"Przykra sprawa. Trump był lekko skonsternowany". Poszło o przywitanie Lecha Wałęsy

- Akurat Donald Trump nie musi się orientować w niuansach polskiej polityki. Był więc - tak mi się wydaje - lekko skonsternowany, że nie było głośnej owacji dla Lecha Wałęsy, choć tak pięknie go powitał.- mówi Gazecie.pl Tomasz Siemoniak (PO), były wicepremier i szef MON.

Sporo emocji wzbudziła wizyta Donalda Trumpa. Tłum trochę się wyzłośliwiał wobec Lecha Wałęsy i polityków opozycji? Był „Bolek!” i buczenie.

Tomasz Siemoniak: - Oceniam to negatywnie. Prawo i Sprawiedliwość swoją akcją przywożenia członków Klubów "Gazety Polskiej" na to wydarzenie, które powinno jednoczyć Polaków, dało takie skutki. Zwieźli ludzi zaprawionych w sianiu nienawiści i obrażaniu politycznych przeciwników PiS.

Ale też gorąco i głośno przyjmowali Donalda Trumpa.

Oni jednak nie są w stanie się zmienić. Nawet jeśli Trump witał Lecha Wałęsę jako bohatera, to ci sympatycy PiS nie byli w stanie docenić jego gestu. Jest z tym problem, bo obrazki z buczenia na Wałęsę poszły w świat. Widać, że podziały w kraju są ogromne i nie ma wydarzenia, w którym można by uczestniczyć wspólnie. Widać było chorągwie Klubów "GP" i ich transparenty - cóż, przykra sprawa.

Widać było, jak Donald Trump się uśmiecha i dziękuje widzom, gdy skandowali jego imię. Takie gorące przywitanie zapamięta - pozytywnie.

Naturalne jest, że każdy polityk lubi, gdy jest doceniany i skandowane jest jego imię czy nazwisko. Akurat Donald Trump nie musi się orientować w niuansach polskiej polityki. Był więc - tak mi się wydaje - lekko skonsternowany, że nie było głośnej owacji dla Lecha Wałęsy, choć tak pięknie go powitał.

Trump był zadowolony, że jest ciepło przyjmowany, a przywódcy europejskich państw i Lech Wałęsa go słuchają, więc jego wizyta nie stała się partyjnym wydarzeniem.

A jakie było to przemówienie? Tak mocne jak zapowiadano?

Było bardzo mocno adresowane do Polaków, a mało do Trójmorza. Amerykański prezydent, który - można było tak przyjąć - mało wie o polskiej historii, jednak tyle uwagi i własnej emocji włożył w to, aby docenić Polskę. Warto to odnotować.

Gdyby odsiać pochwały i retorykę z jego przemówienia, to zostaje?

Potwierdzenie, że art. 5 traktatu o NATO jest ważny, jest ważne. Donald Trump zręcznie wybrnął mówiąc, że "ramię w ramię" wszyscy muszą stać za art. 5. To mniej niż trzy lata temu powiedział w Warszawie Barack Obama. Skoro Trump wcześniej mówił różne rzeczy o "staroświeckim" NATO, a na spotkaniu przywódców państw NATO w Brukseli w maju pominął ten punk, to ważnym jest, że teraz go wymienił.

Rozczarowali się z kolei ci, którzy oczekiwali krytyki Unii Europejskiej. Jeśli już, to pośredniej, gdy mówił o biurokracji. I rozczarowali się też ci, którzy sądzili, że Donald Trump wesprze rządy PiS albo odniesie się do kryzysu imigracyjnego.

Mówił jednak, że nasze granice muszą być zamknięte dla terroryzmu i ekstremizmu. Można to interpretować także w tym kontekście?

Generalnie: wiele fragmentów przemówienia Trumpa można interpretować w zależności od tego, jak ktoś się zapatruje na samego Trumpa i współczesne problemy. Jego przemówienie zostało napisane przez doradców, a prezydent USA czytał je z prompterów...

...tak jak każdy prezydent USA.

Każde zdanie było więc przemyślane i wyważone.

Wspomniał o Rosji, mówiąc, że "zachęcamy Rosję, aby wstrzymała swoją działalność na rzecz destabilizacji Ukrainy i innych krajów". To nie był komunikat skierowany do Polski ale dalej na wschód.

Odniesienie do agresywnej postawy Rosji to w ustach Trumpa rzecz szczególna, bo w USA kontekst rosyjski wokół niego wciąż jest bardzo silny. Ale powiedział też, że widziałby Rosję po jednej stronie w walce z Państwem Islamskim.

Przemówienie było trochę podobne do tego, które do przywódców państw muzułmańskich wygłosił w Rijadzie (Arabia Saudyjska). Uspokajał różne obawy. W Polsce nie zarysował globalnej wizji świata. Skupił się na naszej historii. Nie kreślił nowej mapy świata, ale stawał w obronie Zachodu. Było trochę tak, że każdy mógł usłyszeć to, co chciał. Kto chciał usłyszeć o rodzinie i religii, to usłyszał, a kto chciał słuchać słów o wolności jednostki, to też mógł.

Więc było krzepiące i dobre?

Oceniam je pozytywnie. Przemówienie Obamy w 2014 r. było lepsze - i retorycznie, i politycznie. Wtedy jednak kontekstem była aneksja Krymu przez Rosję i początek obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Czy zgrzyt z konferencji prezydentów Trumpa i Andrzeja Dudy (Trump stwierdził, że nie rozmawiali o gwarancjach bezpieczeństwa dla Polski) został zagłuszony słowami o art. 5 na Placu Krasińskich?

Nie do końca. Nie chodzi o to, czy USA udzielają nam gwarancji, bo to jest oczywiste od 1999 r. (wstąpienia Polski do NATO - red.). Chodzi o agendę rozmowy prezydentów. Przecież temat gwarancji bezpieczeństwa jest dla nas najważniejszy, a Duda rozmawiając z Trumpem w cztery oczy nie poruszył tej kwestii w sposób, który zapadłby prezydentowi USA w pamięci.

Jest też pytanie, co Trump rozumie, gdy mowa o "gwarancjach" - zwłaszcza, że dość dziwnie odpowiedział o braku upoważnień. Odpowiedź polityka powinna brzmieć: przecież jesteśmy w NATO i z tego wynikają zobowiązania.

Później w przemówieniu de facto to powiedział?

Widać kontynuację linii Baracka Obamy - i bardzo dobrze. Żadne przełomowe deklaracje czy decyzje dziś nie zapadły. Trump jest bardzo ostrożny w obiecywaniu czegokolwiek. Z zadowoleniem odnotował, że chcemy kupić amerykańskie rakiety Patriot i gaz, ale wiadomo, że jak są kupcy, to sprzedawca się cieszy. Zwłaszcza gdy chodzi o dziesiątki miliardów złotych - nawet z perspektywy USA to istotne kwoty.

Ta wizyta to sukces dyplomacji państwa polskiego czy czystą kurtuazją?

Sukcesem Polski jest to, że był tutaj prezydent USA już na początku swojej kadencji. Budując swoją prezydenturę dostrzegł polską historię i nasze problemy. Jego prezydentura jest nieprzewidywalna. Ale - przylatując do Warszawy - już pokazał, że wie, przed jakimi zagrożeniami stoi Europa Środkowo-Wschodnia.

Daleki jednak jestem od upajania się tym, że oto mamy wielki sukces dyplomacji. Obama był w Polsce trzy razy: rok, trzy lata temu i w 2011 r. Wcześniej byli George W. Bush i Bill Clinton. Nie powinniśmy wpadać w ekstazę, gdy przyjeżdża do nas prezydent USA. Ważne, że Donald Trump opuścił Polskę z pewną wiedzą o Polsce i świadomością szczególnego zobowiązania Stanów Zjednoczonych wobec nas.

Zobacz także. Donald Trump wiele obiecał Polsce. Od tego czasu niewiele się jednak zmieniło:

Więcej o: