"W mediach ucichnie, a my dalej będziemy tu żyć". O Rytlu nie można zapomnieć

Jacek Gądek
- Zainteresowanie mediów minie. Ucichnie, a my będziemy musieli sobie radzić. Dalej będziemy tu żyć i będziemy patrzeć na zniszczony las i będziemy się z tym mierzyć przez lata - mówi Michał Sagrol, dziennikarz z Chojnic, który w internecie organizował pomoc dla Rytla i okolic.

Rytel podnosi się powoli, czy cały czas leży w strzępach?

Michał Sagrol: - Od pierwszego dnia po nawałnicy zaczął się podnosić - od 12 sierpnia. Wiadomo, że od razu wszystko się nie posprząta, ale wygląda to coraz lepiej.

Cegły i dachy można ułożyć na nowo, ale 100-letnie drzewa są połamane i pozostały tylko kikuty.

Bogactwo - nasze sosnowe bory - zamieniły się w ruinę. Trochę wody w Brdzie upłynie aż odzyskają one swój blask. Tuż po nawałnicy każdy martwił się o swój dobytek. Teraz służby wzięły się za sprzątanie drzew. Na odcinku kilkunastu kilometrów nie ma lasu. Został on tylko na zdjęciach oraz w pamięci mieszkańców i turystów, którzy chodzili po borach i pływali kajakami po Brdzie.

Dwa lata to pewnie będzie trwało samo uprzątanie połamanych drzew. Ale nasze prawnuki będą już oglądały taki krajobraz, jaki my mieliśmy.

Duża część ludzi utrzymywała się z turystyki, a teraz ta gałąź, na której siedzieli, jest ułamana?

Obszar borów tucholskich, rzeki i kanału Brdy słynął ze spływów kajakowych. Na
zdewastowanym odcinku tych spływów jakiś czas nie będzie. Przez kilka dni Rytel był jednak najbardziej medialną miejscowością w kraju. Wiele osób nie wiedziało nawet o istnieniu tego miejsca, a teraz już tak. W całym tym nieszczęściu jest to jakaś forma reklamy. Gdy już poradzimy sobie z uprzątnięciem lasów, to wiele osób będzie chciało do nas przyjechać.

To Twoje strony...

...tak, w noc nawałnicy jeździłem samochodem po Chojnicach. Schroniłem się na stacji
benzynowej. Inni też chcieli ją przeczekać w miarę bezpiecznie. Potem na ulicach można było zobaczyć skutki w samym mieście. Inne miejscowości były odcięte od świata. W mieście nikt nie wiedział jeszcze jaki jest ogrom zniszczeń. Rano można było się przerazić.

Jestem dziennikarzem lokalnego tygodnika. Z trudem poruszałem się po okolicy, zbierałem materiał, a z czasem przerodziło się to w pomoc dla poszkodowanych i tym, że pomagałem w oczyszczaniu kanału Brdy, żeby uniknąć powodzi. Po pas w wodzie wyciągałem pocięte drzewo i gałęzie, a potem brałem aparat i robiłem zdjęcia. Publikowałem to na Twitterze, chciałem pokazać, jak to wszystko wygląda od środka.

Dziś czego potrzeba? Rąk do pracy czy pieniędzy?

Myślę, że przede wszystkim pieniędzy - potrzebują ich ci, którzy mają poniszczone domy i gospodarstwa. Na początku to wszyscy skupiali się na usuwaniu zagrożenia. A teraz pozostała mrówcza praca i chodzenie od domu do domu, od gospodarstwa do gospodarstwa, gdzie pozostają ludzie, którzy sami sobie z tym nie poradzą. Są to na przykład starsze kobiety, które mieszkają same i nie mają się do kogo zwrócić o pomoc. Albo osoby mieszkające głęboko w lesie. Albo w gospodarstwach na zupełnym uboczu.

Sam na Twitterze informowałeś o konkretnych sytuacjach. Na przykład o 78-letniej pani Henryce z Czarniża, która od 15 dni koczuje w domu bez dachu, prądu i bieżącej wody.

Osób w podobnych sytuacjach było wiele. Na przykład rodzina z chorym dzieckiem lub rodzina, która jest bez grosza - staram się nagłośnić ich potrzeby, licząc że otrzymają pomoc. Jeśli jedno "ćwierknięcie" na Twitterze pomoże ludziom, którym zawalił się świat, to dobrze.

Do tej pory Twitter służył mi jedynie do czerpania informacji sportowych. Sam pisałem - dziś mogę powiedzieć - głupoty. Potem przerodziło się to w narzędzie do informowania i niesienia pomocy.

Najbardziej dramatyczne sytuacje?

Ojciec ma rentę, matka nie pracuje, jedno dziecko jest chore, a jest jeszcze dwoje i nie mają gdzie mieszkać, bo dach jest zupełnie zniszczony. W innych domach nie sposób odbudować zniszczeń przed zimą, więc kilka miesięcy będą żyć pod plandeką.

Dlatego piszesz, że potrzebne są na przykład przyczepy kempingowe?

Bo to jest jakieś tymczasowe rozwiązanie, jeśli w domu ma się woda lać na głowę.

Twoja babcia ma już prąd w domu?

Przedwczoraj jeszcze nie, ale 18 dni po nawałnicy w końcu pojawiło się zasilanie w gniazdku.

Pytam, bo wedle oficjalnych komunikatów wszyscy odbiorcy już prąd mają.

Nie mieszka sama, więc nawet 18 dni przy świeczce albo mając agregat prądotwórczy da się przetrwać. Mam nadzieję, że wszyscy szybko wrócą tutaj do XXI wieku, bo ostatnie trzy tygodnie to jak średniowiecze - zwłaszcza na terenach rolniczych. W czasie żniw ludzie musieli żyć bez prądu i z powrotem chwycić za kosy i cepy.

Poszkodowani odbierali paczki z pomocą od dzieci?

Takie przesyłki trafiały do ludzi i wolontariuszy w Ośrodku Kultury w Rytlu. Sporo było
takich listów - dzieciaki oddawały zabawki i ubrania. Jedna dziewczynka napisała, że oddaje wszystkie swoje zabawki, a chłopczyk przesłał koszulkę i samochodzik. Wzruszające gesty.

A Ciebie co najbardziej ruszyło?

Zawsze gdy przejeżdżam "berlinką", czyli drogą nr 22, przez nasze lasy, to widać jak zmienił się krajobraz. Za serce łapała także bezsilność ludzi, którzy w jednej chwili stracili dorobek życia.

Póki co wszyscy interesują się Rytlem i skutkami nawałnicy, ale za miesiąc, rok zostaniecie sami?

Wszyscy tutaj zdają sobie z tego sprawę - i to w kilka dni po nawałnicach było to dla nas jasne. Zainteresowanie mediów minie, więc sami będziemy musieli nagłaśniać nasze potrzeby. Ucichnie, a my będziemy musieli sobie radzić. Gdy temat jest wyciśnięty jak cytryna, to ginie w mediach i w świadomości ludzi. A my dalej będziemy tu żyć, będziemy patrzeć na zniszczony las i będziemy się z tym mierzyć przez lata.

Ale sami się nie załamujemy, przecież drugiej takiej klęski już u nas pewnie nie będzie.

I takiego ruchu ludzi, turystów też nie?

Nie pamiętam, kiedy aż tak wielu ludzi przyjechało w te strony. Ludzie przyjeżdżali także z zagranicy, aby pomagać. Myślę, że miłośnicy borów tucholskich nie będą się bać nas odwiedzać - nie tylko na wakacje, ale też żeby cały czas pomagać i odbudowywać lasy. Nie będzie u nas pustkowia - tego jestem pewny.

Uciekasz od polityki?

Jak najdalej. Żadnych słów i decyzji polityków nie będę komentował.

Jakiekolwiek wikłanie się w politykę mogłoby zaszkodzić?

Pomoc, nie polityka.

Media żyły na przykład słowami wojewody Dariusza Drelicha, że do "zbieranie gałęzi i zamiatanie liści" wojska nie będzie wzywał. I co?

Lepiej spuścić na te słowa zasłonę milczenia. I robić swoje.

Tuż po nawałnicy wojska nie było, a sołtys Rytla Łukasz Ossowski z żółtym kijem hokejowym w ręku prowadzi wolontariuszy do pracy - tak powinno to wyglądać?

Nie nazwałbym tego pospolitym ruszeniem. W pierwszym dniu, kiedy zrobiłem takie zdjęcie, to tak, ale potem już z dnia na dzień akcja była coraz bardziej zorganizowana. A ten żółty kij wziął się stąd, że sołtys poprosił szefową ośrodka kultury o jakąkolwiek rzecz, która go wyróżni z tłumu. Bo tłum wolontariuszy, którzy się zjechali, musiał wiedzieć, za kim ma iść.

Sołtys raz krzyknął, podniósł żółty kij do góry i było już wiadomo, kto tu dowodzi.

Zobacz także. "Gazeta do pociągu:

Więcej o: