Jacek Gądek: Józef Iwulski do dymisji. Jak najszybciej. Nie ma moralnego prawa być najważniejszym sędzią

Jacek Gądek
Sędzia Józef Iwulski, który pełnił obowiązki najważniejszego sędziego w Polsce, nie ma do tego moralnego prawa. Powinien podać się do dymisji i odejść z Sądu Najwyższego. W PRL-u był sędzią "służebnym" tak, jak prokuratorem stanu wojennego był Stanisław Piotrowicz.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

Piotrowicz i Iwulski mogli wykazać się nieskazitelnym charakterem, gdy pierwszy miał oskarżać opozycjonistów, a drugi ich sądzić w czasach PRL. Ale obaj woleli stosować prawo stanu wojennego.

Obaj też mogli się publicznie wyspowiadać ze swoich "grzechów". Piotrowicz wolał jednak kłamać, że nie podpisywał aktu oskarżenia przeciwko działaczowi "Solidarności". Iwulski wolał nie pamiętać, że uczestniczył w skazywaniu opozycjonistów, a do tego dochodzi jeszcze służba w Wojskowej Służbie Wewnętrznej.

Gersdorf strzeliła sędziom SN w stopę i poszła na urlop

Piotrowicz jest tylko politykiem i funkcjonariuszem partii - dla niego kluczyć i przekonywać, że czarne jest białe, to chleb powszedni. Z kolei Iwulski jako sędzia Sądu Najwyższego powinien mieć - to wymóg ustawowy - "nieskazitelny charakter". Sam sędzia oczywiście zachowuje dobre mniemanie o sobie. W jednym z wywiadów mówił: Ja uważam, że ja mam nieskazitelny charakter. I prezes [prof. Małgorzata Gersdorf] wszystko o mojej przeszłości wie.

Prof. Gersdorf - według PiS już była I prezes, a według niej jedynie na urlopie - jeśli faktycznie wiedziała wszystko o przeszłości Iwulskiego, to oddała obozowi władzy przysługę. Powiedzieć, że Gersdorf postąpiła głupio, to nic nie powiedzieć. PiS jak na tacy dostało od niej - mówiąc językiem "Gazety Polskiej" - "czerwonego pająka", który stał się teraz symbolem Sądu Najwyższego.

Gersdorf obsadziła środowisko sędziowskie w roli - może i ze skwaszoną miną, ale jednak - obrońców Iwulskiego. Awansując go na swojego zastępcę Gersdorf strzeliła w stopę sędziom w SN, a następnie udała się na urlop.

Już po publikacji tego tekstu prof. Gersdorf niespodziewanie wróciła z urlopu.

Sypie się druga linia obrony SN

SN miał dwie linie obrony. Konstytucyjną - tę siłą złamało PiS na spółkę z prezydentem Andrzejem Dudą, gdy usunęli I prezes, choć konstytucja gwarantowała jej kadencję.

Drugą linią jest moralne umocowanie - jego obrońcy podnosili: sędziowie ci są nieskazitelni, uczciwi, przeszli weryfikację po 1989 r., więc wara od Sądu Najwyższego. Ta linia sypie się błyskawicznie, a Iwulski jeszcze tę erozję przyspiesza niezbornymi wypowiedziami i lawirowaniem. Sąd Najwyższy za sprawą Iwulskiego z każdym dniem traci moralne prawo do rozsądzania, nawet jeśli ma do tego podstawy prawne.

Jeśli faktycznie Iwulskiemu zależy na niezależności Sądu Najwyższego, to nie powinien on prosić prezydenta o możliwość dalszego orzekania w nim, ale jeszcze dziś złożyłby rezygnację z zasiadania w SN, by odejść w stan spoczynku.

Iwulski jest doskonałym sędzią, ale w kategoriach Piotrowicza 

Poseł PiS Piotrowicz grzmiał niedawno z mównicy sejmowej o konieczności "przemiany jakościowej sędziów, którzy będą ludźmi o mentalności służebnej wobec państwa i narodu". Nie powiedział o obywatelach, o zwykłym człowieku, ale o państwie. Patrząc na karierę sędziego Iwulskiego, który jest teraz dla PiS-u bardzo wygodnym wrogiem, to sędzia ten wykazał się w stanie wojennym "mentalnością służebną wobec państwa". A nie obywatela.

Faktem jest, że Iwulski wydawał wyroki w stanie wojennym. Obecnie sam mówi w wywiadach, że "na takie bohaterstwo [by odmówić sądzenia opozycjonistów] nie było go wtedy stać", a w ogóle to "sędziowie mają obowiązek stosować prawo" - także prawo stanu wojennego, więc je stosował. Ot wydawał wyroki, ale się nie cieszył. Wedle jego relacji starał się nie robić swoimi wyrokami krzywdy, ale "widać nie zawsze się dało". Czyli: Iwulski jako sędzia w czasach stanu wojennego wyżej stawiał brutalne państwo niż sprawiedliwość dla obywatela.

I tu można by zacytować kolegę Iwulskiego z SN - faktycznie szlachetnego sędziego - Stanisława Zabłockiego: "Sędzia o mentalności służebnej jest karykaturą sędziego". Iwulski jest taką "karykaturą sędziego", obciążeniem Sądu Najwyższego i wszystkich solidnych sędziów w nim zasiadających.

Ktoś musi powiedzieć wujciowi, że nie jest święty

A może ta tyrada ws. nieskazitelności sędziego jest oderwana od rzeczywistości i naiwna? Może jest tania, bo - co mówi Iwulski - odwaga potaniała, więc bardzo łatwo teraz oceniać czyjeś decyzje w czasach nieraz wymagających narażenia się, męstwa czy wręcz bohaterstwa?

Sięgnijmy do artykułu dzisiejszego rzecznika Sądu Najwyższego Michała Laskowskiego (dziś podwładnego Iwulskiego). Napisał on przed laty tekst o wymogu "nieskazitelności sędziego". "Czy próby interpretowania, definiowania i odnajdywania znaczenia wyrażenia 'nieskazitelny charakter' mają sens i jakąkolwiek doniosłość praktyczną? Wydaje się, że sens taki istnieje" - podkreślił. A w poincie dodał: "Niewystarczający samokrytycyzm sędziów i niedostateczne egzekwowanie zasad etycznych osłabiają zaufanie społeczne oraz podważają autorytet sędziów i sądów".

Iwulski samokrytyką nie grzeszy. Zachowuje się jak wujek na rodzinnym przyjęciu, który wstaje i oświadcza: "a ja mam nieskazitelny charakter". Wszyscy dookoła jednak wiedzą, jaki jest wujek, ale głupio im wypominać krewnemu historie z przeszłości. Z pobłażliwością i politowaniem tylko się uśmiechną.

Sędziowie Sądu Najwyższego i sam Józef Iwulski stają przed testem: czy są wystarczająco samokrytyczni, by powiedzieć wujciowi, że nie jest święty? Z kolei sam Iwulski po prawie 30 latach zasiadania w SN może go zdać tylko na jeden sposób: zdjąć togę, odłożyć łańcuch z wizerunkiem orła - złożyć rezygnację.

Od jakiegoś czasu na Gazeta.pl publikujemy opinie publicystów z różnych stron sceny politycznej - mamy nadzieję, że są dla Ciebie interesujące! Co o nich sądzisz? Weź udział w ankiecie. KLIKNIJ TUTAJ, aby odpowiedzieć na kilka krótkich pytań.

'Mam czas i chęci, ale jeżeli chodzi o prawo to ja mogę doczytać'. Tak wybierano ławników do Sądu Najwyższego