Galopujący Major: Hierarchia, głupku! Populistyczna prawica buduje świat, który dobrze znamy z pracy

Czy w naszych relacjach z dziećmi występuje jakieś "checks and balances"? Czyż nasze relacje w pracy nie są oparte na hierarchicznym podporządkowaniu szefostwu? Prawica podsuwa nam to, co znajome.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Głośne narzekania rozmaitych liberałów, czy to na demokrację, czy to na młodych, czy wreszcie na ten cały lud polski, są chyba najlepszym dowodem na poznawczą bezradność obozu III RP. Zamiast szukać diagnozy, co poszło nie tak, kolejny raz rozkłada ręce i potrafi się jedynie na rzeczywistość obrażać. W ten sposób - nie tylko w Polsce, ale niemal w całym świecie zachodniej demokracji - oddaje pole populistycznej prawicy, która, nawet jeśli diagnozy ma błędne, to potrafi wyczuć nastroje społeczne i to ona teraz „rusza z posad bryłę świata”.

Nikt nie jest odpowiedzialny

Jednym z objawów owego "ruszania z posad" jest trwająca właśnie transformacja modelu władzy z horyzontalnego na wertykalny (czy jak ktoś chce hierarchiczny). Ukochany przez liberałów model horyzontalny, zwany często system „checks and balances” polega, jak wiadomo, na blokowaniu się poszczególnych ośrodków władzy. W ten sposób władza jest rozproszona, nikt nie ma nad nikim przewagi i obniża się ryzyko despotyzmu. Dla liberalnego świata model ten jest fundamentem, ramą postrzegania rzeczywistości oraz - mówiąc klasykiem - oczywistą oczywistością. I tutaj właśnie pojawia się problem, albowiem model ten, jak to rozmaite modele mają w zwyczaju, posiada również swoje wady. Skoro władza jest rozproszona, to jednocześnie rozproszona (czy wręcz rozmyta) jest końcowa odpowiedzialność. Skoro władze się nawzajem blokują i jednocześnie jedna władza (np. wykonawcza) nie może narzucić niczego innej władzy (np. sądowniczej), to znaczy, że niezawisłość radykalnie ogranicza interwencjonizm, nawet w najbardziej słusznej sprawie. Skoro sądy są niesterowalne, to znaczy, że są jednocześnie „niedyscyplinowalne”. Jeśli bowiem nie możesz nikim sterować, to tym bardziej nie możesz nikogo ukarać nawet za oczywiste przewinienia. Skoro władza sądownicza ma się blokować z innymi władzami, to model jest modelem defensywnym, zaprojektowanym w pierwszej kolejności na potrzeby obsługi samego siebie.

Liberałowie odwracali wzrok

Liberałowie na te wady są jednak ślepi. Ich ukochana III RP do perfekcji opanowała sztukę odwracania wzroku i tłumaczenia wszystkiego ryzykiem logiki systemu. Sąd II instancji wydał absurdalny wyrok? Cóż, takie ryzyko systemu. Sędzia dokonał poważnego przestępstwa, ale nic się nie dzieje? Cóż, taka logika systemu. Celebryta po pijanemu kogoś przejechał, a wyrok jest śmieszny? Cóż, tak musi być, bo inaczej stracimy niezawisłość. Przez wiele lat to pouczanie maluczkich, nierozumiejących „logiki systemu” działało, również dlatego, że ówczesny świat wciąż opierał się na instytucji autorytetu. W momencie rewolucji informatycznej autorytet (gazetowy, naukowy, ekspercki) legł w gruzach, a tym samym cała logika systemu też zaczęła być podważana.

Prawica odrobiła lekcje

Podczas gdy liberałowie rzeczywiście uwierzyli w koniec historii i - jak dowcipkował filozof Żiżek - łatwiej potrafią sobie wyobrazić koniec świata niż drobną korektę liberalnego modelu, to prawica lekcję odrobiła. Zauważyła, że otwiera się właśnie okienko dozwolonej zmiany i w te okienko ze swoim modelem właśnie wskakuje. Ów model, nazwany hierarchicznym, ma być receptą na wady modelu horyzontalnego. Nie, hierarchiczność nie polega na dyktaturze, bo wciąż mają być wolne wybory. Hierarchiczność nie polega też na ręcznym wydawaniu wyroków, bo nawet jeśli ktoś chciałby to robić, wszystkich wyroków nie ogarnie. Hierarchiczność modelu władzy opiera się na dyscyplinowaniu. Po prostu każdy sędzia wydający wyrok w ramach tego modelu musi się liczyć z konsekwencjami w postaci całkiem prawdopodobnych szykan. Stąd takie parcie na Izbę Dyscyplinarną przez sędziego dublera Muszyńskiego. Drugim elementem jest interwencjonizm. W modelu hierarchicznym po wydaniu skandalicznego wyroku, nie tylko najwyższa władza może zdyscyplinować sędziego, ale wyrok też będzie można cofnąć albo unieważnić. Stąd te wszystkie pomysły wszczynania zakończonych postępowań, nadzwyczajnych trybów, kolejnych instancji. Gdy więc w modelu horyzontalnym cała III RP wzrusza ramionami na „sądową krzywdę”, to w modelu hierarchicznym nowa IV RP przedstawia całkiem realne narzędzia naprawy.

Znajoma figura surowego ojca

Ktoś powie, że to prosta droga do despotyzmu. Być może, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że na co dzień żyjemy bardziej w modelu hierarchicznym niż horyzontalnym. Czyż nasze relacje z dziećmi nie są modelem, gdzie nie ma żadnego „checks and balances” i to rodzice ostatecznie decydują, karzą, interweniują? Czyż nasze relacje w pracy nie są oparte na hierarchicznym podporządkowaniu szefostwu? Czy jako pracownicy możemy "blokować się" z szefem dla dobra ogółu i tego szefa kontrolować? Przecież cały ten model oparty jest na konserwatywnej figurze surowego i troskliwego ojca, jak swego czasu zauważył profesor Lakoff.

Prawica, również polska, podskórnie to doskonale rozumie. Potrafi znaleźć wady systemu horyzontalnego, wyolbrzymić je w propagandowym przekazie i zastosować własne pomysły na naprawę. Liberałowie tego nie potrafią, nie tylko dlatego, że obecnie brak im wyobraźni. Brak im przede wszystkim odwagi. Odwagi wyjścia poza schemat i zmierzenia się ze smutną prawdą: tak, rozwiązania, którym zawierzyliśmy po roku 89 mają też swoje wady. Albo zaproponujemy Polakom ich naprawę, albo prawica zrobi to za nas i po swojemu.