Majcherek: Zohydzają III RP, wybrzydzają na PO, zakazują grilla. Tak lewica pcha ludzi w łapy PiS

Janusz A. Majcherek
W pewnej przynajmniej mierze sukcesy PiS są reakcją na forsowanie wizji Polski jako kraju z nieograniczonym prawem do aborcji, ale ograniczonym prawem korzystania z samochodu i grilla (w imię ekologii).
Jesteś w dziale opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Niektórzy twierdzą, że po odsunięciu PiS od władzy „nie ma powrotu do tego, co było”. Czy to oznacza, że nie chcemy restytucji trójpodziału władzy? Nie chcemy niezależności Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, niezawisłości sędziów, apolitycznej służby cywilnej, konkursów na stanowiska w administracji i spółkach skarbu państwa oraz innych atrybutów demokratycznego państwa prawnego? Jest oczywiste, że likwidacja skutków dewastacji porządku konstytucyjno-prawnego będzie wymagała przywrócenia reguł tego porządku. Należałoby więc może się miarkować w potępianiu i zohydzaniu III RP, dlatego że to nie tylko najlepszy okres w polskiej historii od XVI wieku, ale też to na jej liberalno-demokratycznych fundamentach trzeba będzie odbudowywać instytucje praworządnego państwa. No, chyba że ktoś chce budować w Polsce socjalizm, ale wówczas nie ma płaszczyzny do rozmowy.

Sprzeciw wobec „powrotu do tego, co było”, może się odnosić tylko do kwestii drugorzędnych, pozaustrojowych. To łączy się bezpośrednio z kształtowaniem oferty politycznej, która mogłaby przekonać część obywateli do odwrócenia się od PiS. Chodzi o grupę stanowiącą kilka punktów procentowych wśród dotychczasowych i obecnych zwolenników „dobrej zmiany”, a więc o trwałe zredukowanie społecznego poparcia dla PiS poniżej 30 proc. Tylko tyle i aż tyle.

Protesty słabe, bo niepartyjne

Nawoływania, że trzeba w celu osłabienia poparcia dla PiS przedstawić „nową opowieść o Polsce”, „własną narrację”, frapującą wizję przyszłości, łączą się z perswazją, że nie wystarczy pokazywanie i potępianie ekscesów PiS. Owszem, ale warto też się zastanowić, dlaczego społeczne protesty przeciw tym ekscesom nie są dość silne i liczne.

Jedną z przyczyn jest odegnanie od protestów partii i zorganizowanych sił politycznych oraz usiłowanie nadania im czysto obywatelskiego, pozapartyjnego charakteru. Okazuje się, że bezpartyjne ruchy obywatelskie, stowarzyszenia i organizacje społeczne nie są w stanie zmobilizować szerokich rzesz obywateli i kręgów społecznych. Bezpartyjna czy apartyjna polityka jest mrzonką, sytuacji politycznej nie zmieni się bez udziału zorganizowanych sił politycznych, na czele których stoją politycy. Notoryczne i bezmyślne na nich wybrzydzanie nie przybliża nas do normalności.

Ponieważ żaden wyczekiwany „polski Macron” się nie objawił, nieustanne urąganie PO i pomstowanie na Schetynę nie pozbawiło ich czołowej roli w opozycji, a lansowanie Partii Razem nie podniosło jej poparcia ponad nieprzekraczalne 3 proc., więc należy się zastanowić, wokół jakich środowisk warto skupić aktywność polityczną mogącą skutecznie powstrzymać niszczenie demokratycznego państwa prawnego. Na pewno zaś absurdalne jest stawianie jako warunku współpracy z czołową partią opozycyjną przejęcia przez nią programu i postulatów partyjki, która nie jest w stanie pozyskać nikogo spoza grupki wielkomiejskiej hipsterki.

Ostrożnie z marksizmem

Wezwanie do przedstawienia nowej wizji Polski, innej zarówno od III RP, jak i IV RP, ale zdolnej przekonać i porwać obywateli, często skrywa bezradność i brak pomysłów. Niezdolność wskazania konkretnych sposobów przezwyciężenia problemów wynika zaś z niepewności co do ich źródeł.

Pod tym względem w szeroko rozumianej opozycji ścierają się dwie interpretacje. Jedna wiąże sukcesy prawicowego populizmu z mankamentami polityki gospodarczej i błędami strategii ekonomicznej realizowanej w III RP (określanej jako neoliberalna), a więc sprowadza do czynników materialnych. Druga wskazuje na impulsy wychodzące ze sfery symbolicznej, pozamaterialnej. Upraszczając: jedni obwiniają bezrobocie i umowy śmieciowe, drudzy widmo uchodźców i parady równości; jedni widzą źródło społecznej frustracji w procesach gospodarczych (kulturze materialnej), drudzy – w kulturze symbolicznej, zwłaszcza zachwianiu kulturowej tożsamości.

Wiele jest argumentów wskazujących na nieadekwatność tej pierwszej, marksistowskiej w istocie („byt kształtuje świadomość”) wykładni. Przede wszystkim PiS zdobył władzę w okresie poprawy wszystkich parametrów ekonomicznych po kryzysie lat 2008-14, gdy PO wygrywała wszystkie wybory. Elektorat PiS jest, owszem, biedniejszy i gorzej uplasowany statusowo, ale przede wszystkim konserwatywny kulturowo, zorientowany nacjonalistycznie i klerykalnie, a więc antykosmopolitycznie, antylaicko, antymultikulturowo, antyfeministycznie, antygejowsko. W pewnej przynajmniej części nastawienie takie jest reakcją na forsowanie wizji Polski jako kraju multikulturowego, z afirmacją wszelkich (w tym bardziej zacofanych niż rodzime) wzorów kultury, kilkunastoma akceptowanymi orientacjami seksualnymi, nieograniczonym prawem do aborcji, ale ograniczonym prawem korzystania z samochodu i grilla (w imię ekologii).

Na kulturowy charakter podziałów i konfliktów nękających obecnie polskie społeczeństwo zwracają uwagę nawet nieumiarkowani krytycy III RP. To stąd biorą się sugestie wykreowania nowej „polityki tożsamości”, w tym nowego wzoru patriotyzmu, alternatywnego dla narodowo-katolickiego. Ale to znów nawoływania skrywające bezradność. Trudno o taką formułę wspólnoty politycznej, którą spajałoby coś silniejszego niż nienawiść do obcych, fascynacja wyczynami wojennych bohaterów, upojenie sprawczością, kult minionej lub domniemanej wielkości, podniecenie walką z wrogami. Mozolna praca nad stopniowym podnoszeniem dobrobytu zawsze będzie nudniejsza i mniej pasjonująca. Chyba że ktoś chce wzniecić rewolucję socjalistyczną, ale to zamyka poważną dyskusję, podobnie jak obietnice dobrobytu bez pracy.

Opozycja zjednoczona wokół PO

Reasumując: ostrożnie z negowaniem III RP, a zwłaszcza zadowoleniem z jej niszczenia przez PiS (to do Agaty Szczęśniak), bo to jej zręby systemowe są jedynym realnym fundamentem, na którym można będzie odbudować demokratyczne państwo prawne. Ostrożnie z dezawuowaniem największej partii opozycyjnej i jej przywódcy, bo tylko wokół niej, a w każdym razie z jej udziałem, można stworzyć siłę zdolną odsunąć PiS od władzy i powstrzymać demolkę dokonywaną przez „dobrą zmianę” (to do Roberta Biedronia i symetrystów). Ostrożnie z materialistycznymi interpretacjami zjawisk i procesów społeczno-politycznych, a zwłaszcza sprowadzaniem ich przyczyn do mniejszej lub większej hojności w rozdawaniu pieniędzy (to do neomarksistów). Ostrożnie z rewolucyjnym zapałem, bo narodowo-katolicka prawica ma hasła o wiele bardziej podniecające niż obrona prekariatu, walka z umowami śmieciowymi i podniesienie podatków najbogatszym (to do neosocjalistów).

Jeśli przemawianie do rozumu nie skutkuje, uruchamianie emocji jest trudne i niebezpieczne, to może odwołać się do wyobraźni? Na początek wyobraźmy sobie opozycję zjednoczoną wokół (albo przynajmniej z udziałem) najsilniejszej partii, by wygrać wybory, przerwać dewastację demokratycznego państwa prawnego i rozpocząć jego odbudowę na fundamentach położonych przez twórców III RP, a dopiero potem przedyskutować zakres dopuszczalności aborcji, prawa gejów, politykę imigracyjną, mieszkaniową, społeczną, kulturalną… Wszystko inne i w innej kolejności wygląda dziś na mrzonkę, i to szkodliwą, bo odciągającą uwagę aktywnych obywateli od tego, co najważniejsze.

Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego

Od jakiegoś czasu na Gazeta.pl publikujemy opinie publicystów z różnych stron sceny politycznej - mamy nadzieję, że są dla Ciebie interesujące! Co o nich sądzisz? Weź udział w ankiecie. KLIKNIJ TUTAJ, aby odpowiedzieć na kilka krótkich pytań.