"Kaczyński już zapisuje Andrzeja Dudę do obozu zdrajców". Skutki zobaczymy w 2020 r.?

Jacek Gądek
- Od paru dni Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński już wiedzą, że ich starcie jest nieuchronne, bo Duda w 2020 r. stanie się rywalem dla obozu PiS w walce o Pałac Prezydencki - mówi dr Marek Migalski (politolog, były europoseł PiS) w rozmowie z Gazeta.pl.

Jacek Gądek: - Czy Andrzej Duda to dziś "zdradziecka morda"?

Dr Marek Migalski: - Jeśli słowa o "zdradzieckich mordach" odnosiły się do przeciwników politycznych, to wtedy tak. W opinii Jarosława Kaczyńskiego prezydent Andrzej Duda może już powoli wykrzywiać twarz w zdradzieckim geście.

Prezes PiS mówił do polityków opozycji "nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata"...

...w ciągu dwóch lat prezydentury bardzo irytuje mnie to ciągłe podkreślanie przez Dudę dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego i stawianie się przez głowę państwa w roli kontynuatora tamtej prezydentury. Podobnie jest z podkreślaniem "świętej pamięci prezydent profesor". To nadmierna atencja na potrzeby jednego widza: J. Kaczyńskiego.

Andrzej Duda, uzasadniając swoje dwa weta, też wspomniał Lecha Kaczyńskiego.

To, co mnie irytuje, może też irytować prezesa PiS. Jarosław Kaczyński z czasem mógł uznać, że Andrzej Duda nie tyle oddaje hołd jego bratu, ale stara się być wręcz inkarnacją Lecha Kaczyńskiego.

W tym, co pan mówi, jest dużo psychologii. Ona jest istotna w tłumaczeniu politycznych decyzji prezesa?

W Polsce polityka jest o wiele bardziej uzależniona od emocji niż na Zachodzie. A w przypadku Jarosława Kaczyńskiego analizowanie psychiki jest niezbędne. Jeśli ktoś uważa, że prezes PiS działa zgodnie z zimną analizą interesów swoich albo Polski, to się myli. Ktoś, kto tak myśli, pewnie nigdy z nim nie rozmawiał i nie jest w stanie zrozumieć jego motywów.

Wiem, że komentatorom często zarzuca się psychologizowanie w opisach polityki prezesa, ale analizy psychologicznej po prostu nie da się uniknąć. Kaczyński to nie jest zimna maszyna, ale z każdym rokiem - zwłaszcza od 2010 r. - coraz bardziej poddaje się emocjom, a nie chłodnej analizie. Oczywiście nie można mu odmawiać precyzji w analizowaniu polityki, ale rys czy nawet zadra psychologiczna jest istotniejsza.

Prezydent Andrzej Duda wygląda na chłodnego gracza czy to emocje nim kierują?

Polityka prezydenta w ostatnich dniach jest połączeniem kalkulacji i emocji. Nawet u Andrzeja Dudy wyczerpała się zdolność do znoszenia upokorzeń i pogardliwego traktowania przez Kaczyńskiego, a nawet już innych polityków obozu rządzącego ze Zbigniewem Ziobrą na czele. Duda był wzgardzony i zlekceważony przy tworzeniu trzech ustaw sądowych. To aspekt psychologiczny: z czasem musiał uznać, że - być może pod wpływem otoczenia i rodziny - czerwona linia jego upokorzenia została przekroczona, a dalej już żaden mężczyzna nie może znosić afrontów.

Trzeba też zauważyć, że w zachowaniu prezydenta pojawiły się plany usamodzielnienia - to jest już racjonalna analiza i plan gry na siebie.

A może - tak sądzi część nie tylko opozycji - Andrzej Duda "pęka" w momencie próby?

Opozycja może sobie tak uważać. Jeśli Andrzej Duda już "pękł", to nie mógł już znieść upokarzania. Nie oznacza to jednak, że będzie narzędziem w rękach opozycji. Duda dziś jest największą przeszkodą w realizowaniu przez Kaczyńskiego swoich planów.

Duda dorósł do roli w państwie?

Tego, co stało się w poniedziałek (dwa weta), nie można przeceniać. W polityce był to oczywiście bardzo ważny moment w rozwoju Dudy jako polityka. Urzędy budują ludzi - czasami nawet przeciętniacy, obejmując władzę, dorastają do urzędu. Ale czasami urząd powoduje karlenie ludzi.

W przypadku Andrzeja Dudy następuje ten pierwszy proces: dojrzewania. Zrozumiał, że jest prezydentem Polski. Zrozumiał, że ma być mediatorem w sporach i stabilizatorem państwa. Urósł do zbroi prezydenta do tego stopnia, że poszedł na absolutną konfrontację z Jarosławem Kaczyńskim w jednej z najważniejszych dla niego spraw. Przecież prezes PiS od 28 lat prowadzi swoją wojnę z wymiarem sprawiedliwości!

Współpracownicy prezesa PiS mówią, że to słynny "układ" się broni i dzięki Dudzie zyskał przewagę.

Politycy z obozu PiS kąsają Andrzeja Dudę, ale szczującymi są Kaczyński i Ziobro, bo weta boleśnie ich ugodziły. Próbują wyjść z traumy bezsilności i politycznego problemu, przypuszczając atak na prezydenta i wskazując jego słabości.

Czy jest możliwy scenariusz, że prezydent wprowadzi we wspomnianych ustawach jedynie niewielkie zmiany i tym samym zadowoli PiS na tyle, by zakopać topór wojenny?

Gdyby polityka w Polsce była czystą grą interesów, PiS poszłoby z Dudą na kompromis, a ustawy przeszłyby przez Sejm. Tylko że nasza polityka to erupcja emocji. To widać: Terlecki publicznie kpi, że wszyscy jadą na wakacje, a prezydent będzie musiał pracować nad ustawami. Patryk Jaki i Michał Wójcik też podkreślają: cała odpowiedzialność spada na prezydenta. Obóz rządowy po ludzku się obraził i projekt prezydenta może nawet sabotować.

Ale to byłoby wbrew interesom całego obozu prawicy i społecznym oczekiwaniom reformy sądownictwa.

Oczywiście. Ale psychologia może zwyciężać nad oczywistymi interesami.

Co musiałby się stać, żeby było tak, jak było w relacjach Duda - PiS?

Między nimi nic już nie będzie takie samo. Nie ma już powrotu do status quo ante. Emocje zostały uruchomione, a Kaczyński jest rozsierdzony. Uważa Dudę za człowieka nielojalnego, który wręcz go zdradził. Prezydent zna prezesa, więc wie: PiS w 2020 r. nie poprze go w wyborach na prezydenta.

Nie? Nie za daleko pan idzie?

O tym akurat jestem przekonany. Jeśli dziś prezes PiS uznał prezydenta za nielojalnego i zdradzieckiego, to w drugiej kadencji prezydent byłby jeszcze mniej lojalny. Szybko zrzuciłby worek pokutny i strząsnął popiół z głowy.

Przecież prezes PiS czasami wybacza i rozdaje stanowiska - Zbigniewowi Ziobro, Antoniemu Macierewiczowi...

...ale akurat nad takimi pokutnicami zachowuje władzę. Wszyscy rebelianci - Macierewicz, PJN, Solidarna Polska... - są uzależnieni od Kaczyńskiego. A Andrzej Duda po 2020 r. byłby od niego już absolutnie uniezależniony. Od paru dni Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński już wiedzą, że ich starcie jest nieuchronne, bo Duda w 2020 r. stanie się rywalem dla obozu PiS w walce o Pałac Prezydencki.

Duda twarzą antyPiS? To wydaje się nieprawdopodobne.

Nie będzie reprezentował obozu antyPiS, ale będzie politykiem, który w mniemaniu Kaczyńskiego jest antypisowski i antypolski. Kaczyński już zapisuje Dudę do obozu zdrajców - bo zdradził go osobiście. Tego nie da się już odwrócić.

Póki co wszystkie frondy z PiS upadały. Może fronda Dudy, jeśli z PiS poróżni się na stałe, też polegnie?

Nie twierdzę, że Duda, idący przeciwko PiS-owi w 2020 r., będzie skazany na sukces. Duda i - na przykład Beata Szydło jako kandydatka PiS - mogą wspólnie polec. Ze wszystkich frond z PiS to jednak ta skupiona wokół Dudy miałaby największe szanse: może nie wygrałaby wyborów, ale stałaby się trwałym bytem na scenie politycznej.

Nawet gdyby taki był plan, to zbyt wcześnie na jego odpalanie?

Zdecydowanie. Sekwencja czasowa dla takiego projektu jest niekorzystna. Bo najpierw na jesieni 2019 r. są wybory parlamentarne, a po pół roku prezydenckie.

Weta Dudy spadły opozycji jak z nieba?

Wszystkim nam spadły z nieba. Bez tych wet Polska stałaby się hybrydową dyktaturą. Wszyscy, którzy dobrze życzą państwu, powinni się z nich cieszyć.

Bez wet opozycja byłaby już absolutnie zmarginalizowana. A po drugie: weta nie są efektem nacisku opozycji, ale - jeśli już - zwykłych ludzi na ulicach. Z przykrością i Grzegorz Schetyna, i Ryszard Petru, i Władysław Kosiniak-Kamysz muszą to sobie uświadomić. Dziś wszyscy mówią o Dudzie, a nie o opozycji. To prezydent jest dziś największym "opozycjonistą" wobec Jarosława Kaczyńskiego.

Zobacz także: W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

Więcej o: