Engelking: PO znów brnie w konserwatyzm obyczajowy. Wyborcy liberalni mają tego dość

Może nie następne, ale jeszcze następne wybory wygra partia, która modernizację obyczajową obieca. I nie będzie to Platforma z Ujazdowskim na pokładzie.

Ktoś powiedział, że Jarosław Gowin i Kazimierz Ujazdowski mają taką zabawę: gdy jeden znajduje się w PiS-ie, drugi idzie do Platformy, następnie zaś - na odwrót. Dotychczas podobne skoki posłów były normalnym elementem politycznego spektaklu, a partia, do której dany przeszedł, z automatu zyskiwała w sondażach. Akces Ujazdowskiego do Platformy spotkał się jednak z oburzeniem, które pokazuje, że konserwatywny konsensus obyczajowy, w obrębie którego PiS i PO funkcjonowały, nie jest już konsensusem.

„Brutalna propaganda postaw homoseksualnych”

Zanim jednak wybuchło oburzenie, było miejsce na krótkotrwałą euforię. Kiedy Grzegorz Schetyna ogłosił, że Ujazdowski będzie członkiem gabinetu cieni Platformy i tejże partii kandydatem na prezydenta Wrocławia, część obozu anty-PiS zachwycała się, że wreszcie opozycja łączy się ponad podziałami. Zupełnie przy tym nie zauważono, że owe podziały, które można w imię wyższego celu przekroczyć, w kwestiach obyczajowych nie istnieją - i to nie wśród parlamentarnej opozycji, ale między opozycją a PiS-em.

Ujazdowski jest tego najlepszym przykładem. Był, jeszcze jako PiS-owiec, zwolennikiem umieszczania symboli religijnych w miejscach publicznych - to przekonanie zaś znakomicie łączy go z niegdysiejszym PO-wcem Stefanem Niesiołowskim. Zdarzyło mu się, jako PiS-owcowi, używać ciekawej konstrukcji słownej: „brutalna propaganda postaw homoseksualnych”. Cóż, jeśli chodzi o związki partnerskie, to wszyscy wiemy, ile Platforma w tej sprawie zrobiła, i nie trzeba w mózgu specjalnie dużo miejsca, by tę wiedzę przechowywać, bo nic nie zrobiła. W PiS-ie Ujazdowski gardłował za ochroną życia od poczęcia - to z kolei sprawa, w której Platforma lubi kluczyć, zaś ulubionym jej do kluczenia narzędziem jest zaniechanie. Starczy przypomnieć sytuację ze stycznia, gdy posłowie opozycji opuścili głosowanie nad obywatelskim projektem liberalizującym aborcję. Alicja Chybicka, poprzedniczka Ujazdowskiego na stanowisku kandydata PO na prezydenta Wrocławia, stwierdziła wówczas, że aborcja jest w projekcie tym traktowana jako nowy środek antykoncepcyjny, trójka członków PO zagłosowała zaś przeciw.

Jednak stwierdzenie, że Platforma w sprawach obyczajowych specjalnie się od PiS-u nie różni, a w Parlamencie Europejskim zasiada w tej samej frakcji co Viktor Orbán, nie jest niczym specjalnie odkrywczym. Ciekawsza jest burza, jaką wywołała kandydatura Ujazdowskiego, ujawnia ona bowiem modernizację, która do Polski właśnie przychodzi.

Zblatowanie państwa z Kościołem

Konserwatywna zachowawczość Platformy w sprawach obyczajowych, która wciąż trwa i której przejawem jest przejęcie przez tę partię Ujazdowskiego, świetnie sprawdzała się podczas rządów PO, kiedy była konsekwencją przyjęcia pewnego projektu modernizacji. Trafnie pisał o tym w „Ambarasie z polskością” Bartłomiej Sienkiewicz: PO, wygrawszy w kontrze do partii najbardziej prawicowej, „oparła się naciskom liberalno-lewicowych środowisk i mediów”, by się unowocześnić w kwestiach światopoglądowych. 

Nie było za Platformy wojny z Kościołem, nie było pogardy dla Polski spoza wielkich ośrodków, lecz było tejże sumienne zmienianie: orliki i aquaparki, autostrady, wszystko w myśl hasła wyborczego Tuska z 2011 r.: „Nie róbmy polityki, budujmy drogi”. A skoro robienie polityki poszło w odstawkę, bo istotniejsze stało się przemalowywanie Polski na żywsze barwy przy użyciu unijnych funduszy, to to, jakie kto ma poglądy, stało się nieistotne. O ile mieściły się one w granicach panującego od czasów SLD obyczajowego konsensusu opartego na zblatowaniu państwa z Kościołem. Gdyby Platforma wzięła Ujazdowskiego w swe szeregi w ubiegłej dekadzie, mało kto by protestował, że obyczajowo jest on konserwatystą. Ważne by było, żeby potrafił budować drogi.

Platformiana modernizacja Polski została jednak przez PiS wpisana w kontekst polityczny: drogi stały się polityczne, bo wraz ze Skarbem Państwa budował je Jan Kulczyk, sporo za wjazd na Autostradę Wolności liczący. Na tym politycznym gruncie PiS przeprowadził modernizację kolejną - wprowadzenie przywilejów socjalnych, za sprawą których wjazd na Tuskowe drogi stał się szerzej dostępny. Tak oto między PiS-em a Platformą dokonało się unowocześnienie Polski, niepełne jednak.

PiS-owskie nagięcie konsensusu w sprawach obyczajowych do prawej granicy tegoż obudziło bowiem głód na modernizację trzecią - obyczajową. To właśnie za sprawą tej potrzeby nieco blednie fakt, że Ujazdowski ma anty-PiS-owskie poglądy w sprawach takich jak reforma Trybunału Konstytucyjnego, nowelizacja sądownictwa czy wybór Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Żadne z tych przekonań publicznej debaty nie rozgrzewa.

Może nie następne, ale jeszcze następne wybory wygra partia, która modernizację  obyczajową obieca. I nie będzie to Platforma z Ujazdowskim na pokładzie.

PO jako szalupa ratunkowa

Tkwiąca w dawnym konserwatywnym konsensusie obyczajowym Platforma jest dziś bowiem nie wyścigowym jachtem, który się z PiS-em minie o głos, lecz szalupą ratunkową, na której wiosłują, prócz Ujazdowskiego, choćby Roman Giertych czy Kazimierz Marcinkiewicz. W 2011 r., w czasie dokonywania pierwszej wielkiej modernizacji, ich wiosłowanie mogło dać Platformie zwycięstwo: apetyt na zmiany w kwestiach aborcji czy sojuszu tronu i ołtarza nie był tak wielki jak dzisiaj i zbieranie rozmaitych prawicowców, by stanowili w PO konserwatywne skrzydło kolonizujące problemy, które winny być poletkiem PiS-u, było znakomitym pomysłem. Nie ulegało wątpliwości, że zaprotestują oni przeciw nieśmiałym i wprowadzanym pokątnie próbom modernizacji obyczajowej - choćby przeciw refundacji zapłodnienia metodą in vitro - ale w finale się tym próbom podporządkują. Co do wspomnianej refundacji, to PiS ją zlikwidował, a Kazimierz Ujazdowski, jeszcze w jego szeregach, swego czasu głosował nawet za karaniem więzieniem tych, którzy in vitro stosowali.

Wszystkie te kwestie podniósł Tomasz Cimoszewicz, do niedawna wiceminister środowiska w platformianym gabinecie cieni, z którego to wystąpił właśnie ze względu na kandydaturę Ujazdowskiego. Być może zachowanie Cimoszewicza jest najmądrzejszym politycznym ruchem kogoś z Platformy od dawna, odpowiadającym na oczekiwania, jakie mają wobec opozycji Polacy. Głównym z tych oczekiwań nie jest zaś wysiudanie PiS-u z tronu przez przejmowanie jego dawnych członków, jeżeli - zasiadłszy na tym tronie - w sprawach obyczajowych PO nijak się nie będzie od PiS-u różnić.

Platforma się z Ujazdowskim wyraźnie spóźniła, wykonując ruch, który zdałby egzamin dekadę temu - i dekadę temu faktycznie by PiS osłabił. Dziś pokazał, że w kwestiach, które debatę publiczną coraz bardziej rozpalają, niewiele się od PiS-u Platforma różni, a zatem partię rządzącą wzmocnił.

Więcej o: