"I co ja tutaj (złego) robię?" Spięcie o. Gużyńskiego z katolickim tygodnikiem

- Problem na tym właśnie polega, że brak pokoju społecznego w sprawie aborcji stanowi jedno z kluczowych zagrożeń dla życia rodzących i nienarodzonych - pisze o. Paweł Gużyński w odpowiedzi na krytykę jego słów z wywiadu dla Gazeta.pl

We wtorek w Gazeta.pl opublikowaliśmy wywiad z o. Pawłem Gużyńskim: "Biskupi zaangażowali się po stronie PiS. Teraz budzą się z ręką w nocniku". Dominikanin oskarż. Dominikanin - mówiąc o projektach zmian ustawy antyaborcyjnej - podkreślał w nim: "Inicjatywy, które nie są poprzedzone debatą, uważam za szkodliwe. Gdy dotyczy to sprawy tak istotnej, jak życie rodzących i nienarodzonych, to brak dyskusji zakrawa na zbrodnię".

To wywołało krytykę "Gościa Niedzielnego". Tygodnik napisał: "Rzecz w tym, że wybór między spokojem a prawem do życia jest wyborem z gruntu fałszywym. Bo pełnego spokoju społecznego w Polsce i tak nie będzie. Aborcja nie jest jedynym, ani nawet głównym punktem sporu, jaki dzieli dziś polskie społeczeństwo".

Publikujemy polemikę o. Pawła Gużyńskiego.

***

I co ja tutaj (złego) robię?

Przeczytawszy tekst Wojciecha Teistera, na łamach portalu gość.pl, który odniósł się polemicznie do wywiadu, jakiego udzieliłem portalowi gazeta.pl, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jego autor (najpewniej nieświadomie) potwierdził przynajmniej jedno z moich spostrzeżeń.

To mianowicie, że stan polskiej debaty o aborcji ma postać ideologicznej wojny, którą najtrafniej odzwierciedlają pojedynki na makabryczne zdjęcia, toczone przez zwolenników i przeciwników prawa do aborcji, więc o debacie, co się zowie, mowy być nie może. Nie ma jej również dlatego, ponieważ pan Teister, w imię słusznej sprawy, która zawsze rozgrzesza propagandzistów ze słów i czynów, zmieszał swobodnie epoki, pojęcia, konteksty i domysły, a w całokształcie imputuje wyimaginowanemu adwersarzowi wszystko, co mu tylko do głowy przyszło. Czyli aż chce się zaśpiewać:

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

Aby zilustrować ten proceder, a nie być posądzonym wyłącznie o upust złośliwości, wskażę li tylko na dwa przykłady "rzetelności debatowania" pana Teistera.

Po pierwsze, stwierdza on, że: "O. Paweł Gużyński mija się z prawdą, zarzucając inicjatorom obywatelskiego projektu motywacje polityczne i zbieranie poparcia skrajnych grup dla jakiejś opcji politycznej. Dla jakiej niby opcji? Obecnie na polskiej scenie politycznej nie ma żadnej liczącej się partii, której zależałoby na zmianie prawa aborcyjnego". Przemilczał jednak wcześniejsze rozczarowanie aktywistów pro-life i wyrażane przez nich głośno poczucie bycia oszukanymi podczas głosowania w Sejmie nad projektem autorstwa Ordo Iuris. Oszustwa mieli dopuścić się politycy frakcji rządzącej, którzy zwiedli w ostatnich wyborach środowiska pro-life obietnicą skutecznego przegłosowania ich własnego projektu ustawy antyaborcyjnej.

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

Twierdzę zatem nadal, że pierwsze skrzypce grają tu pobudki polityczne lub ideologiczne, gdy np. chce się pozyskać przedstawicieli skrajnych grup obywateli - szczególnie wówczas, kiedy politycy wyczuwają, że mogą coś ugrać na dyskusji o aborcji.

Dodam tutaj, aby pan Teister nie musiał się domyślać, że skrajnymi grupami obywateli, biorącymi czynny udział w debacie o aborcji są te, które wysuwają najdalej idące postulaty dotyczące jej zakazu lub dopuszczalności. Natomiast tajemnicą jego sumienia lub intelektu pozostaje przeinaczenie mojej wypowiedzi za sprawą przypisania wspomnianych pobudek działaczom pro-life zamiast politykom.

Już każdy powiedział to co wiedział
trzy razy wysłuchał dobrze mnie
wszyscy zgadzają się ze sobą
a będzie nadal tak jak jest

Po wtóre, autor twierdzi, iż: "Rzecz w tym, że wybór między spokojem a prawem do życia jest wyborem z gruntu fałszywym. Bo pełnego spokoju społecznego w Polsce i tak nie będzie. Aborcja nie jest jedynym, ani nawet głównym punktem sporu, jaki dzieli dziś polskie społeczeństwo".

Otóż problem na tym właśnie polega, że brak pokoju społecznego w sprawie aborcji stanowi jedno z kluczowych zagrożeń dla życia rodzących i nienarodzonych. Sankcjonowanie stanu permanentnej wojny polityczno-społecznej o zaostrzanie lub liberalizację prawa aborcyjnego (jak za socjalizmu - wojny o pokój) jest uzależnieniem prawa do życia rodzących i nienarodzonych od politycznej koniunktury.

Innymi słowy, w optyce wojny społecznej to, co dziś można zyskać, straci się z nawiązką w przyszłości. Podstawą stabilnej prawnej ochrony życia jest pokój społeczny. Stąd postawienie alternatywy "pokój społeczny albo prawo do życia" stanowi jedynie wykwit ignorancji.

O. Paweł Gużyński

Więcej o: