Kościół narysował PiS-owi czerwoną linię. Komunikat Episkopatu ma drugie dno

Jacek Gądek
Na machloje przy wyborach nie ma zgody Episkopatu - to jest czerwona linia, po której przekroczeniu biskupi otwarcie postawią się PiS-owi. Taki w istocie jest komunikat polskiego Kościoła dla obozu władzy, choć podpisał się pod nim jedynie rzecznik KEP.
Jesteś w dziale opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Wczoraj rzecznik Episkopatu ksiądz Paweł Rytel-Andrianik opublikował komunikat ws. ordynacji w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Episkopat ostrzega PiS

Komunikat bardzo ważny, bo to sygnał, na co nie będzie nawet milczącego przyzwolenia ze strony biskupów. A nawet więcej: będzie głośny sprzeciw Episkopatu, który może PiS-owi odbierać parę kluczowych punktów w wyborach.

Choć w komunikacie mowa jest wprost o wyborach do PE, to ma on i drugie dno. Jest nim ostrzeżenie, by PiS w przyszłości nie skusiło się na skrojenie pod siebie ordynacji w wyborach do Sejmu - dużo ważniejszych od europejskich. A takie zakusy są przy pełni władzy wręcz nieuniknione.

Episkopat stawia na prezydenta - po raz drugi

Publikując wczorajszy komunikat Episkopat stanął po stronie prezydenta Andrzeja Dudy, który za kilka dni zawetuje nową ordynację do PE, przez co wyląduje ona w koszu. Kościół wprost już błogosławi to spodziewane weto - w ten sposób chroni Dudę przed krytyką, która może na niego spaść ze strony partii rządzącej.

Episkopat robi to po raz kolejny. Pierwszy sygnałem o zawiązywaniu się aliansu Pałacu Prezydenckiego z Episkopatem były rok temu podziękowania szefa KEP abp. Stanisława Gądeckiego za zawetowanie ustaw sądowych. Hierarcha pisał wówczas w liście do prezydenta nie tylko o sądach. - Katolicka nauka społeczna docenia demokrację jako system, który zapewnia udział obywateli w decyzjach politycznych i rządzonym gwarantuje możliwość wyboru oraz kontrolowania własnych rządów - podkreślał.

Komunikat drętwy, ale sytuacja nadzwyczajna

Dziś w komunikacie rzecznika KEP wracają słowa o "możliwości wyboru" władz przez obywateli. Brzmią one nudno i drętwo, ale sytuacja jest teraz nadzwyczajna. Dlaczego? Bo Kościół zabrał głos w sprawie konkretnej ustawy - nie światopoglądowej, ale dotyczącej inżynierii politycznej.

Na biurku Andrzeja Dudy leży bowiem ustawa - nowa ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego, która w praktyce eliminuje mniejsze formacje, a daje ogromne fory tym największym: dwóm blokom wokół PO i PiS. Reszta jest skazana na porażkę, więc ponad milion wyborców głosujących na PSL, lewicę, Kukiz'15, partie Janusza Kowin-Mikkego zostanie bez reprezentacji w PE. Taka ordynacja - znów cytując szefa KEP sprzed roku - nie jest "gwarancją możliwości wyboru", ale skazywaniem na wybór między Platformą a PiS-em. Paradoksalnie: Episkopat upomina się, by ordynacja nie skazywała na pożarcie lewicy, kukizowców czy ludowców.

PiS nie ma prawa tłamsić opozycji zbójecką ordynacją

Dziś rzecznik Episkopatu podkreśla, że prawo wyborcze ma "służyć społeczeństwu, a nie tylko największym partiom politycznym". A ponadto "dominujące partie nie mogą traktować swojej pozycji jako przywileju chronionego przed obywatelami". Słowem: drogi PiS-ie, drogi prezydencie, nie macie prawa tłamsić opozycji zbójecką ordynacją.

Z błogosławieństwem Episkopatu Andrzej Duda odgrywa teraz rolę męża opatrznościowego, który hamuje głupi - nawet z punktu widzenia PiS-u - projekt nowej ordynacji do PE. Zacieśnienie współpracy biskupów z głową państwa staje się faktem.

W dziale Opinie na Gazeta.pl publikujemy opinie publicystów z różnych stron sceny politycznej - mamy nadzieję, że są dla Ciebie interesujące. Co o nich sądzisz? Weź udział w ankiecie. KLIKNIJ TUTAJ, by odpowiedzieć na kilka krótkich pytań.

W trzylecie prezydentury Andrzej Duda się wzruszył. Wstrząsnęły nim słowa marszałka Piłsudskiego

Więcej o: