Jacek Gądek: Dzień, który zmieni PiS. Na naszych oczach Mateusz Morawiecki staje się liderem prawicy

Jacek Gądek
Pewne było, że obóz PiS wycofa się z ustawy o IPN, która wywołała kryzys dyplomatyczny. Kluczowy jest jednak styl odwrotu i fakt, że Jarosław Kaczyński scedował na Mateusza Morawieckiego swoją moc sprawczą. Premier na naszych oczach wyrasta na lidera prawicy, a jednocześnie zacieśnia sojusz z prezydentem.

Sejm przyjął zmiany w noweli ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej zakładające odejście od przepisów karnych. Prezydent Andrzej Duda już ją podpisał. Nowela uchyla artykuły: 55a, który grozi karami grzywny i więzienia za przypisywanie polskiemu narodowi i państwu odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy, oraz artykuł 55b, który głosi, że ścigani mają być za to ludzie na całym świecie. Były to kluczowe paragrafy ustawy.

Ten dzień zmieni PiS. Cała machina władzy zadziałała po myśli premiera Mateusza Morawieckiego i to bez jednego publicznego piśnięcia sprzeciwu w szeregach władzy.

Mateusz Morawiecki poległ w Monachium, ale powstał w Warszawie

Opozycja gromi ekspresowy i depczący obyczaje tryb przepchnięcia przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN. Bezradność tej opozycji to jedynie marne tło dla chirurgicznej operacji przeprowadzanej przez Mateusza Morawieckiego. Jest ona pokazem sprawczości i skuteczności premiera - tak w polityce krajowej, jak i międzynarodowej. Pierwszym tak spektakularnym.

Mateusz Morawiecki nie miał rzeczywistego wpływu na wywołanie kryzysu dyplomatycznego wokół ustawy o IPN sprzed pół roku. Jednak zupełnie bez sensu zaognił ten konflikt swoją wypowiedzią w Monachium, gdzie stwierdził, że Żydzi też byli sprawcami Zagłady. Wówczas zamiast skupić się na dyplomacji dał się ponieść publicystycznej manierze. Gorzej już być nie mogło, ale szef rządu wyciągnął wnioski. "Co by tu jeszcze spi..., panowie? Co by tu jeszcze?" - można było cytować piosenkę Wojciecha Młynarskiego.

Zawarcie "pokoju" z Izraelem, a w konsekwencji także z USA, wymagało ciszy. Ostatnich parę miesięcy to właśnie polsko-izraelskie rozmowy w zaciszu i bardzo wąskim gronie - wprost to mówi prezes PiS. Morawiecki był spiritus movens całej tej operacji i parł do wygaszenia konfliktu w zamian za utrącenie ustawy o IPN. Nic by jednak nie wskórał, gdyby prezes nie scedował na niego swojej mocy sprawczej. Warunki "pokoju" z Izraelem ustalono za plecami tak ministrów, jak i posłów PiS.

Odwrót albo śmierć. Istota jednak nie w decyzji, ale w jej realizacji

Wygaszenie dyplomatycznego kryzysu z Izraelem i USA to jak do tej pory największy sukces Mateusza Morawieckiego w fotelu szefa rządu. Sukces to jednak taki jak sprawne wycofanie się ze ślepej uliczki i to jeszcze pod presją wszystkich dookoła. Mając do wyboru odwrót albo śmierć, wybrał odwrót. Istota jednak nie w decyzji, bo ta była oczywista, ale w jej realizacji.

PiS zachowało twarz, bo uzyskało od Izraela wspólną deklarację, w której antysemityzm potępiono na równi z antypolonizmem, a sprawstwo Holokaustu jednoznacznie przypisano hitlerowskim Niemcom. W narracji PiS ten dokument będzie fundamentem obrony przed zarzutami, że ulegli.

Sam Morawiecki przyznał, że "jesteśmy trochę poobijani, jak bokser na ringu też jest poobijany". Bez tej wspólnej deklaracji ekipa PiS byłaby jak bokser, który potykając się o własne nogi sam wybił sobie zęby, leży na ringu i twierdzi, że wygrał. Dzięki deklaracji może ogłosić, że zęby co prawda stracił, ale z ringu schodzi z honorem.

Kryzys dyplomatyczny można już uznać za zamknięty. Szkody jednak nie prysną i będą latami rzutować na postrzeganie Polski w świecie.

Mateusz Morawiecki dorasta do roli lidera obozu PiS

Nie sposób pominąć skutków dla krajowego podwórka. Widać, jak z miesiąca na miesiąc Mateusz Morawiecki dorasta do roli lidera obozu PiS. Gdy pół roku temu został premierem pisałem, że ma on unikalną zdolność przekonywania J.Kaczyńskiego do swoich racji i jego autentyczny szacunek czy wręcz podziw. Wczoraj i dziś te cechy się zmaterializowały już w realnej polityce.

Tydzień temu scenariusz zrealizowanej wczoraj operacji brzmiałby jak political fiction. To, że się zrealizował, dowodzi, że dziś pozycja premiera w PiS jest mocna jak nigdy wcześniej. Ale na tym nie koniec. W zabiegach o utrącenie ustawy o IPN wspólny interes mieli premier i prezydent Andrzej Duda. Morawiecki de facto otworzył Dudzie drzwi do Białego Domu - te, które od pół roku były przed nim zatrzaśnięte, bo USA uzależniały spotkanie z Donaldem Trumpem od pogrzebania ustawy o IPN.

Warto przypomnieć, że gdy w grudniu minionego roku Duda desygnował Morawieckiego na premiera, powiedział: Jest pan moim premierem, nie tylko będę za pana trzymał kciuki, ale w każdym momencie jestem otwarty na współpracę.

Dziś ten sojusz "dużego" i "małego Pałacu" jest dobrze widoczny, a prezydent ma wręcz dług wdzięczności wobec premiera. Sam Duda też wziął udział w operacji spiesząc się wczoraj z podpisaniem noweli.

Celem Morawieckiego nie jest to, by kogokolwiek przekonać

Jedynymi niezadowolonymi mogą być jastrzębie z obozu PiS - pokroju Macieja Świrskiego - i twardy elektorat tej formacji - na przykład środowisko "Gazety Polskiej". Najzagorzalsi byliby skłonni bronić dotychczasowej ustawy o IPN nawet kosztem izolacji Polski. Obóz PiS wykonując odwrót musi się zmierzyć z tym niezadowoleniem. A właściwie z własną narracją i propagandą prowadzoną przez niemal pół roku: ani kroku w tył, nie ulegniemy presji.

Teraz Morawiecki mówi na przykład: Mądrość etapu polega na tym, żeby rozumieć te realia międzynarodowe i my bardzo mocno właśnie w ramach realiów międzynarodowych działając, z naszymi sojusznikami amerykańskimi, europejskimi budujemy właśnie prawdziwą polską narracje.

Mateusz Morawiecki w Sejmie, Senacie, podczas konferencji i w wywiadzie dla TVP wspina się w ten sposób na szczyty swoich zdolności retorycznych, byle tylko uzasadnić, że cała ta półroczna awantura dała w sumie chwalebne skutki. Takiej tezy nie sposób udowodnić. Nie w tym jednak rzecz. Celem Morawieckiego nie jest to, by kogokolwiek przekonać. Celem jest dać argumenty zwolennikom PiS, by nie stali bezradnie wobec drwin. To się Morawieckiemu udało.

Z całej tej niepotrzebnej i druzgocącej dla państwa wojny dyplomatycznej Morawiecki wraca silniejszy, z nową generalską gwiazdką na ramieniu i karniejszym wojskiem pod sobą.

Mateusz Morawiecki podpisał deklarację premierów Polski i Izraela