Wójcik: PiS daje ulgi międzynarodowym korporacjom. Kto za to płaci? Najbiedniejsi

Polska stała się właśnie jedną wielką specjalną strefą ekonomiczną z ulgami dla międzynarodowych korporacji. To utrwala peryferyjność naszego kraju i jest całkowicie sprzeczne z tym, co zapowiadał Kaczyński.

W 2017 roku kilka zaprzyjaźnionych think tanków z Bułgarii, Czech, Węgier, Łotwy, Słowenii i Polski wydało raport "Uciekające podatki - czy firmy w Europie Środkowo-Wschodniej płacą uczciwą część podatków". Z polskiej strony autorem raportu był mający już wyrobioną markę Instytut Globalnej Odpowiedzialności.

Główną tezą raportu było to, że w krajach Europy Środkowej korporacje płacą nieproporcjonalnie niskie podatki w porównaniu z innym krajami rozwiniętymi. Tę peryferyjną słabość wobec międzynarodowych koncernów państwa Europy Środkowej odbijają sobie na własnych obywatelach - wprowadzają wysokie podatki pośrednie, które płacą konsumenci.

Rząd PiS zapowiadał odejście od peryferyjnej uległości wobec najsilniejszych rynkowych graczy. Ostatnie jego działania podatkowe pokazują, że zarzucił to zadanie. Przerobienie Polski na jedną wielką specjalną strefę ekonomiczną (a więc rozszerzenie zasad przydzielania ulg w specjalnych strefach na teren całego kraju) oraz przymiarki do nowej opłaty narzuconej na paliwa idealnie wpisują się w logikę krajów naszego regionu, którą krytykują środkowoeuropejskie think tanki.

Ulegli dla koncernów, twardzi dla obywateli

Według raportu wpływy z podatku od korporacji CIT stanowią w Polsce tylko niecałe 1,5 proc. PKB, tymczasem średnia OECD jest… dwukrotnie wyższa. Spośród wszystkich badanych krajów tylko w Czechach wpływy z CIT stanowią większą część PKB (ponad 3 proc.), niż wynosi średnia OECD. Na Węgrzech, Litwie i Słowenii wpływy te, podobnie jak w Polsce, są niższe niż 2 proc. PKB. Z czego to wynika?

Po pierwsze, administracje skarbowe krajów naszego regionu nie radzą sobie z kontrolami cen transferowych, dzięki czemu międzynarodowe koncerny mogą pozorować handel między swoimi oddziałami i sztucznie zwiększać koszty (a więc zmniejszać na papierze swój dochód, czyli też finalnie płacony podatek).

Po drugie, państwa Europy Środkowej bardzo ochoczo przydzielają inwestorom ulgi podatkowe. Choć w sumie przecież nie muszą, bo i tak przyciągają inwestorów zdecydowanie niższymi kosztami pracy niż na Zachodzie. Raport zaczyna się od przykładu Bułgarii, w której w 2015 r. 10 największych pod względem dochodów firm per saldo otrzymało więcej ulg podatkowych, niż wpłaciło do budżetu.

Natura nie znosi próżni, więc oczywiście ubytki z podatku korporacyjnego trzeba czymś zasypać. Kraje Europy Środkowej uzupełniają więc swoje budżety podatkami pośrednimi, a szczególnie podatkiem od towarów i usług (VAT). Czyli czynią to kosztem własnych obywateli, bo podatek VAT to podatek płacony przez konsumentów. We wszystkich krajach regionu udział podatku VAT w całości dochodów podatkowych jest wyraźnie wyższy niż średnia OECD.

Według danych Ministerstwa Finansów w 2017 r. w Polsce wszystkie podatki pośrednie (m.in. VAT i akcyza) stanowiły aż 65 proc. wszystkich dochodów budżetu państwa. Tak więc dwie trzecie budżetu naszego kraju jest finansowane z podatków pośrednich! Dlaczego to złe?

Po pierwsze, podatki pośrednie bardziej obciążają ludzi mniej zamożnych, którzy muszą wydać na konsumpcję (czyli na życie) niemal całość swych środków (jeśli zarabiasz 100 tysięcy miesięcznie, to na życie wydajesz tylko część, resztę możesz odłożyć i VAT od tego nie zapłacisz).

Po drugie, podatki pośrednie bardzo łatwo przerzucić na konsumentów - nawet jeśli formalnie miałyby one być płacone przez podmiot gospodarczy (tak się stało w przypadku podatku bankowego w Polsce).

Specjalne Strefy Optymalizacyjne

Niestety, obecna władza idzie dokładnie tą drogą. Sejm przyjął ustawę, dzięki której zasady przydzielania ulg dla inwestorów, które obowiązywały do tej pory w specjalnych strefach ekonomicznych (ok. 0,1 proc. powierzchni kraju), będą obowiązywać na terenie całej Polski. Przypomnijmy, że w SSE można uzyskać zwolnienie z podatku korporacyjnego CIT wysokości od 15 do nawet 50 proc. poniesionych nakładów inwestycyjnych lub dwuletnich kosztów pracy nowo zatrudnionych pracowników. Obecnie takie ulgi będzie można uzyskać w całym kraju. Możemy więc zakładać, że udział CIT w dochodach budżetowych będzie jeszcze niższy.

Rząd chce w ten sposób zwiększyć inwestycje prywatne w Polsce. Ale nie ma dowodów na to, że ulga w CIT skłoni przedsiębiorstwa do zwiększenia nakładów inwestycyjnych nad Wisłą. Przecież już teraz realnie płacony przez przedsiębiorstwa podatek CIT w Polsce w stosunku do PKB jest dwa razy niższy niż średnia OECD, nie mówiąc już o najbogatszych członkach tej organizacji. Gdyby niższy efektywnie płacony CIT miał być głównym czynnikiem wpływającym na inwestycje, już teraz firmy z Zachodu powinny do nas walić drzwiami i oknami.

Wielu komentatorów zwraca uwagę na to, że inwestycje w specjalnych strefach ekonomicznych to inwestycje, które i tak by powstały, ale skoro w SSE była jeszcze możliwość otrzymania ulg, to lokowano je tam. Tak więc ulgi powstałe w wyniku przyjętej właśnie przez Sejm ustawy będą w zdecydowanej większości wspierać inwestycje, które powstałyby tak czy inaczej.

Rządzący chcą też w ten sposób skłonić inwestorów do inwestycji w mniej rozwiniętych regionach Polski. Poziom ulgi (15-50 proc.) będzie większy przy lokowaniu inwestycji w regionach mniej zamożnych. Według "Mapy pomocy regionalnej na lata 2014-2020" np. w województwach lubelskim czy podkarpackim dozwolone są ulgi wynoszące 50 proc. nakładów inwestycyjnych, ale już w dolnośląskim czy śląskim - jedynie w wysokości 25 proc. Tylko że dokładnie te same przepisy obowiązują w SSE. A mimo to po latach funkcjonowania SSE wciąż jesteśmy krajem o bardzo dużych różnicach terytorialnych. Co więcej pomimo tak dużych różnic w przyznawanych ulgach inwestorzy i tak dużo częściej wybierali SSE w Krakowie czy Katowicach niż na ścianie wschodniej. Według raportu Portalu Samorządowego krakowska specjalna strefa ekonomiczna w 2015 r. zatrudniała 21,5 tys. osób, a starachowicka, która obejmuje głównie niezamożne miasta i gminy z województwa świętokrzyskiego, dawała pracę tylko 7 tys. Katowicka specjalna strefa ekonomiczna obejmująca jeden z najlepiej rozwiniętych regionów kraju, w skład której wchodzą tak bogate miasta jak Tychy czy Gliwice, zatrudniała 58 tys. osób. Tymczasem w warmińsko-mazurskiej specjalnej strefie ekonomicznej pracę znalazło jedynie 12 tys. osób. Na jakiej zasadzie rządzący myślą, że teraz będzie inaczej, skoro zasady przydzielania ulg będą takie same?

Tkwiąc na peryferiach

Ulga będzie proporcjonalna do wysokości nakładów finansowych, a więc im większa inwestycja, tym większa ulga. Najwyższe ulgi zgarną więc koncerny zagraniczne, które mają nad polskimi zdecydowaną przewagę kapitałową. Zresztą wystarczy spojrzeć na inwestycje w SSE - polski kapitał odpowiada tylko za 21 proc. wszystkich nakładów inwestycyjnych, które zostały wsparte ulgami w SSE. Tak więc zdecydowana większość ulg, których udzieliliśmy w SSE, trafiła do koncernów zagranicznych. Oczywiście to nic złego, że duże i rozwinięte technologicznie firmy z Zachodu inwestują w Polsce i tworzą miejsca pracy wysokiej jakości, zwykle dużo wyższej niż polskie. Pytanie tylko, po co jeszcze je wspierać, skoro i tak już dysponują przewagą nad naszymi firmami krajowymi.

W Polsce wciąż obowiązuje podwyższona podstawowa stawka VAT w wysokości 23 proc., wprowadzona jeszcze za PO, ale utrzymywana obecnie przez PiS. To jedna z wyższych stawek w Europie - przykładowo w Niemczech wynosi 19 proc., a w Holandii - 20 proc. Jeśli PiS chce skończyć z peryferyjnością Polski, przynajmniej pod względem podatkowym, powinien, zamiast rozszerzać ulgi inwestycyjne, zlikwidować SSE i przywrócić wcześniejszą stawkę VAT. Tymczasem rządzący właśnie przymierzają się do wprowadzenia kolejnego podatku pośredniego - opłaty emisyjnej, która w sumie zwiększy cenę paliwa o 10 groszy za litr. Jak każdy podatek pośredni uderzy ona w mniej zamożną część społeczeństwa. To mniej zamożni Polacy bardziej odczują wzrost ceny paliwa na stacjach, a także podwyższenie cen żywności spowodowane wzrostem kosztów transportu. Niestety ostatnie działania podatkowe rządzących układają się w przykry dla Polaków obraz - koncerny dostaną ulgi w CIT, a Polacy zapłacą więcej za paliwo i prawdopodobnie też żywność. Z wyrywaniem się z peryferyjności ma to niewiele wspólnego. 

Piotr Wójcik jest publicystą ekonomicznym, współpracownikiem Gazeta.pl, „Gazety Polskiej Codziennie” i REO.pl

---

Chcesz dać znać, co sądzisz? Nasi autorzy odpowiadają na komentarze. Zachęcamy do rozmowy!