzeciego roku życia) i skrócenie efektywnego czasu obowiązkowej edukacji o rok najbardziej uderzają w najsłabsze pod względem kondycji społecznej i materialnej grupy. Dołóżmy do tego regulacje znoszące w praktyce kształcenie zintegrowane dla osób z niepełnosprawnościami.

Czy 500+ jest wystarczającą rekompensatą za te antyspołeczne i antyrównościowe korekty systemowe? Niewątpliwie 500+ jest trwałym elementem polskiego pejzażu, bo polityczny koszt rewizji programu byłby zabójczy dla każdej siły politycznej. W efekcie koszt jego obsługi blokuje możliwość realizowania rzeczywiście progresywnej polityki przez rozwój usług publicznych. Projekt PiS nie ma nic wspólnego z wartościami i celami lewicy, bo jest oparty nie na zasadzie solidarności, tylko na solidaryzmie społecznym, którego idealną realizacją jest społeczeństwo korporatystyczne zarządzane przez autorytarne państwo.

Łatwiejszy będzie sojusz z liberałami

PiS i lewicy brakuje nawet wspólnego mianownika na poziomie poznawczym - nie ma innej lewicy niż oświeceniowa, odwołująca się do uniwersalnego rozumu. Projekt PiS polega na kwestionowaniu oświecenia i przywracaniu w sferze publicznej religii i partykularnej tradycji. Ba, wbrew temu, co pisze Woś, nawet stosunek do Unii Europejskiej nie może być podstawą sojuszu. PiS realizuje projekt suwerenistyczny, którego celem jest osłabienie siły unijnego centrum. Jeśli celem lewicy jest zdolność do kontroli kapitału, to środkiem do tego celu jest silniejsza integracja i docelowo federalizacja Europy.

Wilk nie zacznie jeść trawy, reakcyjna prawica strukturalnie, ideowo i epistemologicznie nie ma nic wspólnego z polityką progresywną, a tym bardziej z projektem demokratycznego socjalizmu. Liberałowie również nie będą pomagać w realizacji takiego projektu, ale łatwiej współtworzyć z nimi wspólną przestrzeń, bazując na uznaniu dla wartości oświecenia i zasad demokracji liberalnej oraz świadomości największego dziś wspólnego zagrożenia - faszyzacji życia publicznego.

Narastająca świadomość tego zagrożenia stwarza szansę na przekonanie liberałów, że jedynym antidotum jest rzeczywiście progresywna korekta polityk publicznych w duchu solidarności. Alternatywą jest barbarzyństwo.

Edwin Bendyk - (1965) jest dziennikarzem tygodnika „Polityka” i nauczycielem akademickim, wykłada w Collegium Civitas, gdzie kieruje Ośrodkiem Badań nad Przyszłością, a także w Centrum Nauk Społecznych PAN

Komentarze (219)
Edwin Bendyk: Lewico, współpracuj z liberałami! Są tak przestraszeni, że zgodzą się na progresywną politykę
Zaloguj się
  • wyjepka

    0

    Niech lewica zajmie się tym co ją stworzyło czyli PRACĄ.

  • taus

    Oceniono 1 raz 1

    Obie propozycje opierają się na złudnych założeniach równowagi sił.
    1. Lewica jest w tej chwili słaba i w takich sojuszach robiłaby za przystawkę.
    2. Liberałowie z N. poszli z liberałami z PO, gdzie "liberałowie" z PO chcą robić PiS-bis.
    3. Establishment PO wprost gardzi młodymi z Razem i innych lewicowych ruchów.
    4. SLD może i na to by poszło, ale im tak naprawdę chodzi o ławy poselskie dla starej wierchuszki.
    5. Należy przypomnieć, że to owi liberałowie zaczęli demolkę państwa prawa, pomijam 20 lat zlewania zapisów konstytucji dotyczących np. pracy czy opieki zdrowotnej, ale choćby kwestia nominacji dodatkowych sędziów do TK, wskazała, że sprawy można załatwić ustawą.

    Tak więc skończcie pieprzyć o jakiś sojuszach, zjednoczeniach itd. Niech partie idą osobno do wyborów każda niech pokaże tak swoją realna siłę, a dopiero później można myśleć co dalej.

  • radmaj12

    Oceniono 2 razy 0

    Ja chcę tylko, żeby było tak, jak w Izraelu: Żeby było w konstytucji, że Polska jest państwem narodowym Polaków. W Izraelu Kneset niedawno uchwalił taką "narodową" ustawę. Ustawa stanowi, że Izrael jest państwem narodowym Żydów i że interes Żydów jest nadrzędny nad każdym innym. A czy system ten będzie się nazywał demokratyczny liberalizm, czy liberalny debilizm, nie ma to już żadnego znaczenia!

  • rikol

    Oceniono 1 raz -1

    A którzy politycy w Polsce to liberałowie? Żaden nie podskoczy kościołowi.

  • janjan101

    Oceniono 1 raz 1

    W Polsce nie ma prawdziwych liberałów, są tylko farbowane kruchtowe przydupasy.

  • ubudubu4

    Oceniono 6 razy 0

    Ustrój Polski to demokracja
    a liberalna demokracja ma tyle z nią wspólnego z demokracją co ludowa demokracja...czyli nic
    Liberalizm to wynaturzenie jak komunizm i na szczęście dociera to do coraz większej liczby ludzi

  • tzetze1

    Oceniono 2 razy 0

    Bardzo cenię sobie pana Bendyka - jako szef działu nauki w Polityce robi dobrą robotę. Ale spuszczenie się nad bełkotem Wosia uważam za lekko poniżej jego poziomu. Tezy artykułu są myślę oczywistą oczywistością dla większości czytelników GW czy Polityki i w tym kontekście uważam, że to po prostu mała kpina z czytelników. Dodatkowo jeden przypał - nazwanie programu 500+ "rodem z Friedmana" to spora wtopa ...

  • vomiting_frog

    Oceniono 2 razy -2

    Lewica potrzebuje liberałów jak kania dżdżu. Po pierwsze są dla niej paliwem stanowią pewien że tak napisze kontrapunkt. To z liberałami może się lewica ścierać na temat kwestii gospodarczych i do puki rządzą liberałowie mogą mówić jak im źle i jak by było dobrze. Dziś rządzi pis i trudno tu jest lewicy bawić się w obiecanki cacanki. Po drugie ideologicznie bliżej lewicy do liberałów. Nie ma wielkiej wojny ideologicznej miedzy liberałami a lewicą. Co najwyżej mała wojenka albo wręcz pojedyncze starcia w pewnych konkretnych punktach. Dla liberałów lewica jako bądź co bądź demokratyczna nie jest wrogiem wprost a i elektorat jest rozłączny. Z pisem czy PSL em lewica dzieli elektoraty socjalny. Różnica światopoglądowa to za mało bo zostaje lgbt i antyklerykalizm.
    Na drodze do sukcesu lewicy nie stoi liberalizm a pisowski konkurencyjny socjalizm. Pis też nie chce konkurencji i najpierw innych socjalistów będzie kasował. Lewicy najlepiej słupki rosną jak krytykują gospodarczo rządy liberałów, osiągając jednocześnie drobnymi kroczkami cele światopoglądowe. Pisu gospodarczo nie mają jak krytykować a krytykę światopoglądową pis ma gdzieś bo to do pisowskiego elektoratu nie trafia.

  • sunzi15

    Oceniono 2 razy 2

    Liberalna demokracja to ustroj Polski ustanowiony
    w OBOWIAZUJACEJ Konstytucji RP i zawarty
    w OBOWIAZUJACEJ Umowie stowarzyszeniowej z UNIA.

    Czyzby lewica piorkiem Wosia i jemu podobnych
    kwestionowala nasza Konstytucje i przynaleznosc do UNII???!!!

    Czyzby kwestionowala nasze prawa i wolnosci obywatelskie?!
    Przypominam, ze "Liberalizm (łac. liberalis – wolnościowy, od łac. liber – wolny)."
    Czyzby wraz z PiSem chciala nam nasza wolnosc odebrac?
    Czyzby na miejsce wprowadzanej przez PiS
    DROGA ZAMACHU STANU
    DYKTATORY kato-nazistowskiej
    chciala nas uszczesliwic alernatywa
    w postaci DYKTATURY PROLETARIATU?!
    Jedno i drugie juz bylo - z tragicznymi skutkami!

    Moze jednak Konstytucja RP, Rzeczypospolita i UNIA
    sa LEPSZYM rozwiazaniem?!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX