Zybertowiczowie: Tylko Kaczyński odważył się ugryźć żubra w tyłek. I warto pytać dlaczego

Dlaczego to właśnie Kaczyński potrafił - by przywołać słowa Jarosława Rymkiewicza - ugryźć żubra w tyłek? Dzięki jakim swoim umiejętnościom to potrafił i jakie okoliczności społeczne na to pozwoliły? - pytają Katarzyna i Andrzej Zybertowiczowie w naszym cyklu "Co z tym Miastkiem?"

Od redakcji: Wyborcy PiS przemówili. Dzięki badaniom socjologa Macieja Gduli w Miastku dowiedzieliśmy się, że są oni inni, niż malowały ich liberalne media – cenią demokrację, mają udane życie i nie znoszą pouczania (tu znajdziecie wywiad z Gdulą "Rewolucja kontrabasistów", a tutaj – cały raport z badań socjologicznych w Miastku). W naszym cyklu "Co z tym Miastkiem?" publikowaliśmy już głosy polityków: Trzaskowskiego, Lubnauer, Zandberga, Śniadka i Biedronia

  • Dziś oddajemy głos Katarzynie i Andrzejowi Zybertowiczom, małżeństwu socjologów, którzy są zwolennikami „dobrej zmiany” (ich tekst poniżej).
  • Jutro cały cykl podsumuje Maciej Gdula, autor badań. 

Zapraszamy do komentowania i do dyskusji.

***

Zybertowiczowie: A może Kaczyński ma rację? Przyjmijcie to choć na chwilę

Rozważcie taką oto możliwość: a może ta władza dobrze służy Polsce? Może dobra zmiana jest dobra, gdyż obecna władza nie tylko rozumie kod kulturowy naszego kraju – historyczne, w tym religijne, głęboko zakorzenione źródła naszej tożsamości – lecz także trafnie diagnozuje kryzys Europy i cywilizacji Zachodu w ogóle oraz próbuje przebudować państwo polskie tak, by potrafiło się zatroszczyć o potrzeby zarówno tych samodzielnych, sprawnych obywateli, jak i najsłabszych w obliczu zamętu, w którym zdaje się pogrążać dzisiejszy świat.

Rozważcie, prosimy, możliwość, że wyborcy i sympatycy obozu dobrej zmiany jakoś to wszystko wyczuwają. I dlatego właśnie – poza innymi przyczynami, o których słusznie mówią badacze Miastka – poparcie dla rządów PiS znacząco przekroczyło poziom z wyborów 2015 roku. Że dzieje się tak dzięki temu, iż władza ta jest przez wiele osób i środowisk postrzegana jako potrafiąca łączyć ekonomiczne konkrety (z programem 500+ na czele) z troską o potrzeby symboliczne. Że w odczuciu wielu skutecznie łączy wymiar interesów (np. walka z mafiami VAT-owskimi) z wymiarem wartości.

Do kogo się zwracamy?

Kogo zachęcamy do rozważenia możliwości zarysowanej powyżej? Najpierw samych autorów raportu „Dobra zmiana w Miastku”, czyli socjologów z zespołu dr. Macieja Gduli, następnie komentatorów, którzy wypowiedzieli się w ramach dyskusji na Gazeta.pl: Roberta Biedronia, Katarzynę Lubnauer, Rafała Trzaskowskiego i Adriana Zandberga. Wreszcie zwracamy się do pozostałych osób zainteresowanych poważną rozmową o Polsce. Nie musimy się zwracać do posła Janusza Śniadka, który badania na łamach Gazety.pl także skomentował, bo to, co tu piszemy, on wie albo wyczuwa doskonale.

Darmowe lunche nie istnieją

„Celem badania było zdobycie pogłębionej wiedzy o źródłach poparcia dla PiS, które utrzymuje się dziś na poziomie przekraczającym wynik wyborczy tej partii” – pisze Maciej Gdula we wstępie do raportu z Miastka. Z wypowiedzi Gduli w mediach i tekstów wskazanych wyżej polityków-komentatorów wynika, że badania te poza celem poznawczym miały także cel praktyczny: tak rozpoznać źródła faktycznego (nie zaś stereotypowo i często obsesyjnie deklamowanego) poparcia dla PiS, aby – uzyskawszy kontakt z faktycznymi wyobrażeniami wyborców – w trybie demokratycznym odbić władzę z rąk PiS. Taki cel praktyczny (i samych badań, i debaty wokół nich) nie jest niczym zdrożnym. Dobrze, gdy wiedza uzyskiwana przez nauki społeczne ma zastosowania praktyczne. W tym właśnie jednak kontekście warto zauważyć to, czego zresztą raport nie ukrywa: badanie „sfinansowane zostało przez Fundację im. Friedricha Eberta, a koordynowane było przez Instytut Studiów Zaawansowanych”; Instytut także obficie finansowany z zagranicy. Diagnoza ma zaś pomóc „w formułowaniu alternatywy dla obecnych rządów i refleksji nad innym kierunkiem zmian w naszym kraju” (s. 4 raportu).

Korzystanie z zagranicznego finansowania badań w wolnym, demokratycznym społeczeństwie nie musi być niczym zdrożnym, ale warto uzmysłowić sobie, że – ponieważ darmowe lunche nie istnieją – mocodawca może wywierać wpływ na założenia badawcze. Zarówno na te przez badaczy uświadamiane, jak i nieuświadamiane. Wytykając innym uwikłania (nazwijmy to tak) metapoznawcze, nie ukrywamy swoich: tak, oboje jesteśmy sympatykami dobrej zmiany (widać to np. w naszych tekstach ogłaszanych w tygodniku „Sieci”). Mamy też świadomość ograniczenia przez własne schematy myślowe filtrujące rzeczywistość. Naiwne i nieuczciwe byłoby zarzekanie się, że kibicując obecnej władzy, można się jednocześnie wypowiadać absolutnie obiektywnie.

Godność ważniejsza niż klasa

Nie ma nic niewłaściwego w skorzystaniu z ramy interpretacyjnej, jaką jest teoria klas społecznych francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu. Jednak ta teoria – jak i każda inna – ma ograniczony zakres stosowania. W polskiej sytuacji wydaje się, że czynnikiem warunkującym wiele postaw społecznych w stopniu nie mniejszym (a niekiedy w znacznie większym) od klasowego są motywy solidaryzmu narodowego. Ze względu na specyfikę polskiej historii to, co symboliczne – tożsamościowe, godnościowe – często bardziej motywuje ludzi niż zróżnicowanie dochodów i wykształcenia (główne motywy teorii Bourdieu). Perspektywa solidaryzmu narodowego jako główna rama interpretacyjna nie odpowiada jednak środowiskom polityczno-kulturowym, z którymi badacze Miastka są związani. Chociaż w streszczeniu badań czytamy, że „dzisiejsze poparcie dla PiS-u silnie wiąże się (…) także z wizją wspólnoty, jaką oferuje swoim wyborcom partia Kaczyńskiego”, to motyw ten nie został w badaniu poddany bliższej eksploracji. „Przeprowadzone badania biograficzne pokazują, że wyborcy PiS-u w różny sposób opowiadają o swoim życiu i w różny sposób budują swoją wizję świata” (s. 3 raportu; kursywa dodana). Może wystarczy powiedzieć sobie, że wyborcy popierający dobrą zmianę po prostu są różni. Można to zresztą wyczytać, przyjrzawszy się osobowościowej palecie przywódców obozu Zjednoczonej Prawicy. Jeśli pominiemy samego Jarosława Kaczyńskiego, to zobaczymy osobowości publiczne i temperamenty intelektualne tak różne, jak: Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński, Piotr Gliński, Jarosław Gowin, Marek Kuchciński, Antoni Macierewicz, Beata Szydło i Zbigniew Ziobro.

Może zarówno racjonalni krytycy PiS (choć zdaje się, że tych jest jak na lekarstwo), jak i hodowcy anty-PiS-owych fobii spróbują się zastanowić, jaki komunikat przesyłamy wyborcom przez sam fakt takiego charakterologicznego zróżnicowania przywódców dobrej zmiany? Może w tej palecie osobowości jest część odpowiedzi na pytanie raportu: „Co łączy dziś wyborców PiS-u?”. Wspólna wizja Polski. Inna od teorii i praktyki III RP wiara w Polskę, wiara mająca także źródła religijne.

Dlaczego Kaczyński ugryzł żubra?

My, badacze, mamy nierzadko poczucie, że lepiej rozumiemy „obiektywne” uwarunkowania życia osób badanych. Gdula w swoim raporcie używa pojęcia nowego autorytaryzmu. Diagnozuje neoautorytarny typ sprawowania władzy, w którym „bardzo ważne są relacje, w jakie publiczność wchodzi z liderem i organizowanym przez niego dramatem politycznym. W dramacie tym publiczność uczestniczy w różnych rolach – ofiary, dumnego członka wspólnoty narodowej czy człowieka twardych zasad moralnych” (s. 3-4 raportu). W wymiarze metodologiczno-teoretycznym taki ogląd badawczy jest dopuszczalny, jednak w planie debaty politycznej widać tu skażenie narracją wyższościową. Rodzi to interpretację nie tylko wątpliwą (w sensie trafności empirycznej), ale też przeciwskuteczną obywatelsko, zamykającą szanse na dialog z wyborcami PiS owocujący zbliżeniem horyzontów.

Redakcja Gazety.pl pisze, że dzięki badaniom zespołu Gduli „wyborcy PiS przemówili”. Ale dla niżej podpisanych mówią od dawna, mówią przez cały czas. Na setkach spotkań w Klubach Gazety Polskiej, na dyskusjach Rodziny Radia Maryja, na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam, w TV Republika, w listach do redakcji „Sieci” i w uwagach kierowanych bezpośrednio po naszych felietonach.

Z naszych „obserwacji uczestniczących” wynika, że zwolennicy dobrej zmiany nie traktują tego, co się dzieje w kraju (na świecie też) jako przedstawienia, odgrywania ról. Nie wcielają się w role „dumnych członków wspólnoty narodowej” albo ludzi „twardych zasad moralnych”, jak opisuje ich Gdula. Oni po prostu czują, że są takimi ludźmi. Nawet jeśli czasem można stwierdzić, że – jeśli spojrzy się na ich postępowanie – bardziej się jak oni czują, niż faktycznie nimi są. Nie wiemy jednak, jak wyglądają proporcje, nie znamy wiarygodnych badań stosunków między odrywaniem ról a życiem samym.

W rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim Gdula celnie zauważa: „Prawica unika mówienia o klasach, bo poparcie dla siebie organizuje wokół narracji o narodowej wspólnocie. Liberałowie też nie chcą mówić o różnicach klasowych, bo to im pachnie socjalizmem i podkopuje kapitalistyczną obietnicę, że przypływ podnosi wszystkie łodzie. A lewica – mam wrażenie – chciałby znieść klasy społeczne, zanim one w ogóle zostaną ujawnione. Kaczyński potrafi kształtować swoich wyborców, ma ogromną moc kulturotwórczą”. Gdula nie idzie jednak dalej, by spytać: a jakie są źródła tej mocy? Dlaczego to właśnie Kaczyński potrafił – by przywołać słowa Jarosława Rymkiewicza – ugryźć żubra w dupę? Dzięki jakim swoim umiejętnościom to potrafił i jakie okoliczności społeczne na to pozwoliły?

Raport z Miastka dużo mówi o… badaczach

Adrian Zandberg w Gazeta.pl celnie punktuje raport Gduli: „Wyborców PiS ma łączyć »neoautorytaryzm« – chęć górowania nad dawnymi elitami i nad słabszymi. Tylko czy podobnej historii nie da się opowiedzieć o rządach PO? Bezwzględny Tusk zamyka Kaczyńskiego w klatce wiecznej opozycji. Dla jego fanów wyborcy PiS to wariaci wierzący w spiski, mohery i kibole. Z satysfakcją patrzą, jak ośmiesza bezradnego Kaczora. Oni, nowocześni i europejscy, mogą triumfować nad moherami i homo sovieticusami. A kiedy Tusk rozprawia się z tą tłuszczą – spokojnie się bogacić. Czy tamte poczucie wyższości i pogarda to też »neoautorytaryzm«?”.

Tytułowy dla raportu wątek neoautorytaryzmu – bez wątpienia pasujący nie tylko do oczekiwań sponsora badań, ale też stylu myślenia środowiska badaczy – nie został pogłębiony. Nacisk na wielką osobistą rolę Kaczyńskiego jest z tym wątkiem spójny, choć słabo się godzi z klasycznym dla myśli lewicowej podkreślaniem sprawczej funkcji mas ludowych i sprowadzaniem nawet najwybitniejszych jednostek do roli jedynie wyrazicieli, swoistych egzekutorów szerszych trendów historycznych.

Raport Gduli nie tylko przybliża mentalność społeczności małego miasteczka w Polsce, lecz także odsłania fragmenty mentalności samych badaczy i zdradza ich niepokój. A dokładniej strach przed Kaczyńskim umiejętnie „obsługującym różnorodną publiczność”. Cokolwiek by wyznali respondenci z Miastka, to przecież wiadomo, że lider Prawa i Sprawiedliwości niczym Machiavelli „klasie ludowej, dla której nie ma miejsca w społeczeństwie klasy średniej, oferuje udział we wspólnocie narodowej. Umiejętnie podsyca podmiotowość ofiary i angażuje ludzi obietnicą rozliczenia sprawców. Aspirującym daje poczucie moralnej wyższości. Dla wszystkich rozgrywa konflikt z elitami i buduje poczucie godności przez wyznaczanie słabych grup, wobec których można poczuć się silnym”. To wszystko potrafi jeden człowiek!

Ale czy taki wniosek bezpośrednio wyłania się z badań? We fragmentach wypowiedzi respondentów, które przytoczono w raporcie, nazwisko Kaczyńskiego nawet nie pada. Za to w różnych kontekstach (często jako tzw. złe przykłady) przywoływane są nazwiska polityków PO. Badania jakościowe mają swoją specyfikę. Czasem więcej w nich ogólnych interpretacji niż twardych danych łączonych w korelacje. W jakimś sensie jest też naturalne, że system wartości i poglądy badaczy wyraźniej odciskają się na sposobie interpretowania czy ujmowania problemu.

Zespołowi Gduli nie wystarcza wyjaśnianie dynamiki zjawisk społecznych w Polsce w kategoriach populizmu. Ale czy metafora neoatorytaryzmu (redukowanego do osoby jednego przywódcy) nie jest oznaką pewnej bezradności badawczej? Nie ma tu całej formacji polityczno-kulturowej, całego Archipelagu Polskości, który sięgając daleko poza PiS i jego aparat, umożliwił w roku 2015 dwa zwycięstwa wyborcze.

Warto dodać, że raport sygnalizuje pewną ograniczoną „racjonalność” neoautorytaryzmu. Dzisiejsza pluralistyczna – powiedzmy wprost: kakofoniczna i fake newsowa – przestrzeń komunikacji społecznej sprawia, że „zwykłe” kompetencje poznawcze (np. posiadanie wyższego wykształcenia) nie wystarczają do radzenia sobie z infozgiełkiem, infoprzeciążeniem. I wtedy rozsądne (choć, oczywiście, może to być niebezpieczne) staje się poleganie na opinii kogoś innego – np. przywódcy politycznego.

A może to neopatriotyzm?

A jaki byłby przekaz raportu z Miastka, gdyby zamiast neoautorytaryzmu ukuć i propagować formułę „neopatriotyzm”? Metafory nie są niewinne, ich siła polega m.in. na ukierunkowaniu naszych skojarzeń. Czy jednak ciągi skojarzeń niesione przez słowo „neopatriotyzm” odpowiadałyby mocodawcom i odbiorcom badania?

Gdy przedstawiciele opozycji wypowiadają się rzeczowo (także w dyskusji o Miastku), to ich poszczególne wypowiedzi niejednokrotnie są celne. Ale nie mają projektu politycznego, który potrafiliby zaoferować Polsce. Mają program dla swojej (tak mówiono w naszym dzieciństwie) paczki, która jest częścią kosmopolitycznej, w gruncie rzeczy utopijnej, międzynarodówki. Międzynarodówka ta nie jest w stanie ani przynieść władzy dla Polski, ani zaproponować realistycznego wyjścia z kryzysu coraz bardziej kruchej wspólnoty Zachodu. Ale to dobrze, że zespół Macieja Gduli dał różnym środowiskom politycznym szansę choć częściowego zracjonalizowania rozmów o Polsce.

*Katarzyna i Andrzej Zybertowiczowie są socjologami. Oboje pracują m.in. na UMK w Toruniu. Ona specjalizuje się w polityce społecznej wobec cudzoziemców, on jest doradcą prezydenta Andrzeja Dudy. Tekst przedstawia ich osobiste refleksje.

„Co z tym Miastkiem?” – wcześniejsze głosy:

Komentarze (315)
Zybertowiczowie: Tylko Kaczyński odważył się ugryźć żubra w tyłek. I warto pytać dlaczego
Zaloguj się
  • justas32

    Oceniono 55 razy 33

    Elektorat PIS - biedny, niewykształcony, przestraszony. W telewizji widzi że ludzie żyją w luksusowych domach i jeżdżą drogimi samochodami - a on tak nie ma i wie że nie będzie miał. Więc przez cale lata gotował się z wściekłości. Uważa że ludzie bogaci / w miastach dorobili się - bo kradną. Takie jest jego widzenie świata. Mógłby zastanowić się jak poprawić swój los - poprawić wykształcenie, znaleźć lepszą pracę w mieście, przeprowadzić się. Ale on się boi i jest zachowawczy. Więc woli zamiast zadawać sobie pytanie "jak ja spieprzyłem swoje życie" - poszukać na zewnątrz wrogów i zadać pytanie jak oni zniszczyli moje życie i mój kraj. A wrogów do wyboru : liberałowie, lewacy, politycy, posłowie, dyrektorzy, obcokrajowcy, Niemcy, Rosjanie, Żydzi, Ukraińcy. Po co oskarżać siebie - skoro można oskarżyć innych ? A wstrętni populistyczni politycy - zamiast wygaszać jego strach i ciemnotę - nauczyli się ją podsycać i utwierdzać lud w głupocie - bo nagle się okazało że to może dać wygrane wybory. Więc mamy Polskę oplutą, skundloną, z narracją motłochu na "salonach" ...

  • Marcin Zmarca

    Oceniono 36 razy 30

    No ale co z prawem, z Konstytucją, nepotyzmem, pazernością, chamstwem, prymitywizmem, prostactwem, agresją, nienawiścią, złodziejstwem itp?

  • lodzermensz1

    Oceniono 45 razy 29

    <<My, badacze, mamy nierzadko poczucie>>
    Panie Zybertowicz, pan nie jest badaczem. Pan jest częścią badanej rzeczywistości, jako polityk PIS (tak de facto jest). Pan nawet nie próbuje się zdobywać na naukowy obiektywizm mówiąc o "dobrej zmianie", "Archipelagu Polskości", "neopatriotyzmie". Pan tu nie przedstawił żadnej diagnozy naukowej, tylko kontynuuje pan partyjną narrację, w sposób może nieco bardziej finezyjny niż Śniadek, ale wcale nieodległy.

  • Barry Kent

    Oceniono 32 razy 28

    "Może zarówno racjonalni krytycy PiS (choć zdaje się, że tych jest jak na lekarstwo)" - fragment umieszczony w nawiasie dyskwalifikuje całkowicie autorów. Pomijając już stygmatyzowanie opozycji i jej zwolenników jako antyracjonalnych i oszołomiastych to ja się pytam na jakiej podstawie takie sformułowanie pada. Jakieś badania państwo prowadzili na ten temat? Jak definiujecie racjonalność? Jako coniedzielne zapitalanie do kościółka i wiarę w życie pogrobowe? Wygląda na to, że nawet w kwestii definicyjnej nie dojdziemy razem do żadnego porządku.
    Neopatryjotyzm? Jakie są podstawy tego hasła? Izolacja międzynarodowa? Powtórka faszyzmu?
    Szczerze? Dziękuję Wam bardzo za tą opowieść. Zapowiadało się ciekawie, ale tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ani Kaczyński, ani PiS, ani wyborcy tzw. "prawicy" nie wiedzą co robią, a jeśli wiedzą to działają na szkodę Polski. Ma to swoją nazwę, ale została ona już do cna wyświechtana i nie robi na nikim wrażania. Pozdrawiam i wzywam do opamiętania, póki jeszcze czas.

  • krynolinka

    Oceniono 48 razy 28

    Bosko. Prezes dał nam godność i kult brata. Gdzie koniec kolejki..Stanę żeby ten szlachetny tyłek ucałować.

  • obserwatoriumpolityczne.pl

    Oceniono 31 razy 27

    Mnie od pis odrzuca szambo intelektualne. To nie jest tak, że każdy Polak cieszy się, jak władza chce zrobić z niego idiotę.

  • aneczka.jedna

    Oceniono 34 razy 24

    "coraz bardziej kruchej wspólnoty Zachodu"?
    Europa kryzys ma za sobą, wzmacnia się, a nam grozi wykluczenie z jej dobrego - nie tylko finansowo - wpływu.

  • jurek4491

    Oceniono 36 razy 24

    Przecież tu nie ma co badać, motłoch popiera motłoch i tyle w temacie a badania przeprowadzono na PiSowskim zadupiu .

  • jxl82

    Oceniono 27 razy 21

    " ugryźć żubra w tyłek" On go w tyłek, a żubr swoją Dudą wypróżnił się na twarz delikwenta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX