Galopujący Major: Marsz narodowców ma pewne plusy. Oto one [OPINIA]

Wiele się mówiło i wciąż mówi, o tym jak wielkie zło niesie za sobą Marsz Niepodległości. Rzecz jasna są to głosy słuszne. Ale marsz ten ma też pewne plusy, na które mało kto chce zwrócić uwagę.

Po pierwsze, Marsz Niepodległości pełni rolę swoistego wentyla. Raz do roku grupa narodowców i FajnoPatrioPolaków rusza do Warszawy pokrzyczeć, potupać i poklaskać. Na filmikach, zwłaszcza filmikach z góry, owszem, wygląda to naprawdę imponująco. Ale nijak nie przekłada się na znaczenie polityczne. Narodowcy, jak byli, tak są planktonem wśród planktonów. O ile w przypadku, dajmy na to stworzonej 3 lata temu Partii Razem, ma ona realne szanse samodzielnie wejść do parlamentu, o tyle narodowcy nie są nawet ujmowani w sondażach. A przecież te marsze trwają już któryś rok z rzędu, przecież taka jest na nich siła.

Tymczasem po marszu co? Nic, kebab na drogę, z buta na Centralny i pociągiem do domu, gdzie o żadnej narodowej partii nie ma mowy bez względu na to, ile wątrób wyrośnie Marianowi i ile kobiet obrazi endek Ziemkiewicz. W tym kontekście marsz jest więc dobry, bo pozwala narodowcom śnić słodki sen o urojonej potędze.

Po drugie, Marsz Niepodległości jest od kilku lat pokojowy. Owszem, taktycznie rzecz biorąc, gdy płonęły auta, wizerunkowo narodowcy mieli same straty. Ale pokojowość marszu pokazuje, jak stosunkowo łatwo te środowisko spacyfikować. Nie trzeba nawet nasyłać sił policyjnych, wystarczy pogrożenie palcem w mediach. Czy wyobraża sobie ktoś, że alterglobaliści z Hamburga, wycofują się, bo niemiecki TVN pokazuje brzydkie filmiki? No właśnie. Stąd i ten narodowy bunt takim buntem jest trochę znudzony. Nie ma w nich autentycznego żaru rewolucyjnego, jest raczej tęsknota rozdygotanej jednostki za przytulaniem i byciem w grupie.

Marsz Niepodległości czerwony od rac. Wznoszą hasła. Marsz Antyfaszystowski już je przerobił [ZDJĘCIA] >>>

Po trzecie, Marsz Niepodległości zaczynem jest mody na alternatywny, nienarodowy patriotyzm. Tak, właśnie, te wszystkie biegi, maratony, inne kotylionowe szaleństwa, powstały jako odpowiedź na marsz narodowców. Wcześniej tego nie było. Paradoksalnie marsz rozbudził więc patriotyczną kontrę, a za czym przyczynił się do odebrania narodowcom monopolu na patriotyzm. Ot, cena sukcesu.

Po czwarte, jest marsz dowodem na faszyzm ruchu narodowego. Ile razy Krzysztof Bosak będzie zaprzeczał, ile razy kolejny narodowiec ulegnie "politycznej poprawności" i pewne sprawy celowo zmilczy, tak suma summarum to właśnie na marszu zawsze wyjdzie szydło z worka. A pośród gości znajdą się i fani białej rasy, i okrzyki Sieg Hiel, i fani Ku Klux Klan - jak donoszą prawicowi dziennikarze - i goście z Forza Nuova, która jawnie odwołuje się do Mussoliniego, który faszyzmu był po prostu twórcą. Dlatego każda wypowiedź Bosaka powinna być przebijana wypowiedziami jego gości z Jobbika o Żydach, a gdy gości z Jobbika zabraknie, dzisiejszą wypowiedzią pewnego pana dla TVP Jacka Kurskiego, który twierdzi, że "maszeruje, by odsunąć od władzy Żydostwo".

Po piąte, marsz, mimo wszystko, dostarcza dużo śmiechu. Gdyby hasłem "Chcemy Boga" odwoływali się narodowcy tylko do starotestamentowego Boga Jahwe, co wycinał w pień całe plemiona kobiet i dzieci, to można by pewną integralność zrozumieć. Gdy jednak odwołują się do chrześcijańskiego Boga, to jest zrodzonego z pozamałżeńskiego związku, "ciapatego" uchodźcy Jezusa, który mimo swej wszechmocy nawet palcem nie kiwnął w narodowej sprawie wyzwolenia narodu żydowskiego spod rzymskiej okupacji, to można się tylko uśmiechnąć. W końcu, gdyby Jezus odpowiedział na błagania narodowców i zjawił się dziś na marszu, pewnie po 10 minutach musiałby przepraszać, że nie zna polskiego, kolor skóry to ma po matce, i bynajmniej nie chce się wysadzić na, nomen omen, Stadionie Narodowym.

*Galopujący Major. Bloger polityczny. Socjaldemokrata (galopujacymajor.wordpress.com)