Sroczyński: Duda jest szczęśliwy, gdy robi Kaczyńskiemu wbrew. Jego weto ważne i świetnie uzasadnione

Grzegorz Sroczyński
Ma się wrażenie, że zadzieranie z PiS-em sprawia Dudzie po prostu przyjemność. Może jest mniej PiS-owski, niż sądzimy?

Prezydent Duda nie tylko zawetował koszmarną PiS-owską ordynację do europarlamentu, ale w dodatku bardzo trafnie to uzasadnił:

„Ogromna część obywateli nie miałaby swojej reprezentacji w Parlamencie Europejskim, ponieważ nie byliby w stanie jej wybrać”.

„Frekwencja w tych wyborach byłaby jeszcze niższa, bo wielu obywateli po prostu uznałoby, że ich uczestnictwo nie ma żadnego sensu”.

„Mówi się: no tak, ustawa skłoni do zawierania porozumień politycznych, koalicji. Tylko że ja chcę, żeby to była świadoma i spokojna decyzja każdego z ugrupowań politycznych, a nie żeby to była decyzja przymusowa, wywołana wyłącznie kwestią być albo nie być”.

Duda wszystko to mówił swobodnie i składnie. Ten polityk nieodmiennie mnie zaskakuje. Zawsze wtedy, gdy musi bronić PiS-owskiej jedynie słusznej partyjnej linii, jest sztywny i popełnia gafy (vide: scena w KFC, gdzie para prezydencka zareagowała agresywnie na pytanie o łamanie konstytucji). Dostaje skrzydeł w tych momentach, gdy robi PiS-owi wbrew. Tak było przy wecie ustaw sądowniczych (miał tam świetne przemówienie) i tak jest teraz. I nie chodzi tu tylko o skrzywienie mojej perspektywy, czyli o to, że po prostu z tymi decyzjami Dudy się zgadzam, więc jego wystąpienia mogą mi się bardziej podobać. Cała mowa ciała Dudy w tych „anty-PiS-owskich” momentach jego prezydentury jest bardziej zdecydowana i swobodniejsza. Ma się wrażenie, że Dudzie zadzieranie z PiS-em sprawia po prostu przyjemność. Może jest to radocha 40-latka, który wyzwala się na chwilę spod wpływu toksycznego ojca. A może Duda jest tak naprawdę mniej PiS-owski, niż wszyscy sądzimy.

Czwartkowe weto uderza zarówno w Kaczyńskiego, jak i w Schetynę. Obie te partie zyskałyby na nowej ordynacji, tak jak zyskują na polaryzacji polskiej polityki i nieustannej moralnej panice szerzonej przez media obu stron. Pozostaje pytanie, czy weto będzie skuteczne.

Choć wydaje się to obecnie nieprawdopodobne, może dojść do cichej umowy Kaczyńskiego i Schetyny w sprawie odrzucenia weta. Taką ustawkę dałoby się dość łatwo zaaranżować. Oto Kuchciński zwołuje błyskawiczne posiedzenie Sejmu, posłowie PO nie zdążają dotrzeć na czas, weto – pod nieobecność opozycji – zostaje odrzucone, a Schetyna krzyczy o „końcu demokracji” i „wielkim oszustwie Kuchcińskiego”, który „uniemożliwił nam głosowanie”. A wszyscy są tak naprawdę zadowoleni. 

Nie bardzo w ten scenariusz wierzę (chociaż w kuluarach funkcjonuje jako jeden z możliwych), ale w polskiej polityce dzieje się mnóstwo rzeczy, w które kiedyś bym nie uwierzył (i nie chodzi tu tylko o działania „dobrej zmiany”).

Patrzmy więc w tej sprawie Schetynie na ręce i cieszmy się, że Duda tym razem „dał radę”.