Danecki: Nie bądźcie miłe, dziewczyny, bądźcie radykalne. Martin Luther King miły nie był

"Nie bądźcie takie radykalne" - słyszą feministki. "Schowajcie plakaty z cipkami, nie denerwujcie ludzi". Martin Luther King też słyszał, że ma być miły, a niemal każde z jego działań było oceniane jako szkodliwe dla sprawy. Tyle że byciem miłym nie da się wywalczyć społecznej zmiany, a krytyka to nie głos w debacie. To narzędzie pacyfikacji.

To nie tak, że da się wywalczyć społeczną zmianę byciem miłym. Spuszczenie z tonu, odejście od swoich postulatów, kapitulacja i kompromisy nic nie dadzą.

Za każdym razem po "czarnych protestach" czy po Manifach pojawiają się głosy mędrków, że "to szkodzi waszej sprawie", bo hasła są "zbyt radykalne", bo plakaty z cipką szokują "zwykłych ludzi" i mogą ich odstraszać. Te głosy można wsadzić bardzo głęboko w tyłek historii. Spasione misie zawsze będą karciły każdą osobę, która podniesie głowę, żeby walczyć o swoje prawa.

Przeczytaj także Broniarczyk do Kraśki: Przestańcie nas straszyć i pouczać na temat aborcji. Zacznijcie słuchać kobiet

Tylko jedna piąta Amerykanów popierała czarnoskórą mniejszość, która łamała segregację rasową w autobusach i siadała na miejscach dla białych. W 1961 roku 61 proc. Amerykanów twierdziło wręcz, że protestujący szkodzą integracji rasowej.

Nieestetyczna walka prześladowanych

W maju 1963 roku 37 proc. Amerykanów oceniało Martina Luthera Kinga źle. W sierpniu tego samego roku odbył się marsz na Waszyngton, w trakcie którego dr King wypowiedział słowa, które zainspirowały miliony ludzi na całym świecie do walki o swoje prawa – „miałem sen”. Tylko 23 proc. Amerykanów popierało ten marsz, a opinia o Kingu stawała się coraz gorsza. W 1966 roku zdecydowanie źle myślało o nim już 63 proc. Amerykanów.

Opinia publiczna nie lubi wichrzycieli. Jeśli ktokolwiek domaga się równości, respektowania swoich praw, wolności wyboru – musi się liczyć z oporem. Ci, którzy co dzień nie doświadczają dyskryminacji i nie muszą się obawiać o swoje zdrowie i życie, nie zrozumieją walki prześladowanych. Zawsze będzie niepotrzebna, zbyt radykalna, nieestetyczna.

W październiku 1964 roku prawie trzy czwarte Amerykanów zgadzały się ze stwierdzeniem, że skoro czarnoskórzy wyrazili już swoje oburzenie i pojawiły się pierwsze akty prawne spełniające część ich postulatów, powinni przestać demonstrować. Było to rok przed ustawą o prawach wyborczych, która ograniczyła dyskryminację Afroamerykanów przy urnie i cztery lata przed uchwaleniem „Fair Housing Act” uznawanego za zwieńczenie ruchu na rzecz zakończenia segregacji.

 

W roku, kiedy doszło do zamieszek w Stonewall Inn, które wskazuje się jako kluczowy momentu w historii walki środowiska LGBT o swoje prawa, 63 proc. Amerykanów uważało, że homoseksualiści bardziej szkodzą, niż służą społeczeństwu.

Sprzeciw liderów cudzej sprawy

Lamenty o zdrowy rozsądek to nie głos w debacie - to narzędzie pacyfikacji. Nic nie osiągniemy, jeśli będziemy mili dla prawicowych ekstremistów i fundamentalistów, możemy tylko stracić, bo oni nie cofną się nigdy. To nie jest kwestia debaty, prawa człowieka nie podlegają negocjacjom, stoją znacznie wyżej niż dobre samopoczucie publicystów, którym przeszkadza rysunek cipki na transparencie albo stwierdzenie, że aborcja jest OK.

„Popierałbym, gdyby...”, „jestem z wami, ale...” to nie głosy sojuszników, to nie życzliwa rada. To upupianie, próba odebrania budowanej na nowo tożsamości i przywrócenia sobie roli liderów cudzej sprawy. Nie będą Was lubili, jeśli się nie dacie, ale to nie tak, że możecie zrobić cokolwiek – oprócz zupełnego porzucenia sprawy – żeby zyskać sympatię, chociaż nawet wtedy nie ma co do tego pewności.

Jutro nie ma co liczyć na czyjąkolwiek sympatię, ale nie po to maszerujemy, żeby nas lubili. Trzeba pokazać nieludzkiej władzy, że ma się bać.Odwagi i nieustępliwości, jesteście po dobrej stronie historii. Ci, którzy lepiej wiedzą, jak miałybyście walczyć o swoje prawa, nie różnią się niczym od tych, którzy lepiej wiedzieli, jaki sen miał Martin Luther King i kiedy powinien o nim mówić.  

---

Kuba Danecki - kiedyś polityk, teraz mąż i ojciec. Z zawodu projektant, z wykształcenia judaista

Czarny Piątek w Warszawie. Timelapse przemarszu

Więcej o: