Sroczyński: Platforma rozdarta. Radykałowie chcą antykaczyzmu, normalsi chcą umiaru

Grzegorz Sroczyński
Najbardziej anty-PiS-owska część opozycji zaczyna traktować Platformę jak miękkie buły lub zdrajców. Schetyna musi to przetrzymać.

Dzisiejszy marsz Platformy pozornie jest bez sensu. Przecież nie ma powodu, żeby ludzie akurat teraz masowo wyszli na ulicę, gdy PiS nieco spuścił z tonu, a atmosfera grozy - przynajmniej na razie - się ulotniła. Słabiej słychać krzyki o końcu demokracji, nikt się nie podpala, mamy raczej w polityce nastrój gnicia i rozprzężenia, co na opozycyjne wiece nie przyciągnie setek tysięcy.

Po co więc Platformie dzisiejszy marsz? Z politycznego punktu widzenia właśnie teraz ma on sens. Platforma chce pokazać, że nawet bez dopalaczy (czyli nowych reform Ziobry albo wypowiedzi Kaczyńskiego) potrafi ściągnąć ludzi z całego kraju. Sto autokarów PO (plus trzydzieści KOD-u) to razem daje siedem tysięcy demonstrantów, kolejne kilka tysięcy pewnie dołączy (piszę ten tekst przed marszem). W polskich warunkach kilkanaście tysięcy osób na ulicach już jako tako wygląda. Schetyna ogłosi sukces, warszawski Ratusz poda, że manifestantów było dwa razy więcej, telewizja publiczna ogłosi, że dwa razy mniej, i każda strona dostanie dokładnie ten przekaz, którego oczekuje. Platforma więc PR-owo nic nie ryzykuje (nawet jeśli frekwencja nie będzie oszałamiająca), za to jasno może pokazać, że jest jedyną siłą opozycyjną, która potrafi wykrzesać coś z niczego. Pokazać nie tyle obywatelom, ile innym politykom opozycji: mamy struktury, które działają - albo dołączycie do nas, albo znikniecie.

Tajemnica Grzegorza Schetyny

Wszystkim publicystom, którzy wieszczyli koniec Schetyny (w tym mnie), powinno to dać do myślenia. Schetyna zasadniczo wygrał batalię o panowanie wśród opozycji. Jest to sukces godny głębszej analizy, bo jak to możliwe, że polityk z najmniejszym zaufaniem we wszystkich sondażach, nieobdarzony nadmiernym talentem medialnym, zaliczający masę wpadek, nielubiany we własnej partii potrafi utrzymać przywództwo, odbić swoją partię w sondażach i całkowicie zwasalizować głównego rywala, czyli Nowoczesną? Gdzie jest to „coś”, co ma Schetyna, czego na zewnątrz nikt nie widzi? Sądzę, że ten przypadek będzie kiedyś analizowany w podręcznikach politycznego PR-u i być może Schetyna zostanie ogłoszony politykiem najbardziej niedocenianym przez publicystów. 

Nie jest bowiem prawdą, że lepsze notowania PO to wyłącznie efekt wpadek PiS-u - najpierw ustawy o IPN-ie, potem nagród, teraz chamstwa wobec niepełnosprawnych. Schetyna dokonał równocześnie dyskretnej zmiany kursu. To widać choćby po tym, jak są redagowane platformerskie przekazy dnia (czyli SMS-y, które politycy dostają co rano, żeby wiedzieli, co klepać do kamer). Politycy PO zeszli z wysokiego C, przestali nam prawić kazania o „byciu strażnikiem demokratycznych wartości” i że „teraz musimy dawać świadectwo”, przestali wyrzekać na społeczeństwo, które nie rozumie, że tracimy demokrację. Oczywiście, takie popisy retoryczne jeszcze się zdarzają, ale akcenty rozłożone są inaczej. Można odnieść wrażenie, że politycy PO przestali recytować wstępniaki z „Gazety Wyborczej”, a zajęli się własnymi pomysłami (np. ujawnianiem rządowych nagród). Skuteczność widać w sondażach.

Platforma to miękkie buły!

Zejście z poziomu moralnego wzmożenia na bardziej racjonalny ma też oczywiście mniej korzystne konsekwencje - najbardziej anty-PiS-owska część opozycji zaczyna traktować Platformę jak miękkie buły lub zdrajców.

Frasyniuk mówi w TVN: „Szczerze powiedziawszy, Grzegorz Schetyna jest podobny do Jarosława Kaczyńskiego, tylko twierdzi, że ich prezes jest gorszy od naszego prezesa. Właściwie nie widzę tu żadnej różnicy”. Ta wypowiedź (odnosząca się do wystawienia przez PO Ujazdowskiego we Wrocławiu) pokazuje, że część pokolenia KOD-u, która uważa, iż mamy stan wojenny, a Kaczyński to Jaruzelski (tyle że gorszy), będzie na bardziej pragmatyczny kurs PO reagować fatalnie. 

To ogromny dylemat dla opozycji i cała trudność Schetyny. Wyborcy (a na pewno większość z nich, co widać w badaniach m.in. zleconych przez „Politykę”) mają dość histerii i obecną sytuację oceniają z dystansem. Uważają, że za PiS „nie jest ani lepiej, ani gorzej”. „Przyglądamy się, głupi nie jesteśmy” - tak można tę postawę podsumować (w poniedziałek na Gazeta.pl napisze o tym więcej Rafał Woś). O wyniku wyborów zdecydują głosy właśnie tych przyglądających się. Z kolei najwierniejsza klientela opozycji - np. ta chodząca na demonstracje - domaga się wzmożenia i uprawiania hardcore’owego antykaczyzmu od rana do nocy codziennie. Także główne media opozycyjne domagają się od swoich politycznych przedstawicieli nieustannego podbijania bębenka (czy to z powodu rzeczywistych przekonań dziennikarzy i naczelnych, czy też po prostu z powodu kalkulacji sprzedażowych).

Może ten beznadziejny Schetyna, na którym wszyscy stawiali już kreskę, jest obecnie jedyną osobą na tyle cyniczną, żeby między tymi rafami sprzecznych oczekiwań jakoś manewrować.

Więcej o: