Wymarzone wakacje w Grecji zmieniły się w koszmar. "Pokój jak nora, wnuczka zaczęła się dusić"

Pan Eugeniusz wraz z żoną i wnukami długo nie zapomną wakacji na Korfu. Nie będą to jednak dobre wspomnienia. Zawilgocony pokój w suterenie, niedziałająca klimatyzacja i nieczynny park wodny to część "atrakcji", z którymi miał do czynienia katowiczanin i jego bliscy.

Wielkie greckie wakacje dla pana Eugeniusza i jego rodziny okazały się koszmarem. Wyjazd na wyspę Korfu z biurem podróży Itaka katowiczanin zarezerwował już w październiku 2017 roku. "Przez wiele miesięcy dopytywałem panie z biura o wszystkie szczegóły, nie chciałem, aby cokolwiek mnie zaskoczyło. Już wcześniej bowiem miałem problemy z innym biurem podróży. Jeszcze przed samym wyjazdem wszystko potwierdzałem" - opowiada katowickiej "Gazecie Wyborczej"

Cóż z tego, skoro po przyjeździe do hotelu, pan Eugeniusz dostał pokój w suterenie, zawilgocony, z niedziałającą klimatyzacją  i grzybem na ścianach.

Moja wnuczka choruje na astmę. Wytrzymaliśmy w tym pokoju trzy dni. Kiedy mała zaczęła mi się dusić i lecieć przez ręce, powiedziałem - koniec

- relacjonuje katowiczanin, który wydał 11 tys. zł za niecałe dwa tygodnie i teraz czuje się oszukany przez biuro Itaka. Po interwencji u menadżera hotelu udało się zamienić pokój, ale na dwuosobowy, w którym wraz z czteroosobową rodziną doczekał do końca pobytu.

Niestety wnuki pana Eugeniusza nie nacieszyły się główną atrakcją hotelu, czyli parkiem wodnym. Obiekt był czynny tylko pięć dni w tygodniu, od 12 do 15, akurat w porze obiadowej.

Biuro podróży Itaka do czasu rozpatrzenia reklamacji nie będzie zajmować stanowiska w opisanej przez klienta sprawie. Taką odpowiedź usłyszeli dziennikarze "Gazety Wyborczej" w siedzibie firmy.

Dla jednych rajskie wakacje, dla drugich walka o życie. Dramatyczne nagranie z hiszpańskiej plaży

Więcej o: