Jażdżewski: Lewica Bolesławem Piaseckim PiS-u? Lewicowi wyborcy są mądrzejsi od lewicowych publicystów

Jeśli Polska będzie skręcać w stronę putinizmu, to pozbawiona wiarygodności i poparcia lewica ma szansę rozkwitnąć w takim otoczeniu mniej więcej tak, jak po 1945 roku miał szanse rozkwitnąć ruch "księży patriotów".
Jesteś w dziale opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Rafał Woś wywołał ożywienie, nie tylko na lewicy, swoim tekstem „Lewico, czas na współpracę z PiS. Trzeba budować z Kaczyńskim demokratyczny socjalizm”.

Nie jest to szokujące. Nowa lewica w Polsce zbudowała się przede wszystkim na ostrej krytyce III RP, transformacji i „głupich” elit. Media głównego nurtu, impregnowane na prawicowe bajania o spiskach w Magdalence, jednocześnie okazały się bardzo otwarte na lewicową, w sumie niezwykle prostą, tezę: „Zaczadzone neoliberalizmem elity zdradziły robotników i zwykłych ludzi, piorąc mózgi klasie średniej, którą trzeba teraz uświadomić, jak było naprawdę”.

To, że połączenie otwartego na świat kapitalizmu z liberalną demokracją w Polsce dało jej bezprecedensowy sukces, który nie jest wcale domeną tylko najbogatszych, nie miało większego znaczenia. Bez trudnych reform w przejściu od socjalizmu do kapitalizmu Polska wlokłaby się dziś w ogonie krajów, które przeszły podobną co my drogę. Obecne rekordowo niskie bezrobocie i lata wzrostu gospodarczego są przecież zasługą nie jakiegoś demokratycznego socjalizmu Kaczyńskiego, tylko ciężkiej pracy i wyrzeczeń kolejnego już pokolenia, dzięki czemu PiS ma dziś z czego rozdawać.

Skoro nie możesz ich pokonać, przyłącz się

Według Wosia współpraca lewicy z PiS-em to szansa uzyskania wpływu, którego nie jest ona w stanie zdobyć, współpracując z „liberalną opozycją”. Woś, kiedy ma wybierać między restauracją tego, co było, a PiS-em, wybiera PiS. Składając na ołtarzu 500+ i socjalnych przywilejów prawa kobiet i gejów, gotów jest z PiS-em budować „demokratyczny socjalizm”. To logiczna droga dla lewicy ekonomicznej.

Dla Wosia i nowej lewicy, która zbudowała się na radykalnej krytyce III RP, sojusz z PO oznaczałby utratą wiarygodności i politycznej samodzielności. Poza tym mainstream nie ma już nowej lewicy dużo więcej do zaoferowania. Nowa lewica wygrała walkę o dyskurs (dziś to liberałowie znajdują się na marginesie), skutecznie ośmieszyła wiele z założeń, które stanowiły ideowy fundament III RP, ale władzy nie wygrała.

Woś chce to naprawić. Samodzielność skazuje na margines, co pokazuje casus Partii Razem. Woś oferuje prawdziwą rozgrywkę, nie o 3 proc., nie o kilka więcej z Biedroniem, ale o wpływ na całość.

Dialog tyłka z kijem

Jest szansa, że PiS-owi, w przeciwieństwie do opozycyjnego mainstreamu, taka nowa lewica może być przydatna. Mimo wszystko pozwala dotrzeć do ludzi, którzy PiS-u organicznie nie znoszą.

Woś uważa, że lewica mogłaby wpłynąć na proces legislacyjny w dialogu z PiS-em i jako przykład podaje… „czarny protest”. Pisze tak: „Pamiętacie »czarne protesty«? Zainicjowała je nowa lewica, i to właśnie one doprowadziły do wstrzymania prac nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Można powiedzieć, że w tym wypadku lewica wychowała prawicę”.

Jeśli to był dialog, to taki w stylu dupy z batem. To była konfrontacja, którą nie lewica, ale (wielobarwna) ulica wygrała. Gdyby jakiś komitet reprezentujący protestujących usiadł do negocjacji z PiS-em w tej sprawie, pewnie natychmiast straciłby ich legitymizację i reprezentował wyłącznie siebie.

Lewicowi wyborcy mądrzejsi od Wosia

Kluczowy argument Woś przywołuje pod koniec tekstu: „Jest bardzo prawdopodobne, że PiS (lub coś, co z niego wyrośnie) zostanie w Polsce przy władzy na nieco dłużej. Zagrożenie pełzającą dyktaturą (niektórzy mówią nawet o faszyzacji) będzie więc realne. W interesie nas wszystkich jest zatem istnienie jakiejś siły, która nawet jeśli PiS nie będzie umiała pokonać, to przynajmniej podejmie się misji jego ucywilizowania”.

PiS ma szansę porządzić w Polsce dłużej, prawdopodobnie w jakiejś formie autorytarnej (w tekście jako przykład nieliberalnych reżimów pojawiają się Rosja i Turcja), a do zwycięzcy warto się przyłączyć. Oczywiście, po drodze „cywilizując” go. Czy można taki argument odrzucić z góry jako przejaw koniunkturalizmu? Czy jakaś koalicja lewicy z PiS-em mogłaby wpłynąć na bieg wydarzeń?

Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Lewicowi wyborcy mają więcej rozumu od lewicowych publicystów i zdają sobie sprawę z tego, że PiS, negując trójpodział władzy i państwo prawa, czyni obywatela sobie poddanym. Oczywiście, ludzki pan może rzucić na stół tyle, ile akurat będzie miał ochotę. Ale może też ukarać, wsadzić do ciupy, dowolnie zakazywać manifestowania „homoseksualnej propagandy” czy braku poszanowania dla chrześcijańskich wartości, co dzieje się już w Rosji. Jeśli to będzie raj, to wyłącznie dla tych, którzy z władzy będą czerpać profity.

Jeśli Polska będzie skręcać w stronę putinizmu, to pozbawiona wiarygodności i poparcia lewica ma szansę rozkwitnąć w takim otoczeniu mniej więcej tak, jak po 1945 roku miał szanse rozkwitnąć ruch „księży patriotów”. Woś namawia lewicę do zostania Bolesławem Piaseckim PiS. Myślę, że to nie jest oferta dla wszystkich.

Leszek Jażdżewski - politolog, publicysta, redaktor naczelny „Liberté”