Ojciec siódmoklasistki apeluje: "Proszę potraktować ten list jako głos rozpaczy rodzica" [LIST]

- Jest jeszcze czas, by coś zmienić, by tych dzieci, które i tak zostały już dotknięte reformą edukacji, nie krzywdzić jeszcze bardziej. Moje dziecko jest wykończone - to fragment listu do Gazeta.pl.

Dzielnie znoszę wraz z dzieckiem piętrzące się trudności: przeładowany plan zajęć, konieczność dodatkowych korepetycji z chemii i fizyki, odrabiane lekcji do późnych godzin nocnych, chroniczne przemęczenie còrki oraz brak elementarnego prawa do wypoczynku (bo nie ma na to czasu). Wspólnie radzimy sobie, jak tylko potrafimy - w trosce o przyszłość mojego dziecka - a ta wskutek kolejnych ministerialnych pomysłów stoi pod wielkim znakiem zapytania. 

Córka za niespełna dwa lata będzie zdawać egzamin, który zadecyduje, do jakiej dalej pójdzie szkoły. Poloniści, którzy już jakiś czas temu dostali do wglądu egzaminacyjne materiały są przerażeni. Rodzice również. Nasze dzieci czeka egzamin z zadaniami, które nie są dostosowane do wiedzy i poziomu rozwoju intelektualnego ucznia na tym etapie kształcenia. Nauczyciele, jeden z członków komisji egzaminacyjnej powiedział mi wprost, że egzamin w takim kształcie zamknie wielu uczniom drogę do liceum. 

Jest jeszcze czas, by coś zmienić, by tych dzieci, które i tak zostały już dotknięte reformą, nie krzywdzić jeszcze bardziej.

Jeśli Ministerstwu i szefującej mu Pani leży na sercu istotnie los dzieci, to może zacznie myśleć po ludzku, jak matka, a nie jak polityk, który ma dobrze wypaść w notowaniach partii i prezesa. Proszę potraktować ten list jako głos rozpaczy rodzica. 

- Dariusz Wójcik 

***

Najciekawsze historie pisze samo życie. Jeżeli jest coś, o czym chcesz opowiedzieć, coś skomentować - pisze na adres: listydoredakcji@gazeta.pl.

Zobacz także: Tak piją Polacy. Piwo w środę, wódka w sobotę. Jak pić, to na umór