Galopujący Major: Oszczędzaj Dudę, bo jeszcze może się przydać. Sześć rad dla wzmożonych demokratów

Jak doktor nauk prawnych UJ może być inteligentny? Nie to co my! A jednak ten Adrian, Andrzejek, czy jak tam o nim w złości mówicie wybory wygrał.

Podpisze? Nie podpisze? Ustawy sądowe lada moment trafią na biurko prezydenta. Od Krzysztofa Łapińskiego słyszymy, że nie ma powodów od weta. Może faktycznie Andrzej Duda decyzję już podjął, ale gdyby nie podjął - publikujemy krótki poradnik Galopującego Majora, jak Dudę przekonać do weta. Jeśli nie teraz w sprawie tych ustaw, to kiedyś w sprawie następnych. Bo że PiS za chwilę znów coś wypichci i znów ostatnią deską ratunku będzie prezydent - możemy być pewni. Poradnik można więc spokojnie wydrukować sobie na zapas. Nie giąć, nie niszczyć, dwa lata będzie służyć!

Jak przekonać prezydenta Dudę do weta - miniporadnik dla wszystkich demokratów (a zwłaszcza tych najbardziej wzmożonych):

Po pierwsze należy uszanować Andrzeja Dudy inteligencję. Oczywiście, tak, tak, jak doktor nauk prawnych UJ może być inteligentny, nie to co my. Ale jednak ten Adrian, Andrzejek, czy jak tam o nim w złości mówicie wybory wygrał i to z kontrkandydatem mającym ogromną przewagę w sondażach. Więc jeśli chcecie Dudę do czegoś przekonać, załóżcie - niechby wbrew sobie - że Andrzej Duda jest bystry. To pozwoli Wam lepiej sfokusować przekaz i nie marnować czasu na bieda-argumenty.

Po drugie należy przestać szantażować prezydenta. Że jeżeli nie podpisze, to spotka go Trybunał Stanu, Rada Stanu, Mędrcowie Stanu, potępienie na stronach historii, marny los w pamięci narodu. Owszem, może i spotka, ale i Duda, i Wy sami doskonale wiecie, że to nie od Was teraz zależy. Przypominacie trochę pierwszoklasistę, który nieustannie odgraża się zemstą swojego starszego brata, choć ten jakoś nie przychodzi. Prosić - tak, apelować - tak, szantażować - nie.

Po trzecie należy odwołać się do autorytetów. Nie, nie własnych. Nie do Lecha Wałęsy, Krystyny Jandy, Janusza Gajosa, Władka Frasyniuka oraz - serio, serio - nie do Jurka Owsiaka. Odwołać się do autorytetów prezydenta. Tak, wiem, że to trudne do zrozumienia, ale podpowiem: prezydent pochyla się przed innymi autorytetami niż Wy, albowiem (uwaga!) ktoś, kogo Wy nie poważacie może być autorytetem dla tego, kto nie poważa autorytetów Waszych. Naprawdę, nie kłamię! Dlatego trzeba znaleźć autorytety prezydenta. Jak to zrobić? To proste. Weźcie listę osób nagrodzonych przez Andrzeja Dudę medalami, skreślcie tych, których lubicie Wy, skreślcie tych, których lubi „Gazeta Polska” i już! A potem prośba o wspólny apel o weto. Apel, nie moralny szantaż.

Po czwarte należy poprosić o pomoc Kościół. Jeśli można powiedzieć coś o Andrzeju Dudzie na pewno, to że autentycznie jest religijny. O ile środowisko PiS - przesiąknięte rozwodnikami, przemocą wobec kobiet, szabrowaniem dobra wspólnego i wysługiwaniem się peerelowskimi funkcjonariuszami - swoją religijność traktuje jak białe kozaczki w odpust, o tyle Andrzej Duda autentycznie wydaje się ufać Bogu (ten odruch przy łapaniu hostii). Zdaniem wielu to właśnie Episkopat namówił go do pierwszego weta. Postawienie Dudy przed wyborem: albo lojalność wobec chrześcijaństwa, albo wobec jarkowszczyzny jest dla niego istotną zagwozdką. Dlatego jeśli miałby coś robić prof. Strzembosz, to nie nagrywać filmiki, które przekonają tylko przekonanych, ale kolędować do biskupów z prośbą o wsparcie.

Po piąte należy przestać ględzić o konstytucji. Tak, ględzić. Konstytucja jest martwa. Dead, kaputt. Może kiedyś znowu będzie coś znaczyć, ale teraz to kartka papieru i to pośledniej jakości. Zamiast tego należy powtarzać, że zmiana sądów spowoduje, że policjant będzie mógł bezkarnie katować Igora Stachowiaka, bo w apelacji nie utrzyma się żaden zarzut przeciwko chłopcom Błaszczaka. Że Fundacja Jakaś Tam Jakaś będzie mogła bezkarnie kraść, bo żaden sąd nie uzna niegospodarności. Że skoro 60 milionów spraw jest do ponownego rozpatrzenia, to są i sprawy, które obywatele sprawiedliwie wygrali, a teraz wystarczy, że strona przeciwna zapisze się do partii PiS i cała gehenna się zacznie od nowa.

Po szóste należy protestować. Należy chodzić na marsze, maszerować, stać, krzyczeć, śpiewać, nawet jeśli drętwe śpiewy czy przemowy powodują, że czujemy się głupio. Teraz jest czas, jak mawia poeta, żeby dawać świadectwo. Może to nie pomoże, może już jest po wszystkim. Ale za ileś lat sami siebie spytacie, co (choćby tyci-tyci) zrobiliście, żeby zapobiec osuwaniu się Polski w śmierdzącą oligarchię. Co zrobiliście, żeby obronić siebie i swoich bliskich przed zamieszkiwaniem w operetkowym kraju, w którym polityk może was okraść, zgwałcić i jeszcze raz okraść, a Wy mu nie możecie zrobić nic, bo kumpel pisowiec mianował szwagra sędzią, a szwagierkę prezesem sądu odwoławczego.

Więcej o: