Radomski: Trzaskowski dał popis bufonady. A Engelking go broni, bo przespał ostatnie stulecie

Wydźwięk tekstu Wojciecha Engelkinga jest zapewne znacznie bardziej konserwatywny niż zamierzał sam autor. Inteligencja czy elita są pojęciami wyciągniętym z poprzedniej epoki, właśnie dlatego wpis Rafała Trzaskowskiego jest tak zabawny.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Nie wymagam od Rafała Trzaskowskiego, żeby komukolwiek tłumaczył się ze swojego pochodzenia. Wymagam, żeby miał świadomość, że jest życiowym szczęściarzem, a sobie zawdzięcza stosunkowo niewiele. Psychologowie i socjologowie o decydującej roli sytuacji społecznej napisali setki książek, a Trzaskowski część z nich musiał poznać podczas swojej sumiennej edukacji. Gdy uda mu się je zrozumieć, zyska pokorę potrzebną do bycia demokratycznym liderem, który ze swojej wiedzy czyni narzędzie do rekonstrukcji świata, a nie ubiera ją w ozdobne fatałaszki i wystawia na poklask.

Wojciech Engelking zarzuca „młodej inteligencji”, że wstydzi się sama siebie. Ta teza nie jest jednak prawdziwa, ponieważ inteligencja od dawna nie istnieje, przynajmniej w wymiarze politycznym. W państwach postkomunistycznych i tak przetrwała wyjątkowo długo. Antyreżimowe opozycje budowały własną pozycję na sojuszu robotników z pozostała częścią narodu, a zniewoleni ludzie lubili słuchać legend o okresie międzywojnia, stąd ckliwe historie o wypełnionych inteligentami ulicach Warszawy, Pragi czy Bukaresztu. W społeczeństwach demokratycznych inteligenckość stała się politycznie jałowa mniej więcej w połowie ubiegłego wieku, gdy ostatecznie pogrzebano monarchistyczne marzenia o potędze.

Engelking przespał ostatnie stulecie

Od wielu dekad elita nie przesądziła o żadnej znaczącej zmianie, co jest ogromnym sukcesem demokracji. Liderzy przestali kierować swój przekaz do wybranych, a zaczęli myśleć o całym społeczeństwie. Po II wojnie światowej politykę kształtowały masy, wystarczy przyjrzeć się elektoratowi zachodnioeuropejskich partii, który składał się z proletariatu (lewica) oraz chrześcijan (prawica). Grupy te wzajemnie się przenikały, a osoby wykształcone nie były przypisane do żadnej z nich na stałe, choć mogły sympatyzować z obiema. Inteligencja przestała być odrębną kategorią, stała się jednym z elementów narodowej mozaiki, który musi nawiązywać dialog z pozostałymi.

Obraz społeczeństwa jest zdecydowanie bardziej skomplikowany niż postrzega go Engelking. Kto ma niby być tą inteligencją, która tak dobrze zna świat, naukę i sztukę? Na pewno nie kilkanaście tysięcy ludzi, którzy wyśmiali wpis Trzaskowskiego. Co więcej, Morina nie zna zapewne zdecydowana większość absolwentów najlepszych polskich uczelni. I nie ma w tym nic złego – rzeczywistość stała się tak złożona, że rozumienie wiedzy zmieniło się na naszych oczach.

Dawniej świat był prostszy. Istniały elity i lud, a jedni z drugimi nie mieli nic wspólnego. Różnił ich dostęp do wiedzy, sytuacja finansowa, a czasem nawet tak przyziemne rzeczy jak ubiór i język. Ale na coś nam – do cholery! – była rewolucja francuska, Wiosna Ludów czy walka sufrażystek i robotników. Engelking zachowuje się jakby przespał ostatnie stulecie i wciąż spacerował ze Stanisławem Wokulskim nadwiślanymi bulwarami. Być może wtedy jego postulaty dotyczące inteligencji byłyby aktualne.

Inteligencja to pojęcie przebrzmiałe jak chłopstwo

Tożsamość jest coraz bardziej skomplikowana, więc posługiwanie się jednoznacznymi kategoriami mija się z celem. Gdy rozmawiamy o inteligencji, musimy wziąć pod uwagę potencjał, edukacje, charakter, kompetencje, możliwości, pochodzenie, stan finansowy, sytuację rodzinną i wiele innych czynników. Koniec końców nie wiedzielibyśmy czy współczesny inteligent ma być oczytanym w klasycznej literaturze absolwentem prestiżowej uczelni, zamkniętą we własnym świecie programistką, która doskonale rozumie specyfikę cyfrowej kultury, władającym czterema językami obieżyświatem bez większych ambicji intelektualnych, czy może piekielnie zdolną uczennicą, której nie stać na dalszą edukację. Inteligencja jest pojęciem tak samo przebrzmiałym jak mieszczaństwo czy chłopstwo.

Inteligencja to zdolność dostosowania. Osoby posiadające lepszy start życiowy muszą mieć świadomość swojego uprzywilejowania. Takie powinno być podstawowe zadania każdego, kto chce się być częścią współczesnego społeczeństwa, a tym bardziej nim rządzić. Inteligencja to także zdolność przewidywania. Ci, którzy bywają w Paryżu i znają Morina mają świadomość, jak szkodliwe jest wypisywanie takich rzeczy, bo bywają także w Berlinie i znają Festingera.

Nie rozumie tego ani Rafał Trzaskowski, który swoją pozycję wykorzystał do popisu nieadekwatnej bufonady, ani Wojciech Engelking, który nawołuje do dumy z inteligenckości.

Jak głosować na dworskiego pazia?

Engelking najprawdopodobniej nie dostrzega elitaryzmu we wpisie Trzaskowskiego, ponieważ sam stosuje go w niestrawnych ilościach. Nie tylko w warstwie językowej, gdy pisze o lewicowej proweniencji, znamienitych profesorach czy mapie skojarzeń albo chwali się swoimi znajomościami, ale przede wszystkim, gdy dopuszcza sam fakt istnienia elity. We współczesnym świecie hierarchizacja zanika. Nie przez przypadek najbardziej rozwinięte społeczeństwa rezygnują z tytułowania naukowców czy podziału na pierwszą i drugą klasę w państwowych kolejach. Czy nam się to podoba, czy nie, podążamy tą samą drogą.

Nie jest to żadna, jak pisze Wojciech Engelking, cecha „świata Zachodu Anno Domini 2018”, ale całkowicie zrozumiały proces. Coraz więcej osób dopuszczonych zostało do współtworzenia życia politycznego czy kulturalnego. Hierarchiczne organizmy (takie jak grody czy królestwa) zastąpione zostały przez organizmy równościowe (takie jak miasta czy państwa). Engelking niechęć do elit chce widzieć jako wyjątek, który dopuścił do władzy Trumpa czy Kaczyńskiego, ale zupełnie nie rozumie, że jest całkiem odwrotnie: populiści rządzą, bo głęboka demokracja oznacza, że nie wszystko będzie szło po myśli nowojorskiej czy warszawskiej elity.

Dość lubię Rafała Trzaskowskiego. Ale nie znoszę braku społecznego słuchu, zwłaszcza u polityków, czyli tych, dla których inteligencja emocjonalna powinna być szczególnie ważna. Właśnie dlatego nie wyobrażam sobie, żebym w 2018 roku mógł zagłosować na kogoś, kto zachowuje się, jakby był dworskim paziem.

---

Jan Radomski – publicysta i bloger, od 2010 roku związany z redakcją „Liberté!”, członek zarządu stowarzyszenia Projekt: Polska. Kontakt z autorem: @jwmrad.

Od jakiegoś czasu na Gazeta.pl publikujemy opinie publicystów z różnych stron sceny politycznej - mamy nadzieję, że są dla Ciebie interesujące! Co o nich sądzisz? Weź udział w ankiecie. KLIKNIJ TUTAJ, aby odpowiedzieć na kilka krótkich pytań.

Tego się nie da wymyślić! Jak obcokrajowcy wymawiają nazwy warszawskich dzielnic?