Galopujący Major: Podobno prezes był wściekły, podobno krzyczał "Wywalić ich na pysk". Podobno

Jeśli ta kara cokolwiek dziennikarzom TVN w głowach zmieni, to w "opozycyjności" do obozu PiS najwyżej dodatkowo ich utwierdzi.

Wiele wskazuje na to, że absurdalna milionowa kara nałożona na TVN nie jest na rękę obozowi władzy. Po pierwsze jej timing – decyzja zbiegła się z momentem namaszczenia kolejnego delfina, i to delfina mającego ponoć poprawić wizerunek Polski za granicą. Tymczasem premier Morawiecki już na starcie będzie świecić oczami przed zagranicznymi mediami. Po drugie decyzja KRRiT trafia Amerykanów, a więc inwestorów, którym kochająca amerykańskie paciorki Polska, zwłaszcza Polska obecna, szeroko otwiera swoje podwoje (Boeing, rakiety Patriot, JP Morgan). Po trzecie, przeciwko PIS-owi są w tej sprawie już nie tylko dziennikarze jawnie opozycyjni, ale też wielu prawicowych.

Nadgorliwość funkcjonariuszy PiS?

Nałożenie kary może więc być po prostu efektem wyjścia przed szereg tych, których partia postawiła na tzw. medialnym odcinku, i którzy, mimo oczywistych niedostatków intelektualnych, muszą teraz tym zadaniom sprostać. Nie tylko kara, ale też jej nieporadne uzasadnienie (z osłupieniem czytają je teraz stowarzyszenia dziennikarskie na całym świecie) pokazuje, że awans ludzi z partyjnej łapanki źle się kończy i nawet PiS-owi więcej szkód przynosi niż pożytku.

Tak więc prezes naprawdę miał prawo się wściec na własną, pisowską Krajową Radę Tego i Owego, mógł nawet wrzasnąć: „Wywalić ich na pysk”, jak głosi plotka. Ale może jednak wściekły nie był? Może o wszystkim wiedział?

Po co Kaczyńskiemu doktor od magii i czarów?

Można bowiem znaleźć argumenty, że nie mamy do czynienia z zapałem partyjnego aktywu, a raczej z zaplanowana strategią. Świadczą o tym między innymi kolejne zachwycone wypowiedzi Joanny Lichockiej, która karę nałożoną na TVN popiera w całej rozciągłości (osobista „dobra przemiana” Lichockiej jest jednym ze smutniejszych zjawisk na polskiej prawicy). Kara może być swoistym balonem próbnym przed dalszym „odzyskiwaniem” mediów. I nie chodzi wcale o tzw. efekt mrożący, mający podziałać na dziennikarzy. Kto sądzi, że taka kara odstraszy dziennikarzy TVN ten zupełnie nie rozumie modelu biznesowego tej stacji. To nie Polsat, na którego 25-leciu śpiewał Kukiz, a Zygmuntowi Solorzowi klaskał pan prezydent. TVN od początku istnienia miał swoją wyraźną liberalną linię redakcyjną (to nie zbrodnia), na tym wyrobił sobie markę i zarobił ogromne pieniądze. Jeśli ta kara cokolwiek dziennikarzom TVN w głowach zmieni, to w „opozycyjności” do obozu PiS najwyżej dodatkowo ich utwierdzi. Chodzi więc o coś innego. PiS chce wiedzieć, jaka będzie skala oporu przed ostatnim (po trybunale, sądach i ordynacji wyborczej) krokiem ku monowładzy, czyli przejęciem mediów. Komunikat o karze i kretynizmy dr Karp nie są adresowane do dziennikarzy, ale do właścicieli. Komunikat brzmi tak: „Albo stację sprzedacie którejś ze spółek Skarbu Państwa, albo nie znacie dnia i godziny, kiedy znów dostaniecie w kieszeń”. Bo skoro pani doktor od magii i czarów może wypisywać, że samo pokazywanie demonstracji na żywo jest „naruszeniem ustawy”, to równie dobrze może być nim puszczanie muzyki albo prowokacyjne pokazywanie niebieskiej planszy (ze złotymi gwiazdkami).

Która z tych teorii jest prawdziwa? Nadgorliwość partyjnych funkcjonariuszy czy celowe działanie? Bardziej bym się skłaniał do teorii pierwszej, ale z czystej ostrożności lepiej się przygotować na drugą i - co najwyżej - dać się miło PiS-owi zaskoczyć.

Więcej o: