Pawłowski na sto dni Morawieckiego: Mieliśmy dostać od PiS technokratę, dostaliśmy radykała

Dyspozycyjność i radykalizm są najważniejszymi cechami premiera Morawieckiego. Nie szata wielkiego reformatora, w którą z każdym dniem trudniej uwierzyć, i nie poglądy ekonomiczne, których tak naprawdę nie znamy

Jak to się stało, że Mateusz Morawiecki, przez lata bankowiec i prezes zagranicznej firmy, były członek Rady Gospodarczej przy Donaldzie Tusku, człowiek, który do PiS wstąpił dopiero w marcu 2016 roku, w ciągu kilkunastu miesięcy wyrósł najpierw na najpotężniejszego wicepremiera, a następnie szefa rządu?

Jeszcze w październiku 2016 roku w wywiadzie dla „Polski The Times” Jarosław Kaczyński tak mówił o Mateuszu Morawieckim: „Poznałem go stosunkowo niedawno, przed wyborami. Zrobił na mnie wrażenie człowieka, który może coś w gospodarce zdziałać. Teraz będziemy weryfikować, czy jego pomysły będą wychodzić”.

Ledwie rok później, po exposé nowego premiera, prezes PiS stwierdził, że Morawiecki „to niezwykle zdolny człowiek, pewnie najzdolniejszy, jaki pojawił się w polskiej polityce po 1989 roku”. Trudno sobie wyobrazić, by podobne słowa Kaczyński skierował pod adresem kogokolwiek innego, czy to chwilowych faworytów – Beaty Szydło, Piotra Glińskiego, Andrzeja Dudy – czy wiernych od lat Mariusza Błaszczaka, Adama Lipińskiego lub nawet Joachima Brudzińskiego. Czym zasłużył sobie na takie pochwały akurat Morawiecki?

W poszukiwaniu poglądów

Jak dotychczas przyczyn łaski prezesa upatrywano w ekonomicznej wiedzy Morawieckiego i gospodarczych wizjach, które roztaczał przed Kaczyńskim. „Kiedy został wreszcie przedstawiony prezesowi, ten z miejsca się w nim zakochał” - mówił na łamach „Gazety Wyborczej” anonimowy działacz PiS. „Morawiecki nie plótł andronów, tylko rozrysował kompletną mapę drogową co, gdzie i jak trzeba zmienić, by rozbujać gospodarkę i znaleźć pieniądze na realizację naszych obietnic”.

To ekonomiczne wyjaśnienie ma jednak poważne luki. Przede wszystkim dlatego, że trudno powiedzieć, jakie są poglądy gospodarcze Mateusza Morawieckiego. W czasie pierwszego rządu PiS w latach 2005-07 Jarosław Kaczyński stery gospodarki oddał Zycie Gilowskiej, która kierowała się zasadą obniżania podatków i minimalizowania roli państwa. Co Morawiecki sądzi o tamtych pomysłach? W rozmowie z Rafałem Wosiem dla tygodnika „Polityka” mówił, że choć wierzy w wolny rynek, to jest „dzieckiem solidarności przez duże i małe »s«”. I krytykował obowiązującą jego zdaniem od 27 lat narrację, zgodnie z którą „państwo nie jest nam do niczego potrzebne, a rynki same powracają do stanu równowagi”. Ale zapytany o obniżkę podatków wprowadzoną za czasów Gilowskiej odpowiadał bez wahania: „Pierwszy okres rządzenia PiS to czas świetnej koniunktury, która dawała możliwość obniżenia podatków, i PiS jako partia zorientowana na obywatela z tej możliwość natychmiast skorzystało”. Parafrazując Dzierżyńskiego: dajcie mi decyzję, a uzasadnienie się znajdzie.

To nie koniec sprzeczności. Choć w rozmowie z Wosiem Morawiecki przyznawał, że jest zwolennikiem promowania popytu wewnętrznego przez zwiększanie redystrybucji, jednocześnie krytykował największy program redystrybucyjny własnego rządu. Również podczas pamiętnego spotkania z wyborcami w Bydgoszczy w lipcu 2016 roku mówił: „W dłuższej perspektywie to nam nie zbuduje PKB. Państwu bardziej niż konsumpcja potrzebne są inwestycje i oszczędności. A przypominam, że 500+ jest na kredyt. Zadłużyliśmy się o dodatkowe 20 mld zł, bo chcemy promować dzietność. Jesteśmy we własnym gronie i nie musimy mówić sobie tylko pięknych słów”.

W tym kontekście wypowiedziane w rozmowie z Wosiem twierdzenie Morawieckiego, jakoby jego poglądy gospodarcze „niewiele się zmieniły przez ostatnie 30 lat”, brzmi co najmniej groteskowo. I chyba nawet niespecjalnie zorientowany w sprawach gospodarczych Kaczyński to dostrzega. Ale nawet gdyby prezes PiS uwierzył w wybitne zdolności ekonomiczne Mateusza Morawieckiego, to przecież nie od razu musiał z niego robić szefa rządu. Przede wszystkim dlatego, że Morawiecki jako premier siłą rzeczy może poświęcić na sprawy ściśle związane z gospodarką o wiele mniej czasu. Od momentu objęcia stanowiska, zamiast zajmować się realizacją swojej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, gasi jedynie kolejne pożary – od ustawy o IPN, przez premie dla ministrów, po kupowanie czasu w konflikcie z Brukselą. Znów trudno przypuszczać, by Kaczyński nie wiedział, jak wygląda żywot premiera, i łudził się, że dopiero na tym stanowisku gospodarcze talenty Morawieckiego naprawdę rozkwitną.

Z daleka od centrum

Dlaczego więc Kaczyński powierzył premierowanie Mateuszowi Morawieckiemu? Powtarzane sto dni temu przez prominentnych polityków PiS deklaracje o konieczności skoncentrowania się na gospodarce, poprawie relacji z zachodnimi partnerami czy – jak mówił Jarosław Gowin na antenie TOK FM – „pokazania pięknej, jagiellońskiej twarzy Polski” były wyłącznie próbą uspokojenia nastrojów zdezorientowanego elektoratu partii. Nie wykluczam, że część, a może nawet większość autorów tych słów naprawdę w nie wierzyła. Ale nie sądzę, by wierzył w nie sam Kaczyński.

Dziś wszyscy, którzy obawiali się, że nominacja Morawieckiego przesunie PiS do centrum, mogą odetchnąć z ulgą. Przez kilka ostatnich miesięcy nowy premier regularnie udowadnia, że image bezstronnego technokraty, jaki wytworzył się wokół niego w ostatnich latach, niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Jego pierwszy wywiad po nominacji dla Telewizji Trwam i marzenia o „rechrystianizacji Europy” można było uznać za polityczną zagrywkę, próbę uwiarygodnienia się w oczach części elektoratu PiS. Jego wywiad dla „Gościa Niedzielnego”, w którym bez powołania się na jakiekolwiek dane stwierdził, że przemoc „pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”, można było uznać za wypowiedź niefortunną. Jego słynne słowa o żydowskich „sprawcach Holocaustu” wypowiedziane w Monachium – za błąd językowy.

Ale trudno już wytłumaczyć, dlaczego rzekomy technokrata publikuje w amerykańskim tygodniku „The Washington Examiner” artykuł, w którym polski wymiar sprawiedliwości opisuje jako sferę, gdzie „przysługi trafiają do znajomych”, „na rywali spada zemsta”, a „w przypadku najbardziej lukratywnie wyglądających spraw wręczane są łapówki”. Trudno wreszcie wytłumaczyć wizyty przy pomniku Brygady Świętokrzyskiej czy entuzjazm dla ustawy degradacyjnej, którą nawet ojciec premiera Kornel Morawiecki uznał za „spóźniony symbol i średnio potrzebny”.

Dyspozycyjny i sumienny radykał

Choć premier Morawiecki zrobił imponującą karierę zawodową w banku – nie jest bankowcem. Choć kończył studia ekonomiczne – nie jest ekonomistą. Choć skończył historię na Uniwersytecie Wrocławskim – nie jest historykiem. Choć lubi roztaczać wizje – nie jest wizjonerem. I choć od objęcia stanowiska przemawia niemal codziennie – nie jest też charyzmatycznym mówcą zdolnym porywać tłumy.

Jak pisałem w portrecie premiera opublikowanym w „Kulturze Liberalnej”, Morawiecki ma, co prawda, wielkie polityczne ambicje, ale jednocześnie jest politycznym naturszczykiem. Bardzo chciałby fundamentalnie zmienić Polskę i jest gotowy na radykalne kroki, by osiągnąć ten cel. Ale chyba sam nie do końca wie, w co ją zmienić i jak. Do tego potrzebny jest ktoś inny, ktoś taki jak... prezes Kaczyński właśnie.

Po stu dniach okazuje się, że to właśnie z jednej strony dyspozycyjność i sumienność, a z drugiej – radykalizm były najważniejszymi powodami nominacji nowego szefa rządu. Nie aura wielkiego reformatora, która z każdym dniem coraz bardziej blednie.

***

Łukasz Pawłowski jest sekretarzem redakcji i szefem działu politycznego tygodnika „Kultura Liberalna”. Twitter: @lukpawlowski

Komentarze (256)
Pawłowski na sto dni Morawieckiego: Mieliśmy dostać od PiS technokratę, dostaliśmy radykała
Zaloguj się
  • glencok

    Oceniono 70 razy 70

    Serio? Ktoś kto chociaż trochę obserwuje polską scenę polityczną wierzył że Morawiecki będzie prawdziwym premierem bez najgorszych naleciałości pisowskich i bez smyczy trzymanej przez Kaczyńskiego? Serio ktoś jest zaskoczony jego działalnością zgodną z linia partii wyprowadzania nas powoli z UE?

  • krynolinka

    Oceniono 63 razy 57

    Skoro dostaliśmy pana Mateusza to gdzie go można oddać ? Posiadam świeżutki paragon.

  • hamsterx

    Oceniono 55 razy 53

    a wydawało się że po szydło nie może Polaków już spotkać nic gorszego
    nie doceniamy pisu

  • lewyprawydlazabawy

    Oceniono 50 razy 50

    Teraz dopiero widać jak bardzo suweren umoczył głosując na PiS.

  • dawno.urodzony

    Oceniono 52 razy 48

    to jest Nikodem Dyzma na miarę XXI wieku..
    już niedługo się o tym przekonamy...

  • alex444444

    Oceniono 45 razy 43

    Ależ było wiadomo wcześniej, ze jest oszołomem. Z tym paru rzadkich wypowiedzi, kiedy jeszcze nikt go nie słuchał. Jedynym zaskoczeniem był kompletnych brak instynktu zachowawczego i minimalnej znajomości zasad dyplomacji.

  • ksks3

    Oceniono 42 razy 40

    No niestety trafiła nam się polityczna miernota z której zrobiono premiera. Tylko dlaczego ? Jak dobrze popatrzyć to Pis Nie ma nikogo lepszego I tu jest pies pogrzebany.

  • caius1

    Oceniono 37 razy 33

    To kim on jest było jasne od pierwszych dni jego premierostwa: zaczął od głoszenia konieczności rechrystianizacji Europy (i to do tego przez nazistowsko-katolistyczną obecnie Polskę).
    NiePiS

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX