"Chodzenie do szkoły to praca na pełen etat. Polscy siódmoklasiści są dobijani" [LIST]

- Siódmoklasiści spędzają średnio 40 godzin tygodniowo w szkole - tyle, co dorośli w pracy - pisze dla Gazeta.pl Artur Sierawski, jeden z nauczycieli.

"Wraz z wejściem w życie reformy edukacji minister Anny Zalewskiej nad polską szkołą i uczniami zawisły czarne chmury. Jakby to powiedział poseł Jaki „hatakumba”. Polscy siódmoklasiści są obecnie dobijani przez reformę Zalewskiej.

Dlaczego? Wszystko za sprawą przeładowanej podstawy programowej i nowej siatki godzin. Eksperyment polegający na stłoczeniu materiału z trzech lat gimnazjum do dwóch lat szkoły podstawowej musiał zakończyć się tragicznie. Bo jak zrealizować coś, co było przeznaczone na trzy lata, w dwa lata? 

Uczeń ogólnej 7 klasy szkoły podstawowej spędza w szkole 32 godziny tygodniowo, nie licząc religii lub etyki, WDŻ [wychowanie do życia w rodzinie - red.], doradztwa zawodowego oraz zajęć dodatkowych. A przecież wielu uczniów korzysta z zajęć dodatkowych np. z matematyki. Daje nam to 36 godzin tygodniowo - albo i więcej!

Jeszcze lepiej jest w klasach dwujęzycznych, tu godzin tygodniowo jest 34! Doliczając do tego dwie godziny religii lub etyki, godzinę WDŻ i godzinę doradztwa zawodowego daje nam 38 godzin. A to nie koniec, przecież są jeszcze zajęcia dodatkowe. Bywają także szkoły, gdzie tych godzin jest (!) 41. 

Wbrew temu, co uważają niektórzy, nie jest to powrót do szkoły sprzed 1999 roku, bo w tamtej szkole były 23 godziny tygodniowo. Dzisiaj są to 32 godziny tygodniowo. 

Coraz częściej słyszy się od dyrektorów szkół podstawowych, że 7 klasy nie będą wychodziły na wycieczki, by nie przepadały godziny i podstawa programowa została zrealizowana.

Często siódmoklasiści zaczynają zajęcia o godz. 7.10, a kończą o ogdz. 16.20. Spędzają po dziesięć godzin dziennie w szkole - albo i więcej. Osobę zatrudnioną na umowę o pracę obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy, co przelicza się na 8 godzin dziennie. A tu proszę: 12-latkowie siedzą w szkole więcej, niż dorosłe osoby zatrudnione na umowę o pracę.

Pamiętajmy także w jakich warunkach odbywają się lekcje - w zatłoczonych klasach, w stołówkach szkolnych, gdzie uczniowie czują co gotuje się na obiad, czy na korytarzu za zasłoną... To mają być warunki do nauki i rozwoju? Takie są realia polskiej szkoły. Ale przecież to dla dobra uczniów...

A gdzie ci 12-latkowie mają mieć czas dla siebie, czas dla koleżanek i kolegów, a wreszcie czas na odpoczynek?! Oczywiście pani minister odpowie, że to dla dobra dzieci. Więc ja się pytam gdzie tu dobro dziecka?" - pisze Artur Sierawski, nauczyciel historii, Młodzi2017.

Najciekawsze historie pisze samo życie. Jeżeli jest coś, o czym chcesz opowiedzieć, coś skomentować - pisze na adres: listydoredakcji@gazeta.pl.

Więcej o: