Pietrzak: "Po zajęciach sprzątałem wymiociny z pisuarów". Czy student powinien tak pracować?

Jestem na was zły, że nie chcecie odważnie mówić o tym, że konieczność łączenia studiów z pracą zarobkową jest męcząca, frustrująca i nie przynosi nam żadnych korzyści.

Od redakcji: We wtorek na stronie „Krytyki Politycznej” pojawił się tekst studenta Jakuba Pietrzaka „Kapitalizm jest obrzydliwy i doprowadza mnie do płaczu”. Momentalnie wywołał awanturę w internecie. Pietrzak napisał, że nie chce podejmować prekaryjnych prac, żeby utrzymać się na studiach. Wyśmiał też ich szumne nazwy, takie jak „master kanapkowy” czy „dekorator” (a więc ktoś, kto rozkłada towar za 11 zł za godzinę). „Nie chcę wykonywać bezsensownej, wyczerpującej, do tego nisko płatnej pracy – i nie mam zamiaru się tego wstydzić. Po zajęciach od razu biegnie się do pracy, a po pracy marzy już tylko o odpoczynku. Nie będzie z tego ani dobrych pracowników, ani twórczych naukowców, ani tym bardziej postulowanego od prawie trzydziestu lat społeczeństwa obywatelskiego”. Tekst wywołał tysiące postów, polemik i szydzących komentarzy (łącznie z tekstem w AszDzienniku). Pietrzak został oskarżony o to, że pogardza pracą i ludźmi, którzy muszą te prekaryjne zajęcia podejmować. Poprosiliśmy go o odpowiedź. 

*** 

Drodzy Komentujący i Komentujące! Kto z Was kiedykolwiek po zajęciach z estetyki wygrzebywał wymiociny z pisuarów, chociaż oficjalnie pracował tylko za barem? Kto dostawał za to 6 zł, z których potrącano mu jeszcze za rozlane przez przypadek cosmopolitana w tych cholernie niewygodnych kieliszkach? Kto siedział na dachach rozgrzanych słońcem, żeby godzinami nakładać papę i smarować ją lepikiem? Kto zeskrobywał tynki z zagrzybiałych ścian i wywoził sterty gruzu taczkami? Kto stał przy taśmie w Holandii, sortując cebulki tulipanów? Kto z Was kiedykolwiek musiał czyścić osrane kible w eleganckich biurach? Kto martwił się o ojca, któremu tarcza wyrwana ze szlifierki rozcięła tętnicę szyjną? Kto w końcu wieczorami przez cały okres liceum i pierwszy stopień studiów pomagał matce dorabiającej do etatu sales assistanta jako sprzątaczka?

Ja robiłem wszystkie z tych rzeczy i podejrzewam, że większość z Was też przez to przechodziła. Koleżanki i Koledzy, miałem okazję głośno powiedzieć, że nie chcę dłużej żyć w ten sposób. Nie chcę też, żeby ktokolwiek był zmuszony do takiego życia.

Łączenie studiów z pracą nic nam nie daje

Studia, opieka nad dziećmi, zajmowanie się starszymi rodzicami to też praca, za którą powinno się dostawać pieniądze. Tak uważam i jest to temat, który na podziwianym przez nas wszystkich Zachodzie nie budzi już tak wielkich emocji. Mój tekst był przerysowany, płaczliwy w formie, subiektywny, prosty, miejscami wyraźnie ironiczny i miał być iskrą do jakiegokolwiek intelektualnego pobudzenia.

Wypływał też ze szczerej złości, bezsilności i rozgoryczenia, które stają się emocjami coraz szerszych grup społecznych. Zbiegiem okoliczności w tym samym czasie Gazeta.pl opublikowała artykuły Rafała Wosia i Macieja Szlindera o bezwarunkowym dochodzie podstawowym, który w dłuższej perspektywie uwolniłby nas od przymusu ekonomicznego i zapewnił podstawowe bezpieczeństwo wszystkim obywatelom.

Stypendia rektorskie dla 10 proc. najzdolniejszych i systemy wsparcia socjalnego z coraz mocniej wyśrubowanymi kryteriami nie są żadną realną pomocą. Kiedy piszecie mi prywatne wiadomości albo rozmawiacie twarzą w twarz, to każdy przyznaje, że na tym etapie wolałby poświęcić się nauce i rozwojowi samego siebie. Chcielibyśmy chodzić na kursy, brać dodatkowe zajęcia, robić staże, realizować własne pasje, aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym. W komentarzach dotyczących mojego tekstu piszecie o rzekomej pogardzie dla pracowników, chociaż nie znajdziecie we mnie (ani w moim tekście) ani grama pogardy, bo byłaby ona pogardą dla własnej rodziny i samego siebie.

Jeśli odczuwam pogardę, to dla nieuczciwych pracodawców-czarusiów, którzy prostym zawodom nadają wyszukane nazwy. Czuję szczerą pogardę dla tej praktyki, bo wiem, że ma ona na celu jedynie mydlenie oczu, osładzanie gorzkiego życia i redukowanie społecznego niezadowolenia. A na Was czuję złość, że nie chcecie odważnie mówić o tym, że konieczność łączenia studiów z pracą zarobkową jest męcząca, frustrująca i nie przynosi nam żadnych korzyści. Czuję złość, że nie macie już nawet odwagi marzyć, a jeżeli ktoś się na to zdobędzie, to wgniatacie go w ziemię.

Plaża pod brukiem

Czuję się okropnie, że muszę teraz wygłaszać tak oczywiste rzeczy. Nie chciałem tego robić, ale kiedy dziś rano ktoś wysłał mi artykuł z ASZdziennika, który przedstawia całą sprawę jako żałosne płacze nieudolnego lewaka, to mimo oczywistej formuły tego portalu zwyczajnie poczułem złość. Anonimowego redaktora chciałbym poinformować, że moje dłonie przyzwyczajone są zarówno do pisania hasztagów na Instagramie, jak i trzymania 10-kilogramowego młota do burzenia ścian, a żołądek umocnił się najpierw przy sprzątaniu gówna, a teraz od jedzenia kilkudniowego spaghetti z koncentratu pomidorowego.

Przy okazji takich tekstów najcenniejsze są jednak zawsze te głosy, które wyrażają zrozumienie i wdzięczność za podjęcie tematu. Głosy osób, które znajdują się w podobnej sytuacji, ale nie mają możliwości czy śmiałości, żeby mówić o tym głośno. To moment, w którym chciałbym Wam podziękować i życzyć Nam wszystkim piękniejszej rzeczywistości. Miejmy odwagę marzyć, bo gdzieś pod brukiem jest plaża.

Zgadzasz się z autorem tekstu? A może masz inne zdanie na temat łączenia studiów z pracą? Napisz do nas: listydoredakcji@gazeta.pl

Jakub Pietrzak (1995) – studiował filozofię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i Warszawskim, gdzie zajmował się problematyką nowych podziałów społecznych, prekaryzmu i wykluczenia