Fejfer: "Biednym nie chce się ruszyć tyłka z kanapy". Jak zbić argumenty internetowych mądrali

Część osób utożsamia bezrobocie z siedzeniem na tyłku na kanapie. Najczęściej to jest ta część, która na bezrobociu nigdy nie była.

Pod wrzutkami „Magazynu Porażka” odnoszącymi się do kwestii rozwarstwienia raz na jakiś czas, nawet częściej niż rzadziej, zjawiają się jeźdźcy woluntaryzmu, by stwierdzić, że trzeba „ruszyć dupę z kanapy”. Oto jeden z przykładów takich komentarzy: „Nawet jeżeli tylko 5 procent sukcesu zależy od ciebie, to dalej daje to o wiele więcej, niż siedzenie na kanapie”. Na odpowiedź innego internauty, czyli moją, że żaden rozsądny inwestor nie wszedłby w przedsięwzięcie, które ma jedynie 5 proc. szansy na zysk, inny człowiek odpowiedział: „Ruszenie dupy z kanapy to nie jest wielomilionowe ryzyko”. Trudno jest mu odmówić słuszności, rzeczywiście ruszenie dupy z kanapy to nie jest wielkie ryzyko.

Ważniejsze jest tutaj coś innego – mianowicie sugestia, że wielu ludziom w Polsce żyje się kiepsko, bo są leniwi. Że zamiast wykazać się inicjatywą, po prostu siedzą i czekają, aż ktoś im da. I tutaj od razu wyobraźnia nam podsuwa wizerunek Seby, który przegryza chipsami tanie piwo. Oczywiście wszystko kupione z zasiłku.

Powyższy stereotyp został utrwalony w III RP przez lata reprodukowania ludowo-osiedlowych mądrości. Spróbuję się zatem z nim rozprawić. Jest to więc trochę tekst pasta, którego fragmentów zainteresowani internauci będą mogli używać w internetowych flejmach w godzinach nudnej i nikomu niepotrzebnej pracy, jaką w większości wykonujemy.

1. Bezrobotni nie siedzą na dupie

Spróbujmy się zastanowić, w jaki sposób – jak to mówią badacze – zoperacjonalizować „siedzenie na kanapie” czy też „siedzenie na dupie”. Część osób z siedzeniem na kanapie utożsamia bezrobocie. Najczęściej to jest ta część, która na bezrobociu nigdy nie była. No więc: jest to obraz fałszywy. Z samej swojej definicji osoba bezrobotna to osoba poszukująca pracy, a więc – jak moglibyśmy ją określić, używając korporacyjnego bełkotu – proaktywna.

Tutaj warto zrobić jedną dygresję. Praca w gospodarce rynkowej jest zawsze. Zawsze istnieje jakieś zajęcie, za które ktoś chce zapłacić. Na przykład ktoś jest w stanie zapłacić 50 zł za miesiąc sprzątania w swoim domu. Albo 20 zł za naprawę samochodu. Jednak hipotetyczny pracownik takiej pracy się po prostu nie podejmie, ponieważ – nie bez racji – uważa, że jego ruszenie dupy z kanapy jest warte więcej niż 50 zł miesięcznie. Płaca, za którą ktoś jest gotowy podjąć się pracy, nazywana jest przez ekonomistów płacą progową. Kształtują ją wyobrażenie o rynku pracy i płacach w gospodarce, koniunktura, warunki historyczne, poziom ochrony osób bezrobotnych czy w końcu portfel chłopaka, dziewczyny albo rodziców. Płaca progowa jest inna w krajach upadłych, gdzie brak zajęcia realnie może doprowadzić do śmierci głodowej, i inna w społeczeństwach zamożniejszych. A do takich społeczeństw, jeśli się patrzy z perspektywy planety, należy społeczeństwo polskie.

Część osób bezrobotnych pozostaje więc bez pracy pomimo tego, że hipotetycznie mogłyby odśnieżać chodniki za 2 zł od kilometra. Do tego dochodzą kwestie związane z wyobrażeniami o sobie jako pracowniku. Jeżeli w poprzedniej pracy byłeś analityczką danych i właśnie zastąpił cię algorytm, to trudno się podjąć pracy np. sprzątaczki. Nawet jeżeli to drugie zajęcie jest społecznie bardziej użyteczne niż analityk danych w korpo.

Bezrobocie jest więc okresem, w którym człowiek waży wartości: ekonomiczne, prestiżowe, ambicjonalne czy takie kwestie jak adekwatność zajęcia do wykształcenia. Najczęściej przyjmuje propozycję, która wydaje mu się optymalna.

Dla większości, którzy nie umościli się w klasie wyższej, bezrobocie jest też czasem srogiego zapieprzu: przeszukiwania ofert, wysyłania CV, pisania projektów, łażenia na upokarzające rozmowy kwalifikacyjne, wykonywania telefonów, rozmów ze znajomymi, robienia staży, z których często nic nie wychodzi. W międzyczasie owszem – siedzi się na kanapie. Ale, no cóż, bogaci też czasem siedzą na kanapie.

2. Na kanapie siedzą emeryci. I słusznie.

Znacznie bliżej stereotypowego „nieruszania dupy z kanapy” są osoby zdezaktywizowane zawodowo, a więc takie, które nie pracują i nie szukają pracy. Według GUS w Polsce jest ich ponad… 13 mln.

13 mln leniuchów? Nie. Ponieważ liczą się przyczyny bierności zawodowej. I tak: największą grupę osób biernych stanowią emeryci (6,5 mln), dalej są uczniowie i studenci (2,6 mln), osoby zajmujące się domem lub osobami zależnymi (1,7 mln),  chorzy (1,8 mln), ci, którzy są „zniechęceni, bezskutecznie poszukujący pracy” (0,46 mln), i osoby „poszukujące pracy, ale nie gotowe do jej podjęcia” (0,05 mln). To w tych ostatnich dwóch grupach możemy szukać osób „siedzących na dupie”. 0,5 mln w ogólnej liczbie 13 mln zdezaktywizowanych to co 26. osoba. Ale tu znowu nie jest tak prosto.

3. Osoby zniechęcone poszukiwaniem pracy to często ludzie chorzy

Badania przeprowadzone w USA wskazują, że u 14 proc. osób bezrobotnych krócej niż rok występują zaburzenia psychiczne (dla pracujących odsetek ten wynosił 6,6 proc., czyli był dwa razy niższy). U osób bezrobotnych powyżej roku ten odsetek wzrastał do 15,5 proc. Osoby długotrwale bezrobotne, czyli takie, które jeszcze szukają, ale stoją na progu dezaktywizacji zawodowej, to często ludzie pogrążeni w depresji, będącej chorobą. A choroba nie jest kwestią woli ani skazy charakteru; nie choruje się na cukrzycę z powodu lenistwa ani komuś na złość. Podobnie jest np. z chorobą alkoholową.

Ludziom zazwyczaj nie wiedzie się nie z powodu własnego lenistwa. Składają się na to setki subtelnie oddziałujących na siebie czynników, takich jak: rodzina (i jej pieniądze), etos pracy w środowisku, polityka państwa, system edukacyjny, koniunktura, zapotrzebowanie na konkretne umiejętności czy moment historyczny (niełatwo o dobrze płatną posadę w korporacji w czasie kryzysu).

4. Bieda utrudnia planowanie

Tu warta odnotowania dygresja. Z niezamożności wprost wynika problem z planowaniem. Okrojone zasoby to na przykład posiadanie kiepskich sprzętów gospodarstwa domowego: kiepskiego telewizora, kiepskiego laptopa, kiepskiego sprzętu grającego, kiepskiego telefonu. Każda z tych rzeczy – albo przynajmniej większość z nich – w każdej chwili może się popsuć. Z ograniczonymi zasobami nie kupuje się nowych przedmiotów z gwarancją (albo robi się to na kredyt), tylko naprawia się te, które się ma. To z kolei powoduje, że w naszych domach piętrzą się niestabilne prowizorki, których trwałość wisi na włosku. Ponieważ najprawdopodobniej nie dysponuje się oszczędnościami (bo nie ma z czego oszczędzać), to na naprawy pożycza się albo od znajomych, albo w parabankach.

Tak samo jest ze zdrowiem. Najczęściej jeśli jesteś biedny, to pracujesz w uśmieciowionej branży, więc zarabiasz godzinówki. Jeśli chcesz wziąć wolne, musisz się liczyć z uszczupleniem dochodu. Mniejszy dochód powoduje, że nie możesz spłacić zobowiązań lub musisz poświęcić coś uważanego przez klasę średnią za minimum godnego życia i zrezygnować np. z nowych butów, wizyty u dentysty czy piwo z przyjaciółmi. Najczęściej więc chodzisz do pracy chory. To z kolei naraża cię na błędy, z których nie jesteś rozliczany według prezesowskiego stylu – roczna odprawa i koledzy załatwią pracę w zarządzie podobnej spółki – tylko wylatujesz. Najprawdopodobniej nie masz zasiłku dla bezrobotnych, który dałby ci trochę wytchnienia (w Polsce zasiłek należy się kilkunastu procentom bezrobotnych).

To wszystko powoduje, że twoje życie to ciągłe stąpanie po polu minowym. W tak niestabilnym środowisku bardzo trudno o jakiekolwiek dalekie plany. Te wymagają zasobów ekonomicznych i możliwości okiełznania ryzyka związanego z podstawowym funkcjonowaniem.

Ludzie zamożniejsi bardzo często po prostu nie są w stanie tego pojąć, mylnie przypisując osobom biedniejszym lenistwo, ergo: siedzenie na kanapie. Również biednym pracującym. Nie rozumieją, że z bycia osobą niezamożną wprost wynika więcej pracy, gdyż każda czynność wymaga więcej kombinowania. Jeżeli jesteś (umiarkowanie) zamożny, możesz sobie zamówić meble z salonu i opłacić przewóz. Jeżeli jesteś niezamożny, kupujesz używane, ale musisz sam je przewieźć, a żeby to zrobić, musisz naprawić łatanego od półtorej dekady passata kombi w dieslu.

5. Bieda obniża inteligencję, która się przydaje w planowaniu kariery

Mało tego, istnieją dowody naukowe, że niewielkie zasoby same z siebie powodują obniżenie zdolności kognitywnych; od biedy po prostu głupiejemy. Dlaczego tak się dzieje? Składa się na to wiele czynników. Po pierwsze, stres powoduje zawężenie uwagi, rozkojarzenie i kłopoty z pamięcią. Po drugie, wynikają z niego złe nawyki: palenie papierosów i nadużywanie alkoholu oraz niezdrowa (czyli tania) dieta.

Pogorszenie się zdolności intelektualnych jest widoczne również wśród osób z wyższym wykształceniem, którym po prostu powinęła się noga.

6. Bogatych z siedzenia na kanapie nikt nie rozlicza

Trudno jednak wykluczyć, że istnieje jakaś grupa osób, którym naprawdę nie chce się ruszać dupy z kanapy i dlatego są biedni. Jednak ogólnie rzecz biorąc, procesy, które utrwalają biedę, są znacznie bardziej skomplikowane i zniuansowane, niż wydaje się to wielu apologetom nieograniczonej konkurencji.

Z drugiej strony: czy w siedzeniu na kanapie jest coś strasznego? Jestem w stanie przyznać, że zdarzają mi się takie momenty. Na przykład kiedy dostanę pieniądze z jakiegoś większego zlecenia, to po prostu siedzę na Facebooku, oglądam Netflixa i czytam książki. Wszystko na kanapie. A nie zaliczam się do najbogatszych w Polsce. Mało tego, jestem przekonany, że również multimilionerom zdarza się siedzieć na kanapie. Różnica między nimi i biednymi jest taka, że tych pierwszych – nawet jeżeli siedzą na dupie strasznie długo – nikt z tego nie rozliczy. Ci drudzy, nawet jeśli nie mają czasu na odpoczynek, ciągle są posądzani o siedzenie na dupie.

Kamil Fejfer – analityk rynku pracy, dziennikarz freelancer. Pisze o ekonomii, pracy, polityce społecznej, nierównościach oraz gospodarczych następstwach robotyzacji. Autor książki „Zawód”, twórca facebookowego „Magazynu Porażka” skierowanego do tych, którym nie wyszło, czyli do prawie wszystkich. Obecnie pracuje nad książką poświęconą kobietom na rynku pracy

Magazyn Porażka: Media kreują wyspy szczęśliwości, które dla wielu są po prostu nieosiągalne [NEXT TIME]