Leszczyński: Opozycja przegrywa, bo nie potrafi się odciąć od III RP. Ale innego programu nie ma

Adam Leszczyński
Mentalne uwikłanie w III RP nie pozwala sformułować żadnego planu, który nie byłby powrotem do tego, co było. Opozycja z jednej strony mówi więc, że "były błędy", ale z drugiej wprost przyznaje, że jedyny program jaki ma, to odsunięcie PiS od władzy.
Jesteś w dziale Opinie portalu Gazeta.pl. Publikujemy teksty bardzo różne ideowo i zawsze wyrażają one poglądy autorów, a nie redakcji.

PiS znowu wygrał. Tym razem bitwę o sądy. Można oczywiście pocieszać się – jak robi to niestrudzony prof. Adam Strzembosz w "Newsweeku" – że sędziowie nie wszyscy ulegli, że Pierwsza Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf przyszła do pracy (zamiast przejść potulnie w stan spoczynku, wziąć odprawę i wyjechać na wakacje), że były protesty na ulicach. Pod sądami protestowało może kilka tysięcy osób, a na koncert the Rolling Stones przyszło kilkadziesiąt tysięcy. Może chodziło o to, że mamy wielu sędziów i wiele sądów, a Mick Jagger jest jeden i bywa w Polsce rzadko? W praktyce jednak dobrze to pokazuje polskie wybory. Nawet w inteligenckiej i raczej opozycyjnej stolicy nie udało się ściągnąć wielu ludzi na ulice do obrony demokracji. Nie ma się co pocieszać, że były to tysiące: z 37 mln Polaków pewnie ze 36 mln 980 tys. miało losy Sądu Najwyższego w niezbyt wysokim poważaniu, a w każdym razie nie na tyle wysokim, żeby w lipcowy wieczór wyjść z domu.

PiS postąpił w tej sytuacji racjonalnie i protesty zignorował, zachowując się tak, jak gdyby ich w ogóle nie było. Przegrani zaś rozeszli się do domów z poczuciem kolejnej demoralizującej porażki. Jak wiadomo, po klęsce następują rozliczenia, co w tym wypadku oznacza pełne rozgoryczenia narzekania na "przypadkowe społeczeństwo" (żeby zacytować nieśmiertelny bon mot dawno zapomnianej katolickiej posłanki, wsławionej brawurową operacją zdejmowania meteorytu z rzeźby papieża Jana Pawła II; kto nie wie, niech sprawdzi, posłanka była postacią barwną). Działacz KOD nawymyślał na fejsbuku młodzieży, która – jego zdaniem – nie docenia historycznych osiągnięć III RP i nie wie, komu zawdzięcza możliwość wyżycia się na „adventure-camps” w Nowej Zelandii.

Pisarka Kaja Puto wyjaśniła autorowi w „Krytyce Politycznej”, że młodzież nie jeździ do Nowej Zelandii, bo próbuje zarobić na kredyt na kawalerkę i że dorobek III RP jej generalnie nie porywa, bo w życiu jej się nie przelewa. Te argumenty można powtarzać, ale nie trafiają. - Nie wierzę w młodych. Popierają PiS i Kukiza. A jak nie popierają, to tolerują. A jak nie tolerują, to dają nogę w prywatność, bo myślą, że tam ich nie znajdą - mówi więc, w przerwach cicho zawodząc, pisarz Eustachy Rylski w "Wyborczej". Zrzędzenie starych na młodych ma tradycję sięgającą co najmniej Gilgamesza, trudno więc przypuścić, żeby tym razem wynikło z niego coś twórczego.

Zostanie krzyk, bo słowa się wyczerpią

Wypalenie opozycji widać w języku i w formule protestów. Aktorka Dorota Stalińska porównała w czasie niedawnego protestu niepełnosprawnych w Sejmie Straż Marszałkowską do hitlerowców wpuszczających gaz do komór gazowych. Trudno posunąć się dalej: jeśli rządzący rzeczywiście zrobią coś gorszego niż robią teraz, pozostanie tylko krzyk, bo słowa się wyczerpią. Równocześnie w "Kulturze Liberalnej" wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak przekonuje, że ludzie nie oczekują od opozycji programu, tylko pokonania PiS. - Kiedy jestem na spotkaniach w terenie, słyszę, że ludzie nie oczekują już odpowiedzi na pytanie, czy utrzymamy 500 plus i inne pozytywnie oceniane rozwiązania wprowadzone przez PiS, tylko: jak można tej partii odebrać władzę - mówi Siemoniak. To brzmi jak program na udaną kampanię wyborczą!

O młodych, którzy nie chcą chodzić na KOD, Siemoniak ma do powiedzenia niezbyt dużo: Mają jakąś swoją rzeczywistość. Natomiast są obywatelami Polski i powinniśmy ich skłaniać do tego, żeby, po pierwsze, w ogóle głosowali czy kandydowali, a po drugie, żeby oferta demokratyczna była dla nich interesująca.

W ramach demokratycznej oferty chce im zaproponować tańszy transport publiczny, co jest słuszne, ale bardzo niekonkretne. Nic więcej nie ma do dodania. Serio. "Mają jakąś swoją rzeczywistość" to najgłębsza obserwacja, jaką można tu znaleźć.

Salto opozycji

Pułapka opozycji polega oczywiście na dwuznacznym stosunku do III RP. Muszą bronić jej dorobku – bo nie chcą stracić tego elektoratu, który już mają, i który chodził na marsze KOD w obronie czasów minionych. Robią więc salto: niby mówią, że coś było źle, ale zaraz dodają, że w sumie był to wielki sukces, najlepsze 25 lat w dziejach Polski, i że musimy bronić naszych wielkich osiągnięć. Takie wygibasy nie są najskuteczniejszym przepisem na wiarygodność w oczach tych, których opowieść o sukcesie nie przekonuje.

Kłopot opozycji z przeszłością widać najlepiej na przykładzie kampanii Rafała Trzaskowskiego, walczącego niezbyt żwawo o prezydenturę Warszawy. Trzaskowski przyznaje, że afera reprywatyzacyjna w stolicy była i była skandalem. OKO.press przejrzało wypowiedzi kandydata na ten temat. Mówi, że "zło trzeba naprawić", ale równocześnie dodaje, że miasto nie miało podstaw prawnych do wypłacania odszkodowań lokatorom i o tym wypowiada się znacznie obszerniej niż o "naprawianiu". - Piłka jest po stronie większość parlamentarnej - twierdzi kandydat. W przekładzie na polski: zło się wydarzyło, nie do końca wiadomo, kto za nie odpowiada, bo nie ja, a miasto nic nie może zrobić. Czy potem jako prezydent rozłoży ręce i powie: "ja nic nie mogę, niech PiS w Sejmie to załatwi"? To prawie jak porywające, jak Siemoniak o młodych: "mają jakąś swoją rzeczywistość".

Wielki Historyczny Sukces

Mentalne uwikłanie w III RP nie pozwala sformułować żadnego planu, który nie byłby powrotem do tego, co było. Opozycyjni politycy i publicyści dokonują przy tym arcyzabawnej intelektualnej operacji. Z jednej strony mówią: "były błędy" oraz "musimy zaproponować coś nowego". Kiedy jednak przejdziemy na poziom konkretu, dowiemy się, że każdy błąd był nieunikniony i naprawdę pozostawał tylko efektem ubocznym Wielkiego Historycznego Sukcesu.

Każdy zaś nowy projekt – zwłaszcza z zakresu polityki społecznej - który byłby radykalnym zerwaniem z praktyką III RP, jest podejrzany, niewykonalny albo niemożliwy do sfinansowania. Wybudować dla ludzi tańsze mieszkania? W Polsce brakuje miliona czy półtora miliona mieszkań, może państwo może coś z tym zrobić? "Nie da się, za drogo, nie ma pieniędzy, nie ma gruntów, procedury trwają za długo, a co z tymi, co już wzięli kredyt, czy oni nie będą pokrzywdzeni, czy to będzie wobec nich niesprawiedliwe, bo przecież zapłacili Rynkową Cenę, a przecież populizm, a my nie popieramy populizmu, jesteśmy Partią Ludzi Odpowiedzialnych, którzy nie składają obietnic".

Oni serio tak mówią, nie żartuję. - Gorące dyskusje wokół poparcia przez nas 500 plus czy trzynastej emerytury biorą się z przekonania, że kto jak kto, ale my nie możemy składać pustych obietnic - mówi Siemoniak w wywiadzie dla "Kultury Liberalnej". Zaraz, zaraz: czyli poparcie 500 plus przez PO nie jest jeszcze przesądzone? Całkiem niedawno przewodniczący PO Grzegorz Schetyna obiecywał rozszerzenie go na pierwsze dziecko. Czy to oznacza, że 500 plus może jednak nie być, jak wygracie?

Tak, droga opozycjo: najlepiej nie składać żadnych obietnic poza odsunięciem PiS od władzy. Wtedy, kochani, zwycięstwo macie w kieszeni. Możecie chłodzić już szampana.

---

Adam Leszczyński jest reporterem i publicystą, przez wiele lat związany był z "Gazetą Wyborczą", potem współzakładał portal OKO.press. Jego ostatnia książka nosi tytuł "No dno po prostu jest Polska" i opisuje, jak Polacy (od zawsze) uwielbiają na siebie samych narzekać.

Od jakiegoś czasu na Gazeta.pl publikujemy opinie publicystów z różnych stron sceny politycznej - mamy nadzieję, że są dla Ciebie interesujące! Co o nich sądzisz?  Weź udział w ankiecie. KLIKNIJ TUTAJ, aby odpowiedzieć na kilka krótkich pytań.

'Mam czas i chęci, ale jeżeli chodzi o prawo to ja mogę doczytać'. Tak wybierano ławników do Sądu Najwyższego