Kalbarczyk: Przemysł pogardy wymyślił nie Tusk, lecz Kaczyński. Nikt nie obraża Polaków tak jak PiS

Wyborców PiS przedstawia się jako głęboko pokrzywdzonych, pogardzanych, zapomnianych, a przeciwników tej partii jako pogardliwych oprawców. Fałsz ten jest niezwykle szkodliwy.
Jesteś w dziale opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Tekst Kamili Baranowskiej o pogardzie, którą rzekomo Donald Tusk zatruł nasze życie publiczne ("To Tusk zaczął grać pogardą"), jest klasycznym przykładem starej prawicowej propagandy w świeżym opakowaniu. Baranowska umiejętne wykorzystuje poczucie winy doświadczane przez część środowisk postsolidarnościowych, jeśli chodzi o tych, którzy najmniej skorzystali na polskiej transformacji ustrojowej, by rozpowszechniać znane PiS-owskie tezy o tym, jak to w III RP, a zwłaszcza za rządów PO-PSL, złe elity pogardzały zwykłymi Polakami.

Czym innym jest bowiem twierdzić, jak Marcin Król dostrzegający błędy transformacji po 1989 r.: „byliśmy głupi”, a co innego mówić, że poprzednia władza, gardziła tymi, którym się mniej powiodło i którzy mają inne sympatie polityczne.

Tusk przepraszał za „mohery”

Teza o rzekomej pogardzie Tuska i PO dla prawicowych wyborców powstała za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. PiS stosował określenie „przemysł pogardy” i nazywał tak każdą krytykę ówczesnego prezydenta. W tekście Baranowskiej dowodem rzekomej pogardy poprzedniej władzy wobec wyborców PiS mają być słowa Tuska o „moherowych beretach”. Można krytykować byłego lidera PO za wiele, ale jego dbałość o ciepłą wodę w kranie i budowa boisk w każdej gminie dowodzą czegoś dokładnie przeciwnego niż twierdzi autorka. Natomiast jego słowa o „moherowej koalicji” były wymierzone w politycznych sojuszników o. Rydzyka, ich narodowo-katolickiego światopoglądu i programu. Tusk się zresztą zorientował, że przeciwnicy wykorzystują te słowa jako obrazę starszych pań słuchających religijnych rozgłośni i przeprosił tych, którzy poczuli się nimi urażeni.

Pogardę stosuje Kaczyński

Pogarda wobec całych grup społecznych to tak naprawdę specjalność Kaczyńskiego i strategia jego partii. Rozpoczęła ją słynna wypowiedź o tym, że „wy jesteście tam, gdzie stało ZOMO”. To „wy” oznaczało nie żadną określoną partię polityczną, ale wszystkich, którzy nie podzielają poglądów lidera PiS i jego obozu politycznego. Ta strategia dzielenia Polski na dwa obozy – na prawdziwych patriotów i zdrajców, lepszy i gorszy sort Polaków, uczciwych i złodziei, Polskę „solidarną” i „liberalną” („liberalny” ma tu charakter obelgi) itd. – od tamtego czasu jest z powodzeniem stosowana przez PiS.

Warto podkreślić, że żadna z największych polskich partii politycznych po 1989 r. strategii dzielenia Polaków na gorszych i lepszych nie stosowała i nie stosuje. Poza PiS nikt nie twierdzi, że „kto nie jest z nami, jest naszym wrogiem”. Nikt także oprócz PiS nie twierdzi, że kto nie jest z nimi, jest zdrajcą, komunistą, ubekiem i złodziejem. Gdy obrońcy trójpodziału władzy mówią do PiS, że jest targowicą, to mówią tak w ramach politycznego sporu o fundamentalne w demokracji sprawy. Gdy wskazują na komunistyczne (autorytarne i niedemokratyczne) rozumienie prawa przez posła Piotrowicza, to czynią to w imię różnic w programach politycznych, a nie po to, by obrażać członków PiS.

Podział klasowy niczego nie wyjaśnia

Tekst Baranowskiej poza tezą o rzekomej pogardzie i odzyskiwaniu godności przez pogardzanych jako drugą przyczynę zwycięstwa wyborczego PiS wskazuje podział na beneficjentów transformacji i wykluczonych. Też kulą w płot. Doszukiwanie się przyczyn zmiany politycznej w Polsce w buncie sfrustrowanych miałoby pewien sens 15 lat temu i rzeczywiście PiS był wówczas partią, która przyciągała Polaków zniechęconych zmianami i tych, którzy odczuwali poczucie wykluczenia z dobrodziejstw transformacji. Diagnozowanie jednak sytuacji społecznej pod koniec trzeciego dziesięciolecia wolnej Polski w kategoriach „beneficjentów zmian” i „tych, którym powiodło się nieco gorzej”, jest nie tylko anachroniczne i upraszczające, ale też jest fałszem niemającym żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Dzisiejszy podział na zwolenników i przeciwników PiS nie jest odzwierciedleniem „podziału klasowego”, jak twierdzi autorka.

Po pierwsze bowiem, jak wynika z badań Macieja Gduli „Dobra zmiana w Miastku”, największe poparcie PiS zyskał w niższej klasie średniej, a nie klasie ludowej, jakby miało wynikać ze słów Baranowskiej. Nie wśród ludzi o najniższych dochodach oraz najmniejszym kapitale kulturowym i ekonomicznym należy się doszukiwać przyczyn wygranej PiS, ale wśród osób umiarkowanie majętnych, za to z rozbudzonymi aspiracjami społecznymi, których nie udało się zaspokoić poprzedniej władzy.

Po drugie, gdyby było tak, że beneficjenci zmian to zwolennicy obecnej opozycji, powinni się wśród nich znaleźć licznie katoliccy księża i rolnicy, którzy w niekwestionowany sposób zyskali na polskich przemianach. Są oni zaś obecnie w największym stopniu zaciekłymi zwolennikami PiS.

W demonstracjach KOD, co jest zresztą powodem pogardliwych uwag polityków i zwolenników PiS, uczestniczy wielu emerytów, i to nie emerytów PRL-owskich służb mundurowych, jak twierdzi propaganda PiS, ale zwykłych ludzi, najczęściej z „solidarnościowym” rodowodem. Ani nie należą oni do krezusów, ani nie skorzystali finansowo w jakiś wyjątkowy sposób na polskich przemianach. Oni czują zaś, że odbiera im się demokratyczne państwo, którego wygraniem cieszyli się 25 lat temu.

Miłośnicy PiS to zwolennicy autorytaryzmu

Podział, który dziś przebiega w polskim społeczeństwie, nie ma bowiem wcale charakteru ekonomicznego ani klasowego. To, co dziś różni Polaków, to nie są zasadnicze różnice majątkowe, ponieważ w Polsce rozwarstwienie ekonomiczne mieści się w średniej europejskiej. Osią podziału polskiego społeczeństwa jest dzisiaj przywiązanie do określonych wartości i postaw, co jest tylko w części skorelowane z wykształceniem i dochodami. Po stronie PiS stoją dziś wszyscy, którzy mają przekonania nacjonalistyczne oraz tradycjonalistycznie katolickie. Miłośnicy PiS to zwolennicy autorytaryzmu, przeciwnicy liberalnej demokracji i wyznawcy teorii spiskowych. Po stronie anty-PiS znajdują się zaś dziś Polacy, którzy czują się obywatelami świata, zadowoleni z przynależności do Unii Europejskiej, zwolennicy modernizacji Polski i liberalnych wartości.

Po trosze podział ten ma wymiar pokoleniowy, co pokazują badania Kantar Public z lipca br., ale i tu sprawa nie jest taka prosta, ponieważ część młodych została zarażona wirusem nacjonalizmu, tradycjonalizmu i katolickiego fundamentalizmu, co jest z pewnością efektem powszechnej w szkołach katechezy katolickiej. Lekcje religii w dużej mierze służą bowiem w polskiej szkole indoktrynacji światopoglądowej i w tym zakresie są stosunkowo skuteczne, w odróżnieniu od efektów w zakresie  wiedzy religijnej, czego dowodzą badania poziomu tej wiedzy wśród młodzieży. Z punktu widzenia interesów Kościoła cele te są zrozumiałe, bo budzenie emocji służy przywiązaniu do idei i instytucji, a zapoznawanie z dogmatami mogłoby narazić na niewygodne pytania młodych ludzi o ich racjonalne uzasadnienie.

Udawana troska

Wszystko, co pisze Baranowska, jest jedynie twórczym odświeżeniem propagandowych tez PiS. Z jednej strony o tym, jak to elity III RP gardzą i gardziły zwyczajnymi Polakami, a PiS ciężko pracował i pracuje, by odzyskać dla nich godność. Z drugiej, jak to PiS przywraca sprawiedliwość wobec poszkodowanych przez polską transformację i jakie w tym dziele odnosi sukcesy. Swoje wywody autorka kończy wołaniem o wzajemne zrozumienie. Zarzuca zarazem ideowym przeciwnikom, że prowadzą badania wyborców PiS w stylu reportaży „z kamerą wśród zwierząt”, odkrywając, że wyborcy ci jedzą widelcem i czytają książki. Autorka wie, że nie istnieje ani jedno takie badanie, i nie jest w stanie wskazać ani jednego przykładu tego rodzaju „odkryć”. Mimo to nic nie powstrzymuje jej przed tym, by w szacie zatroskania o jedność Polaków przedstawiać wyborców PiS jako głęboko pokrzywdzonych, a przeciwników tej partii jako pogardliwych oprawców. Fałsz ten jest niezwykle szkodliwy, bo może wielu wrażliwych społecznie Polaków przekonać, że niszczenie polskiego państwa przez obecną partię władzy nie jest tym, czym jest, czyli cyniczną próbą zbudowania autorytarnego reżimu za pomocą populistycznych narzędzi, ale że ma głębokie, moralne uzasadnienie. 

Adam Kalbarczyk – etyk, filozof, współtwórca Międzynarodowych Szkół im. I.J. Paderewskiego w Lublinie