Galopujący Major: PiS nie radzi sobie z protestem w Sejmie. Czmychająca posłanka symbolem?

- PiS nie potrafi sobie poradzić z protestem w Sejmie, bo podobnie zresztą jak większość polskiego społeczeństwa, postrzega niepełnosprawnych poprzez jeden wielki filtr stereotypu - pisze Galopujący Major.

Uchwycony przez Łukasza Rzepkę kadr posłanki Bernadety Krynickiej, czmychającej przed matką z dzieckiem na wózku, ma szansę stać się ikonicznym wręcz zdjęciem, idealnie podsumowującym stosunek „dobrej zmiany” do opiekunów niepełnosprawnych. Opiekunów, których, nie żadne tam trolle w sieci, ale sami posłowie empatycznej „dobrej zmiany” zdążyli już porównać do zwyrodnialców od żywych tarcz, publicznie szukali na nich paragrafów, tudzież po prostu chcieli wywlec z gmachu Sejmu.

Czy samo to zdjęcie stanie się ikoną protestów – nie wiem. Raz, że z ikonicznymi zdjęciami, tak jak z filmami, nigdy nic nie wiadomo, dwa, że jednak zdjęcie to dostaje do rąk obecna parlamentarna opozycja, a ta przecież, jak dostanie dwie kulki, to jedną popsuje, a drugą zgubi. W każdym razie pojawia się pytanie, dlaczego PiS tak bardzo sobie nie radzi z protestem kilkunastu osób, chociaż potrafił sobie radzić protestem rezydentów, nauczycieli, czy z omdlewającymi mieszkańcami Dobrzenia Wielkiego.

Zdziwienie na rządowej prawicy

Otóż, PiS nie potrafi sobie poradzić z protestem w Sejmie, bo podobnie zresztą jak większość polskiego społeczeństwa, postrzega niepełnosprawnych poprzez jeden wielki filtr stereotypu. I gdy dostaje niepełnosprawnego niestereotypowego, który zbyty wzruszeniem ramion, jednak nie odejdzie, czy raczej nie odjedzie, nie odkuśtyka, czy nie odpełznie, to się PiS zaczyna gubić. Dlaczego się gubi?

Po pierwsze, stereotypowy niepełnosprawny, tudzież jego opiekun, ma być potulną paprotką, którą można używać, przestawiać i głaskać w walce politycznej, a gdy się władzę przejmie, to paprotkę można postawić w kącie. Tym razem jednak opiekunom niepełnosprawnych nie zabrakło tego, czego choćby zabrakło nauczycielom i ZNP, a swoją podmiotowość zaznaczyli w sposób tyleż drastyczny, co niezwykle skuteczny. Jesteśmy tu i macie z nami rozmawiać – tego nikt się po tych „biednych ludziach” nie spodziewał, bo przecież skoro "biedni", to można ich w Polsce bezkarnie zadeptać.

Po drugie, stereotypowy niepełnosprawny, tudzież jego opiekun, ma być mało zamożny, bez kapitału kulturowego, ma być głupiutką gąską, która jedyne co rozumie, to zmiana pieluch. I tu nagle kolejne zdziwienie na rządowej prawicy, że ci ludzie są całkiem świadomi nie tylko prostych, politycznych sztuczek, ale także siły mediów, którą, jak zresztą każdy protestujący, wykorzystują (tak, tak) w swoim oporze. To nie jest już tylko gra do jednej, bramki Tuska.

Po trzecie wreszcie, stereotypowe ujęcie niepełnosprawnych determinuje stosunek do nich tylko w bieli, a więc tylko w ramach (zwykle pokazowego) współczucia. Nie można z nimi (ale też i z nich) pożartować, nie można się z nimi spierać, nie można im powiedzieć: „basta”. Nie są ludźmi, są pomnikami. Można im tylko współczuć. A skoro tak, to pełnosprawni, którzy jednak na coś zgodzić się nie chcą, nie znają żadnych narzędzi, aby swój sprzeciw, bez obrazy, w sposób merytoryczny wygłosić. I dlatego, po kolejnym odrzuceniu rządowej oferty, zostaje im tylko irytacja, wściekłość i uciekanie przed kobietami z wózkiem.

Zobacz też: