W półtora roku awansował o 17 szczebli. Normalnie zajmuje to 20 lat. Kim jest szef ABW Piotr Pogonowski?

Jacek Gądek
Szefa najpotężniejszej polskiej służby specjalnej prawie nikt nie rozpozna na ulicy. "ABWehrą" kieruje prof. Piotr Pogonowski - prawnik związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, ale przede wszystkim zaufany Mariusza Kamińskiego. Według "GPC" to... "Polski Indiana Jones".

Bohater kultowej serii George’a Lucasa ma tyle wspólnego z dzisiejszym szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, że obaj dokonują niemożliwego.

Indiana Jones co chwila unikał śmierci, a Pogonowski co miesiąc awansował. Ze stopnia kaprala aż na pułkownika, czyli do wojskowej elity trafił w półtora roku, a to przecież skok o 17 szczebli (o tej "wspinaczce" poinformował tvn24.pl). Niechybnie będzie generałem.

Ekspresowy awans

Teraz szef ABW jest już stopniem na równi ze swoimi zastępcami. Zazwyczaj taki awans zajmuje kilkanaście czy 20 lat. Sama ustawa o ABW stanowi, że tylko "w przypadkach zasługujących na szczególne uwzględnienie funkcjonariusza posiadającego pozytywną opinię służbową oraz szczególne kwalifikacje zawodowe lub umiejętność pełnienia służby na mianowanym stanowisku można mianować na kolejny wyższy stopień mimo niespełnienia innych warunków wymaganych do mianowania na ten stopień przed upływem ustalonych okresów. Okresy nie mogą być skrócone więcej niż o połowę". Awans Pogonowskiego był zatem zbyt szybki nawet w świetle tego przepisu.

Ale Pogonowski to człowiek, który karierę robi ekspresowo. I tę w służbach specjalnych, i tę naukową.

Kamiński za plecami

Za całą jego karierą w polityce i służbach stoi jeden człowiek: wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Kamiński. To były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a dziś minister koordynator ds. służb specjalnych. W praktyce Kamiński trzyma w garści cywilne służby specjalne, a o wpływ na te wojskowe walczy z ministrem Antonim Macierewiczem (również wiceprezesem PiS). Kamiński gra va banqu, więc pod jego okiem powstał projekt powołania superresortu ds. bezpieczeństwa państwa.

O pozycji Kamińskiego świadczy też fakt, że prezydent Andrzej Duda ułaskawił go jeszcze przed prawomocnym wyrokiem. Jarosław Kaczyński to jemu najbardziej ufa, gdy mowa o służbach, a innym politykom PiS przedstawia go jako wzór cnót i uczciwości.

Ktoś, kto ma tak wpływowego "promotora" jak Mariusz Kamiński, może daleko zajść. I Pogonowski taki właśnie obrał kurs. Kim tak właściwie jednak jest?

W polityce poległ

Pogonowski do polityki trafił za sprawą - a jakże - Mariusza Kamińskiego. Ale polityk z niego zupełnie bezbarwny i z nikłą rozpoznawalnością - to nie jego żywioł. W 2011 r. Pogonowski kandydował na posła - z listy PiS. I to z niezłego miejsca: w okręgu lubelskim był "trójką".

To Kamiński namawiał go do startu, a potem poparł jego kandydaturę. Nieprzypadkowo - dobrze się znali, bo w tamtym momencie Pogonowski był... dyrektorem gabinetu szefa CBA (Kamińskiego).

"Wybitny prawnik prof. Piotr Pogonowski - najmłodszy profesor nauk prawnych w Polsce. Taka osoba jest dla każdej formacji nieoceniona" - zachwalał go wiceprezes PiS. Łączył ich republikański profil i idea IV RP. Tym, co przyspieszyło jego decyzję o wejściu do polityki - jak się zwierzał w "GPC" - był Smoleńsk i to, co nastąpiło później, czyli podejście rządu PO-PSL do tej katastrofy.

"Jak żyć"?

Sam Pogonowski - jak mówił - nie obawiał się wtedy o swój wynik. W czasie kampanii utyskiwał, że studenci idący na uczelnie są coraz słabsi, a edukacja licha. - Jeśli spotykam na IV roku osoby, które nie potrafią przeczytać płynnie zdania z podręcznika, to znaczy, że cofamy się w rozwoju cywilizacyjnym - podkreślał. Mówił też o problemach rolnictwa, podatku korupcyjnym.

- Pytanie "Jak żyć?", które zadał Donaldowi Tuskowi rolnik, to pytanie, które powinno być najważniejsze dla każdego polityka. Żeby umiał sobie najpierw odpowiedzieć. I żeby mógł potem odpowiedzieć na nie ludziom - podkreślał.

Okazało się, że sam nie potrafił przekonująco powiedzieć, o co mu chodzi w polityce. Jego hasłem w wyborach było: "zasługujemy na więcej". Albo: "państwo bez korupcji, cdn...". Na plakatach rękę podawał mu... Kamiński. W czasie kampanii ulicznej obok był... Kamiński.

 

W wyborach Pogonowski poniósł jednak dotkliwą porażkę. Uzyskał zaledwie 8,2 tys. głosów. To był wyjątkowo słaby wynik, bo będący niżej kandydaci PiS zgarniali nawet 24 tys. Przegoniło go aż sześć osób na niższych miejscach.

Tandem

Tandem Kamiński - Pogonowski ma dłuższą historię. Gdy pierwszy rząd PiS zlikwidował znienawidzone Wojskowe Służby Informacyjne i powołał Centralne Biuro Antykorupcyjne (2006 r.), to Pogonowski dostał pracę w również świeżo powołanej Służbie Wywiadu Wojskowego - następcy WSI.

PiS szybko jednak straciło władzę. W 2008 r. Platforma Obywatelska, która dopiero co przejęła stery państwa, zmieniała szefów służb specjalnych.

Kto się ostał? Szef CBA Kamiński. Tusk traktował go jak psa łańcuchowego, którego mają się bać dopadli do stanowisk działacze PO. Kogo Kamiński ściągnął do siebie? Pogonowskiego - został dyrektorem jego gabinetu, czyli jednym z najbliższych współpracowników. Był zausznikiem szefa.

Czas próby

Gdy wybuchła afera hazardowa premier zdymisjonował szefa CBA (2009 r.). Kto odszedł razem z nim? Znów Pogonowski. - Miałem jeszcze okazję powitać na podwórku CBA nowego szefa (to ważne: Pawła Wojtunika - red.), który wkroczył w obstawie uzbrojonych BOR-owców, co wyglądało dosyć dziwnie - wspominał w "Gazecie Polskiej Codziennie".

Tak Pogonowski dał dowód swojej lojalności wobec swojego promotora. Potem Pogonowski wciąż był w orbicie PiS choćby jako członek zespołu prof. Piotra Glińskiego, kilkukrotnego kandydata na "premiera technicznego". Ale pozostawał bez stanowiska w aparacie państwa. Za to w partii - tak: trafił do Rady Programowej PiS (2014 r.).

Odwiedzał media o. Tadeusza Rydzyka. Solidarnych 2010 instruował, jak zapobiegać fałszerstwom wyborczym.

Z CBA do "ABWhery"

Jesienią 2015 r. PiS rozbiło bank wygrywając wybory z samodzielną większością w Sejmie. Nowa ekipa - po ośmiu chudych latach - zaczęła odbijać służby specjalne. Premier Beata Szydło ekspresowo wysłała do ABW właśnie prof. Pogonowskiego. Tak chciał Kamiński i tak też się stało.

Już pierwszego dnia urzędowania nowy szef ABW wszczął procedurę cofnięcia szefowi CBA Pawłowi Wojtunikowi poświadczenia bezpieczeństwa. Tu warto zaznaczyć: Wojtunik i Kamiński to zapiekli wrogowie.

Owo poświadczenia bezpieczeństwa to de facto warunek pracy kogoś w roli szefa CBA. Wojtunik po chwili złożył więc dymisję. Fortel zastosowany przez Pogonowskiego i Kamińskiego zadziałał perfekcyjnie. W ten sposób "uczeń" (Pogonowski) pomścił "mistrza" (Kamińskiego). Za co? Otóż w 2009 r. Wojtunik w atmosferze politycznej burzy zastąpił Kamińskiego w gabinecie szefa CBA, a Biuro to oczko w głowie Kamińskiego. A do tego tropił jego (póki co rzekome) przewinienia.

Słowem: Pogonowski "zczyścił" tego, który tak bardzo zalazł za skórę Kamińskiemu.

Od momentu, gdy Pogonowski wprowadził się do gabinetu szefa ABW, nie udziela się publicznie. Jest postacią o tak mało charakterystycznym wyglądzie, że na ulicy prawie nikt by w nim nie rozpoznał szefa najpotężniejszej polskiej służby specjalnej.

Profesor z rąk Komorowskiego

Rok 2010 r. był dla Pogonowskiego wyjątkowy. Tak ze względu na karierę naukową, jak i (niedoszłą) polityczną.

Jest prawnikiem. Studiował też historię. Wykładając na KUL pracował też w Głównym Urzędzie Ceł, w Rządowym Centrum Legislacji, w Ministerstwie Finansów, w Sądzie Najwyższym oraz - w wymienianych już - wywiadzie i w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Jego specjalność to prawo cywilne. Był kierownikiem Katedry Postępowania Cywilnego na KUL. Jest doskonale pozbawiony charyzmy.

Ale profesorem belwederskim jest od 37. roku życia. Co ciekawe, Pogonowski podkreślał, że w politykę pchnęła go katastrofa smoleńska i niezgoda na politykę Platformy (a więc także prezydenta Bronisława Komorowskiego) zaraz po niej.

Wniosek o belwederską profesurę dla Pogonowskiego wpłynął do prezydenta na dwa dni przed śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Profesurę wręczył mu już więc - tak krytykowany przez niego - prezydent Bronisław Komorowski (7 października 2010 r.).

Wiecznie młody

Dziś Pogonowski cały czas jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi Kamińskiego. I to się nie zmienia, a gdyby Kamiński zwątpił w profesora, którego jest "promotorem", to Pogonowski pożegnałby się ze stanowiskiem.

Dziś Pogonowski ma 44 lata. I dalej wygląda bardzo młodo. Nie jest to żaden zarzut ani złośliwość pod jego adresem. Wszak już "Gazeta Polska Codziennie" pisała, że "wygląda znacznie młodziej" niż ma lat. Nawet Harrison Ford starzeje się szybciej.

Zobacz także. Mało konkretów, dużo emocji. Przemówienie prezydenta Trumpa na placu Krasińskich:

Więcej o:
Komentarze (137)
W półtora roku awansował o 17 szczebli. Normalnie zajmuje to 20 lat. Kim jest szef ABW Piotr Pogonowski?
Zaloguj się
  • jan_sobczak4

    Oceniono 10 razy -10

    Pamiętam jak ta idiotka Mucha z PO ze swojego fryzjera zrobiła szefa COS :-)))) A Michnik wmawiał swojemu ciemnogrodowi że to słuszne i sprawiedliwe :-)))

  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 14 razy -6

    Taki dżejmsbond a dwóch agentów GRU nie może znaleźć, mimo że ma ich pod nosem, a oni obaj są kompletnie zdekonspirowany.

    Nawet już każde dziecko w Polsce wie kim oni są. Tylko nie bidny dżejmsbond.

  • Michał Fuk

    Oceniono 14 razy -4

    Pewnie kolejna ruska k... W PiS to chyba reguła.

  • sztucznypolak

    Oceniono 16 razy -4

    Sku...syny.

  • titta

    Oceniono 13 razy -3

    Jak studen nie umie czytac to i profesor moze nie miec dorobku naukowego.
    O co w tym chodzi? Kto zlozyl wniosek o profesure i czym byl on motywowany?
    Co to za srodowisko?

  • korcia2000

    Oceniono 15 razy -3

    Kolejny Misiewicz. Na takich ludziach opiera się PiS.

  • ap.aries

    Oceniono 9 razy -3

    Widocznie ma ciepłe nogi .......

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX