ŚJacek Żakowski wygrał proces z wydawcą książki
"Resortowe dzieci?. Fronda ma zapłacić 50 tys. zł

test
1. Dziennikarz pozwał Frondę, wydawcę książki "Resortowe dzieci"
2. "Sugerowano, że mam powiązania ze służbami PRL. To nieprawda" - mówił
3. Są przyznał mu rację. Fronda ma przeprosić zapłacić 50 tys. zł

Wyrok jest prawomocny. Prezes "Frondy" Michał Jeżewski powiedział PAP, że kasacji do Sądu Najwyższego składał nie będzie i czwartkowy wyrok kończy sprawę.

Żakowski w pozwie podkreślał, że w wydanej pod koniec 2013 r. książce nie ma żadnych dowodów na jego rzekome powiązania osobiste lub rodzinne ze służbami PRL; jest w niej jedynie mowa o próbach inwigilacji go przez SB. Sąd w 2014 r. uwzględnił żądanie zabezpieczenia powództwa polegające na nierozpowszechnianiu książki z jego wizerunkiem na okładce w czerwonym krawacie (zostało ono potem zaklejone przez wydawcę znakiem zapytania).

Jednobrzmiący tekst przeprosin ma stwierdzać, że zdjęcie na okładce sugerowało, iż jako jeden z bohaterów książki Żakowski był wychowany w rodzinie działaczy lub funkcjonariuszy PZPR, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem SB lub że był związany materialnie lub ideologicznie z komunistyczna władzą. Fronda ma przyznać, że sugestie te są niezgodne z prawdą i nie mają uzasadnienia w poświęconych mu fragmentach książki. Fronda ma też wycofać z obiegu książki z jego zdjęciem na okładce i wycofać je ze swych materiałów promocyjnych.

Według sądu I instancji postawione Żakowskiemu zarzuty to "obelga i dyskryminacja powoda", bo nie był on związany z tymi grupami, które sugerował tytuł. "Dotyka to i powoda, i jego rodzinę" - dodał wtedy sąd, uznając za "ogromną obelgę" zarzucenie powodowi braku patriotyzmu. Sąd odrzucił twierdzenia pozwanych, że Żakowski był pokazany w książce jako jeden z "umacniaczy grubej kreski".

Sąd: "Obelga i dyskryminacja Żakowskiego

Wyrok jest prawomocny. Prezes "Frondy" Michał Jeżewski powiedział PAP, że kasacji do Sądu Najwyższego składał nie będzie i czwartkowy wyrok kończy sprawę.

Żakowski w pozwie podkreślał, że w wydanej pod koniec 2013 r. książce nie ma żadnych dowodów na jego rzekome powiązania osobiste lub rodzinne ze służbami PRL; jest w niej jedynie mowa o próbach inwigilacji go przez SB. Sąd w 2014 r. uwzględnił żądanie zabezpieczenia powództwa polegające na nierozpowszechnianiu książki z jego wizerunkiem na okładce w czerwonym krawacie (zostało ono potem zaklejone przez wydawcę znakiem zapytania).

Jednobrzmiący tekst przeprosin ma stwierdzać, że zdjęcie na okładce sugerowało, iż jako jeden z bohaterów książki Żakowski był wychowany w rodzinie działaczy lub funkcjonariuszy PZPR, Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem SB lub że był związany materialnie lub ideologicznie z komunistyczna władzą. Fronda ma przyznać, że sugestie te są niezgodne z prawdą i nie mają uzasadnienia w poświęconych mu fragmentach książki. Fronda ma też wycofać z obiegu książki z jego zdjęciem na okładce i wycofać je ze swych materiałów promocyjnych.

Według sądu I instancji postawione Żakowskiemu zarzuty to "obelga i dyskryminacja powoda", bo nie był on związany z tymi grupami, które sugerował tytuł. "Dotyka to i powoda, i jego rodzinę" - dodał wtedy sąd, uznając za "ogromną obelgę" zarzucenie powodowi braku patriotyzmu. Sąd odrzucił twierdzenia pozwanych, że Żakowski był pokazany w książce jako jeden z "umacniaczy grubej kreski".

Faktycznie, ukazało się kilka notatek prasowych. Ale mój klient nadal pod swoimi artykułami otrzymuje wpisy "ty resortowy bękarcie". Oskarżenie rzuciło na niego cień związków z komunistycznymi służbami. Dlatego chcemy przeprosin tam, gdzie wiarygodność dziennikarza jest istotna.

Pełnomocnik Żakowskiego mec. Maciej Ślusarek odrzucił argument Jeżewskiego, że o przegranym procesie i tak wszyscy wiedzą. - Faktycznie, ukazało się kilka notatek prasowych. Ale mój klient nadal pod swoimi artykułami otrzymuje wpisy "ty resortowy bękarcie". Oskarżenie rzuciło na niego cień związków z komunistycznymi służbami. Dlatego chcemy przeprosin tam, gdzie wiarygodność dziennikarza jest istotna. Sprawiedliwość wymaga, żeby padło słowo "przepraszam". To będzie miało inną siłę niż wzmianka prasowa, że był taki wyrok - podkreślał.

Odnosząc się do kwestii kwoty zadośćuczynienia adwokat zauważył, że książka "Resortowe dzieci. Media" sprzedała się w "gigantycznym nakładzie" 130 tys. zł - podczas gdy nakład 10-20 tys. egzemplarzy uznaje się w Polsce za sukces. Ślusarek przypomniał, że roszczenia finansowe pojawiły się, gdy się okazało, jakim sukcesem finansowym była książka: oszacował, że wydawca mógł zarobić na niej 2,5 mln zł. - 10 tys. zł to przy tym żadna kwota - ocenił.

Sąd oddalił apelację pozwanych, utrzymując orzeczenie w mocy. - Co innego wzmianki o wyniku procesu, a co innego opublikowanie przeprosin. Przeprosiny powinny zmierzać do prośby o wybaczenie za naruszenie dóbr osobistych, za wywołanie przykrości, negatywnych konotacji i infamii. Przeprosiny to nie kara, więc kwota także nie może być symboliczna. Trzeba w niej wziąć pod uwagę poziom życia powoda - uzasadniała sędzia Irena Piotrowska.

Księżniczka Charlotte miała swój debiut, ale spójrzcie, jak książę George MACHA do poddanych! Urocze

Czy chciałbyś pojechać na wakacje do Anglii?
Więcej o: