Biedroń: Polską klasę średnią od bezdomności dzielą dwie raty kredytu

Odpowiedzią na wykluczającą, nacjonalistyczną wspólnotę projektowaną przez PiS nie może być neoliberalny, egoistyczny indywidualizm - pisze prezydent Słupska Robert Biedroń w naszym cyklu "Co z tym Miastkiem?"

Od redakcji: Wyborcy PiS przemówili. Dzięki badaniom socjologa Macieja Gduli w Miastku dowiedzieliśmy się, że są inni niż malowały ich liberalne media - cenią demokrację, mają udane życie i nie znoszą pouczania (tu znajdziecie nasz wywiad z Gdulą "Rewolucja kontrabasistów"). W naszym cyklu "Co z tym Miastkiem?" opublikowaliśmy już teksty Rafała Trzaskowskiego ("Liberałowie, spójrzcie choć trochę na lewo"), Katarzyny Lubnauer ("Klasa średnia została zdradzona"), Adriana Zandberga ("W Polsce jest za dużo gnojenia") i Janusza Śniadka ("Sam pan bredzisz, panie Gdula"). 

  • Dziś publikujemy tekst prezydenta Słupska Roberta Biedronia (poniżej). 
  • W poniedziałek do badań w Miastku odniesie się prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy. 
  • We wtorek autor badań - dr Maciej Gdula - podsumuje nasz cykl. 

Zapraszamy do komentowania i do dyskusji

***

Robert Biedroń: Alternatywą dla „handlarzy strachu” nie mogą być „handlarze strachu przed PiS”

Badania Macieja Gduli w Miastku wywołały szok w część opinii publicznej. Okazało się bowiem, że elektorat PiS to nie tylko osoby poszkodowane przez transformację, ale też radząca sobie całkiem nieźle klasa średnia. Ja zaskoczony nie byłem. Gdy czytałem raport oraz książkę Gduli „Nowy autorytaryzm”, towarzyszyło mi raczej poczucie znalezienia naukowych potwierdzeń dla własnych intuicji.

Lata aktywności publicznej nauczyły mnie dystansu do funkcjonujących w polityce potocznych opinii, do rozmaitych publicystycznych tez, że Polacy są tacy lub siacy, a nawet do badań, które mają jakoby być fotograficznym obrazem polskiego społeczeństwa. Warto mieć do tego wszystkiego dystans i warto też działać wbrew temu, co mówią badania opinii publicznej. Moja kariera polityczna jest tu dobrym przykładem. Gdybym miał się kierować badaniami w swojej działalności, to nigdy nie dotarłbym do miejsca, w którym aktualnie się znajduję. Bo na przykład uznałbym, że Polacy – rzekomo nietolerancyjni – nigdy nie zagłosują na geja, który otwarcie mówi o swojej orientacji. 

Pociąg Miastko – Warszawa to wspólna sprawa

Poeta i pisarz Paweł Sołtys (muzycznej publiczności znany jako Pablopavo) w jednym z wywiadów przytomnie zauważył, że „większość naszej klasy średniej dwie raty kredytu dzielą od bezdomności”. Ta konstatacja doskonale współbrzmi z tezą Macieja Gduli, że kluczem do postępowych zmian w Polsce jest zrozumienie przez klasę średnią i klasę ludową, że ich interesy w wielu punktach są zbieżne. 

Dobrej jakości i dostępne dla wszystkich usługi publiczne (ochrona zdrowia, edukacja, kultura, opieka nad seniorami i osobami niepełnosprawnymi, transport zbiorowy, mieszkania komunalne) to jeden z tych obszarów, gdzie te interesy się stykają. Jest to odpowiedź państwa na realne problemy, których nie rozwiązuje rynek. Ludzie powinni wiedzieć, że nawet jeśli powinie im się w życiu noga, to spadną na siatkę zabezpieczającą, o którą zadba państwo.

Budowie demokratycznej wspólnoty nie sprzyja oddzielanie się poszczególnych klas społecznych od siebie. Brak wspólnej przestrzeni, w której możliwe jest spotkanie ludzi reprezentujących różne grupy społeczne, sprzyja uprzedzeniom i wynikającym z nich postawom: nietolerancji czy pogardy. Fakt, że wszyscy – niezależne od statusu majątkowego – mogą korzystać z gwarantowanych przez państwo usług, komunikacji publicznej, niegrodzonych przestrzeni, sprawia, że zasypywane są podziały społeczne oraz przywracane jest zaufanie do instytucji publicznych. Buduje to polityczną i demokratyczną wspólnotę, a także społeczny kapitał. Sprzyja też wzmacnianiu pluralizmu, który jest jednym z postulatów sformułowanych przez Macieja Gdulę jako odpowiedź na politykę PiS.

Handlarze strachu przed PiS

Prof. Zygmunt Bauman określił prawicowych populistów mianem „handlarzy strachu”, którzy wykorzystują i podsycają ludzkie lęki wynikające z braku życiowej stabilizacji i bezpieczeństwa socjalnego. Na tym żeruje też PiS. Dlatego zadaniem dla wszystkich tych, którzy chcą dziś w Polsce stworzyć rzeczywistą alternatywę polityczną dla obozu rządzącego, jest przeciwstawienie strachowi nadziei. Nadziei na większą stabilność życiową oraz możliwość planowania przyszłości swojej i rodziny. 

Istotą prawicowego populizmu jest to, że dostrzega realnie istniejące problemy społeczne zaniedbane przez inne siły polityczne. Daje jednak fałszywe, a często niebezpieczne recepty. Widoczny brak własnych pomysłów programowych opozycji parlamentarnej ułatwia zadanie PiS. Politycy partii rządzącej mogą przedstawiać opozycję jako obrońcę starego, niesprawiedliwego porządku. Samo straszenie Kaczyńskim i ogłaszanie końca demokracji nie działają na wyborców. Alternatywą dla „handlarzy strachu” nie mogą być „handlarze strachu przed PiS”. 

Większa stabilność i spójność społeczna, o którą troszczy się demokratyczne państwo, to skuteczna broń przeciw „handlarzom strachu”, którzy zbijają polityczny kapitał na wzbudzaniu lęku przed uchodźcami. Według autora raportu z Miastka kwestia pomocy ofiarom wojny na Bliskim Wschodzie powinna być etycznym postulatem lewicy. Ale nie powinniśmy poprzestać na głoszeniu słusznych haseł w tej sprawie. Postulat przyjęcia uchodźców musimy łączyć z wizją solidarnego, bardziej sprawiedliwego społeczeństwa oraz stabilnego państwa, które oferuje wszystkim porządne usługi publiczne. Zmniejszając lęki społeczne (np. przed tym, że w razie kłopotów – choroby, utraty pracy – obywatel zostanie na lodzie), sprawimy, że ludzie spojrzą na uchodźców z większą empatią.

Czekoladowy orzeł nie dla wszystkich jest słodki

Polska od początku XXI wieku notuje dynamiczny rozwój, wstąpienie do Unii przyniosło olbrzymi strumień środków, udało się zmniejszyć bezrobocie, poprawił się stan infrastruktury. To nie jest lukier, to prawdziwa historia, także dla mieszkanek i mieszkańców Miastka. Ale jest też inna historia, również prawdziwa. To opowieść o niezaspokojonych aspiracjach i rosnącej niepewności. Rozwojowi gospodarczemu towarzyszył wzrost niestabilnych miejsc pracy i umowy, które nie gwarantują podstawowych świadczeń socjalnych. Dostęp do własnego mieszkania uzależniony jest najczęściej od zdolności kredytowej, a brak rozwiniętego kolejowego transportu publicznego stanowi poważną barierę dla mobilności zawodowej ludzi z mniejszych miast. PiS wykorzystało napięcie pomiędzy tymi dwiema – prawdziwymi! – opowieściami. Z historii doskonale wiemy, że rewolucje wybuchają nie wtedy, gdy sytuacja się pogarsza. Do przesilenia dochodzi, gdy ludziom się poprawia, ale ich aspiracje nie mogą zostać w pełni zaspokojone. Oficjalna narracja elit o najlepszym okresie w dziejach Polski tylko dolewa oliwy do ognia. Przerabialiśmy to w końcówce rządów PO, czego symbolem był osławiony czekoladowy orzeł. 

Partia Kaczyńskiego złożyła obietnicę, że państwo weźmie odpowiedzialność za niezaspokojone aspiracje Polek i Polaków. Stąd podniesienie płacy minimalnej czy program 500+. Populistyczna prawica odpowiada także na problem niepewności dzisiejszego świata polityką symboliczną. PiS zamiast poprawiać jakość usług publicznych tak, żeby były powszechnie dostępne, daje wyborcom symboliczne poczucie bezpieczeństwa. Ma je zagwarantować wspólnota oparta na etnicznie rozumianym narodzie, z którego wykluczone są rozmaite mniejszości. PiS przypina Polakom husarskie skrzydła i wmawia im, że wspólnie obronimy się przed rzekomym zagrożeniem ze strony islamu i europejskich elit. Partia Kaczyńskiego daje też poczucie współuczestnictwa w życiu publicznym, sprawstwa oraz dominacji, co przejawia się – jak wskazuje Gdula – w niechętnym stosunku do przyjęcia w naszym kraju uchodźców. 

Zamiast kopać rowy, budujmy mieszkania

Odpowiedzią na wykluczającą, nacjonalistyczną wspólnotę projektowaną przez PiS nie może być neoliberalny, egoistyczny indywidualizm. Musimy budować wspólnotę solidarną, ale jednocześnie otwartą i respektującą różnorodność indywidualnych tożsamości. Taką wizję społeczności staramy się realizować w Słupsku. Jako prezydent miasta średniej wielkości, dla którego transformacja ustrojowa była bardzo trudnym doświadczeniem, dostrzegam, że społeczeństwo oczekuje aktywnej polityki publicznej odpowiadającej na bolączki dnia codziennego. Dlatego kładziemy nacisk na jakość życia mieszkanek i mieszkańców. Podczas mojej kadencji wyszukaliśmy pustostany, wyremontowaliśmy je i oddaliśmy dodatkowo 460 mieszkań, w których tyle rodzin znalazło swój nowy dom. 

Odpowiedzią na społeczne lęki powinna być nadzieja. Taką politykę realizujemy w Słupsku. Sądzę, że na nadzieję – inną, niż oferuje PiS – czekają ludzie w różnych zakątkach Polski.

Książka Macieja Gduli "Nowy autorytaryzm" jest dostępna w formie ebooka w Publio.pl

„Co z tym Miastkiem?” - wcześniejsze głosy: