"Respect us" nas kompromituje, brzmi jak pogróżka. To dowód, jak bardzo Polska zdziecinniała [OPINIA]

Puszczanie w świat oplandekowanych ciężarówek z pogróżkami "szanujcie nas" jest najlepszym dowodem na to, jak bardzo Polska zdziecinniała.

Jakby mało było wstydu, który odczuwamy jako obywatelki Polski, państwa obchodzącego Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych i legitymizującego udokumentowane zbrodnie przeciwko ludności cywilnej (a zwłaszcza przeciw mniejszościom narodowym: Żydom, Białorusinom, Ukraińcom) dokonane przez tychże żołnierzy; jakby mało było gniewu, frustracji, smutku, złości i wstydu, który odczuwamy w związku z antysemicką atmosferą rozpętaną w ostatnich tygodniach; musimy znaleźć miejsce na nową emocję - zażenowanie, ogromne zażenowanie, które wywołuje kampania#RespectUS. 

Co jest nie tak:

  1. Dojrzałe społeczeństwo nie wysyła ciężarówek z hasłem "respectUS" na europejskie drogi, bo nie musi się domagać szacunku od innych społeczeństw i zagranicznej opinii publicznej, jeśli wypełnia swoje zobowiązania wobec własnych obywateli, szczególnie tych należących do grup mniejszościowych, słabszych i wykluczanych, jeśli potrafi rozmawiać o własnej historii i konfrontować się z jej ciemnymi stronami. Co to w ogóle za pomysł, żeby - obrażając wszystkich dookoła i uprawiając politykę kłamstw i przeinaczeń na temat historii - histerycznie domagać się szacunku?
  2. Oburzające jest instrumentalne wykorzystywanie postaci takich jak Ludwik Zamenhof czy Irena Sendlerowa do uprawomocniania postaw, które były tym wielkim postaciom jak najdalsze. Przypomnijmy: rodzinne miasto Ludwika Zamenhofa do dziś nie potrafi uczcić jego pamięci i jest siedliskiem brunatnej przemocy, a Irena Sendlerowa i ludzie wraz z nią pomagający Żydom w okupowanej Warszawie wielokrotnie opowiadali o tym, jak wielkie niebezpieczeństwo groziło im ze strony Polaków. 
  3. Ciekawe, skąd autorzy akcji #RespectUS wzięli liczbę 100 tysięcy uratowanych przez Polaków Żydów. Ale nawet jeśli ta liczba miałaby cokolwiek wspólnego z prawdą, to dlaczego nie mówimy o innej liczbie - o tym, że 95 proc. żydowskiej populacji przedwojennej Polski zostało zamordowanych, a większość z tych, którzy ocaleli, ocalała na terenie ZSRR. Jest rzeczą haniebną licytowanie się na liczbę drzewek w Yad Vashem, jeśli przemilcza się - a nawet penalizuje specjalną ustawą - ukazywanie skali przemocy Polaków wobec Żydów w czasie wojny, oraz nie mówi się o tym, jak wielkim zagrożeniem dla osób pomagających Żydom byli ich polscy sąsiedzi. 
  4. Co najmniej ambiwalentne etycznie jest to, że polskie dyskusje o Holokauście koncentrują się na Polakach i polskiej pomocy, spychając w cień żydowskie ofiary. Nie pozwala nam to spojrzeć na ich doświadczenie i ich cierpienie. Dlaczego zamiast dyskutować o tym, jak strasznym wydarzeniem była Zagłada i pokazywać złożoność mechanizmów, które do niej doprowadziły i ją umożliwiły, skupiamy się na stałym domaganiu się uznania dla naszych cierpień i naszych zasług. 
  5. Trzeba może też przypomnieć, że żydowskie ofiary Holokaustu były obywatelami polskimi, takimi samymi Polakami, jak wszyscy inni, więc oburzające jest przedstawianie - znikomej i niewystarczającej - pomocy etnicznych Polaków polskim obywatelom pochodzenia żydowskiego w kategoriach nie wiadomo jakiej łaski.
  6. Być może moglibyśmy się powoływać na przesłanie Sprawiedliwych, gdybyśmy współcześnie, jako społeczeństwo, potrafili w sposób humanitarny i empatyczny zareagować na dziejące się na świecie kryzysy, ale jako państwo, które nie przyjęło żadnego uchodźcy, nie mamy moralnego prawa domagać się szacunku. 

Puszczanie w świat oplandekowanych ciężarówek z pogróżkami "szanujcie nas" jest najlepszym dowodem na to, jak bardzo Polska zdziecinniała.

PS. Nasz tekst powstał jako emocjonalny post na Facebooka, nie jest wyważoną wypowiedzą akademicką. Jest reakcją nie tylko na nieszczęsną akcję #RespectUS, ale szerzej  - na falę antysemickich wypowiedzi, historycznych przekłamań i wygodnych stereotypów zaciemniających, albo wręcz fałszujących historię Żydów i Polaków podczas II wojny światowej. Od tego typu wypowiedzi nasza sfera publiczna (i niepubliczna też) nigdy nie była wolna, ale nasiliły się one szczególnie w ostatnich tygodniach, w związku z nowelizacją ustawy o IPN. Co najbardziej alarmujące - fałszowanie, zaciemnianie i wypaczanie historii odbywa się teraz nie tylko przy poparciu najwyższych władz państwowych, ale jest przez nie inspirowane i praktykowane (wypowiedź premiera Morawieckiego). Wszystko odbywa się w 50. rocznicę wydarzeń marcowych, co stanowi ponury kontekst (a może pretekst?) dla podgrzewania antysemickiej atmosfery.

Pod naszym protestem podpisujemy się nie jako badaczki kultury polskiej, ale przede wszystkim jako zdenerwowane i zawstydzone obywatelki Polski. Gdybyśmy zdecydowały się nadać tej wypowiedzi charakter bardziej akademicki, bez wątpienia sięgnęłybyśmy po szereg publikacji naukowych, przywołałybyśmy obszerne cytaty oraz zastosowały cały niezbędny aparat bibliograficzny, materiałów naukowych, szczególnie publikacji mówiących o losach żydowskiej ludności Polski w czasie okupacji niemieckiej - na szczęście dla tych, którzy są zainteresowani najnowszą, skomplikowaną historią Polski i na nieszczęście dla tych, którzy chcieliby zachować dobre samopoczucie - nie brakuje.

Kornelia Sobczak i Weronika Parfianowicz są związane naukowo z Instytutem Kultury Polskiej UW.

Więcej o: