Galopujący Major: Rząd nie musiał wydawać fortuny na Czartoryskich. Ale w fundacji był brat ministra

Gdyby PiS był partią antyelitarną, to zamiast wydawać pół miliarda złotych na elitarną arystokrację, po prostu uchwaliłby, że wybrane dzieła nie mogą opuszczać terenu Polski. No, ale wtedy fundacja, w której zasiada brat ministra, nie przytuliłaby 100 milionów euro.

Jeśli dobrze rozumiem całe zamieszanie z fundacją Czartoryskich, państwo polskie zapłaciło fundacji, w której zasiadał Maciej Radziwiłł, brat ówczesnego, PiS-owskiego ministra, blisko 0,5 miliarda złotych za kolekcję i tak dostępną w Polsce, a teraz wszyscy się dziwią, że pieniążki fundacji zostały przez nasze arystokratyczne elity chybcikiem przelane do fundacji w raju podatkowym.

Nie przypominać o zdrajcach i sprzedawczykach

Otóż ja się nie dziwię. I to nie dlatego, że gdy słyszę albo czytam potomków arystokracji, to zastanawiam się, czy ci ludzie w ogóle mają świadomość, na jak ogromnej krzywdzie ich dziadowie dorobili się tych fortun. I nie dlatego, że w Polsce mało kto podnosi problem potrącenia kosztów, które - niechby - PRL poniósł w utrzymywaniu, zabezpieczaniu, a czasami i restauracji wielu budynków i dóbr kultury, które teraz należą się panu X tylko dlatego, że jego ważny pradziadek został swego czasu spłodzony przez innego ważnego pradziadka.

I również nie dlatego, że arystokracja jako jedyna wyłączona jest z odpowiedzialności za przodków - każdemu w Polsce wypomina się ojca w UB, Wehrmachcie czy nawet PZPR, tylko arystokratom jakoś nie przypomina się o zdrajcach i sprzedawczykach, którzy ten kraj popchnęli na skraj przepaści. 

Ja się nie dziwię, bo od lat nie wierzę w żaden antyelitarny przekaz rządzącej prawicy. Gdyby PiS był partią antyelitarną, to zamiast wydawać 0,5 miliarda złotych na elitarną arystokrację, po prostu uchwaliłby, że dzieła wskazane rozporządzeniem ministra nie mogą bez jego wiedzy opuszczać terenu Polski, a każdy właściciel ma obowiązek je udostępniać publicznie, jeśli chce to odpłatnie. I rzekomy problem wykupienia kolekcji Czartoryskich byłby rozwiązany. No ale wtedy fundacja nie przytuliłaby 100 milionów euro.

Jacht, milionerzy i wieżowce

Jeśli PiS byłby partią antyelitarną, to PiS-owska fundacja nie kupowałaby jachtu za grube miliony tylko po to, by promować się wśród elitarnych skipperów i ich mecenasów, którzy po akcji z końmi z Janowa i tak Polską gardzą jako postsowiecką barbarią. Gdyby PiS był partią antyelitarną, już dawno nie miałby w swoim zapleczu milionerów z instytucji finansowych, PiS-owskie zaplecze nie budowałoby wieżowców w centrum Warszawy i wreszcie uchwalono by radykalnie antyelitarną ustawę reprywatyzacyjną.

Ale PiS antyelitarny nie jest. PiS jest tylko wściekły, że tak jak swego czasu Kuroń zajął Kaczyńskiemu krzesło na spotkaniu KOR, tak środowisko Unii Demokratycznej zajęło PiS miejsce na postsolidarnościowym Olimpie. I cała działalność polega na zrzuceniu tego środowiska z tronu tylko po to, by samemu na nim się rozsiąść. Bo „nam się to należy”, jak ostatnio zwykła mawiać Beata Szydło. Czy rzeczywiście należy? Cóż, o tym zdecydują wyborcy już wkrótce.

Fundacja Czartoryskich przekazuje państwu "Damę z gronostajem". Wartość zbiorów to 10 mld złotych

Więcej o: