Sroczyński: W 2018 roku wymienić Schetynę, nie hodować sekty i koniec z performance'ami

Grzegorz Sroczyński
Antypisie, głowa do góry! Odwagi! Wygraną w wyborach masz w kieszeni, jest tylko parę rzeczy, które trzeba w 2018 roku załatwić. A ponieważ to wszystko są rzeczy niezbyt skomplikowane, więc jestem pełen nadziei.

1. Wymienić Schetynę

Bez tego ani rusz. Grzegorz Schetyna woli przegrać wybory będąc przewodniczącym partii, niż je wygrać będąc szeregowym posłem. Poza tym jakieś 90 proc. swojej energii poświęca na walkę z Nowoczesną, a nie z Kaczyńskim. Zaskakiwanie Nowoczesnej kandydaturą Trzaskowskiego, ogłaszanie na kongresie PO pomysłu wspólnego prezydium w Sejmie (bez uprzedzenia partnerów) są tego dobrą ilustracją. Zaskoczeni politycy Nowoczesnej przed kamerami nie widzą co powiedzieć, wtedy Schetyna zaczyna krążyć po mediach i opowiadać: „Wyborcy chcą zjednoczonej opozycji, my też chcemy, ale Nowoczesna rzuca kłody pod nogi”.

Uwaga! Schetyna się nie zmieni. Jest człowiekiem patologicznie uzależnionym od rywalizacji, nie miejmy pretensji, on po prostu inaczej nie umie. Tymczasem opozycja - żeby wygrać z PiS - potrzebuje ducha partnerstwa i współpracy. Bez wymiany szefa największej opozycyjnej partii nic z tego nie będzie. To zadanie na 2018 rok dla młodszych działaczy i działaczek PO: przekonać frakcje, podfrakcje i koterie, zwołać kongres, a następnie zmienić przewodniczącego. Wbrew temu, co nam wmawiają pięknoduchy personalia mają gigantyczne znaczenie, a historia bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach.

2. Zjednoczyć lewicę

Partia Razem powinna nieco spuścić z tonu. Kiwanie palcem i pouczanie wszystkich dookoła może budzić respekt, jeśli robi się to z pozycji siły. Pouczanie z pozycji 3 proc. wywołuje wyłącznie śmichy-chichy. Razem powinno się rozstać z irytującą pryncypialnością i dążyć do szerokiej koalicji lewicowej. Tak, wiem, że to okropne i pachnie niezbyt ładnie, ale trzeba się dogadać z Czarzastym. Dzięki takiej fuzji Razem pozbędzie się łatki niebezpiecznych radykałów, a SLD łatki cynicznych bezideowców. Robert Biedroń - zamiast uprawiać celebrytozę - mógłby zostać patronem tej fuzji. Głosowałbym.

3. Podać rękę Michnikowi

Symetryści i młoda lewica powinni dać sobie spokój z nieustannym rozliczaniem pokolenia własnych rodziców za grzechy III RP. Uparte polemiki z Balcerowiczem i Michnikiem, te wszystkie płomienne teksty, miały sens dwa, trzy lata temu. Teraz czas uwolnić się od Ducha-Ojca, czas dorosnąć. Pokoleniu naszych rodziców warto zostawić uchyloną furtkę. Oni właśnie przechodzą poważną zmianę ideową, gotowi są w wielu sprawach z krytykami III RP się zgodzić, ale jeśli nieustannie będziemy im powtarzać „byliście głupi”, „przeproście”, to się usztywnią. Wyhodujemy sobie w ten sposób zapiekłą sektę, skoncentrowaną na obronie własnych życiorysów. Po co nam to?

4. Unikać śmieszności

Wyborcy bardzo dużo mogą wybaczyć opozycji, ale śmieszności nie wybaczają. Śmieszność to rzucanie kartkami przez posła Szczerbę, zakładania maski wampira przez senatora Rulewskiego, a także wpadanie w spazmy złości przed kamerami TVP. Zanim zrobicie jakiś publiczny performance, popatrzcie na niego oczami ludzi politycznie niezdecydowanych lub miękkich pisowców. Najlepiej mieć wśród znajomych takiego pisowca i przed planowanym występem napisać do niego np. takiego maila: „Jeśli pójdę pod Sejm z kukłą Kaczora i podpisem >>Oto Hitler naszych czasów<<, to co sobie pomyślisz?”. „Że to debilizm. I wkleję twoje zdjęcie na FB jako przykład zidiocenia opozycji”. „Aha, dzięki, to pójdę ze świeczką”. Wierzcie mi, że testowanie tekstów na osobach inaczej myślących wiele razy uchroniło mnie od kompromitacji.

5. Unikać wyższości

W 2018 roku obozowi anty-PiS nie wolno się zamykać w kokonie wyższości. Że oto cham wszedł na salony i zrobił kupę. Że Polak pokazał mordę Edka. Że Mrożek, Gombrowicz, Tischner… (i tu następuje kilka wyświechtanych cytatów). I że polski naród jest ciemny, bo ma w nosie sądy. Niestety w tę stronę ciągnie opozycję zaplecze intelektualne, a przynajmniej duża jego część. Kolejne wywiady z pisarzami, aktorami pełne są takich rewelacji, a kto mocniej na facebooku dowali „chamowi”, ten w większej potem chodzi chwale, jak odważnie wygarnął. Takie wyznania  z pewnością poprawiają autorom nastrój i dają natychmiastową gratyfikację w postaci setek komci w rodzaju: „Nareszcie ktoś powiedział prawdę o polskim smrodku-narodku!”. W 2018 roku musimy znaleźć odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy bardziej chcemy poprawić sobie nastrój, czy może jednak przekonać choć kilku niezdecydowanych.

Przypominamy 12 miesięcy z PiS. Od kontrowersyjnej ustawy o zgromadzeniach po kłótnie z Unią Europejską

Więcej o: