Prezydent Kielc nie dał zgody na sadzenie drzew. Bo byłby to "protest antyrządowy"

Poseł PO Artur Gierada chciał zasadzić cztery dęby w okolicy kieleckiego zalewu. Ale zgody nie dostał - zdaniem prezydenta Kielc "taka inicjatywa mogłaby zostać uznana za próbę włączenia miasta w protest antyrządowy".

Świętokrzyski poseł PO Artur Gierada planował akcję sadzenia dębów w Kielcach. Zgody od prezydenta miasta Wojciecha Lubawskiego jednak nie dostał - zdaniem polityka byłby to bowiem "protest antyrządowy".

Cztery dęby miały być zasadzone na miejskiej działce w okolicy zalewu kieleckiego. - W ubiegłym roku mnóstwo drzew zostało tam wyciętych. Spaceruję tam z dziećmi, wygląda to fatalnie - powiedział kieleckiej "Gazecie Wyborczej" Gierada.

"Czy rzeczywiście drzewa mogą obalić rząd?" - pyta na Twitterze. W zeszłym tygodniu we wniosku do Lubawskiego napisał, że "posadzenie drzew ma być symboliczną formą protestu związaną z nowelizacją ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o lasach wprowadzonej przez Ministra Środowiska Pana Jana Szyszko".

"Gdyby napisał, że kocha przyrodę..."

W poniedziałek otrzymał odpowiedź. "Uznaję, że taka inicjatywa mogłaby zostać uznana za próbę włączenia naszego Miasta w protest antyrządowy” - napisał w niej Lubawski. - Z tym rządem mam zbyt wiele spraw do załatwienia - powiedział "Wyborczej”. W ostatnich wyborach popierało go PiS, był też jedynym prezydentem miasta wojewódzkiego, który opowiedział się za Andrzejem Dudą podczas wyborów prezydenckich.

- Gierada poinformował, że chce posadzić drzewa w ramach protestu. Niech sobie sadzi, ale niech mnie w to nie wciąga. Gdyby napisał, że kocha przyrodę i w związku z tym chce posadzić drzewa, nie robiłbym problemów - powiedział "Wyborczej" prezydent. I poradził posłowi, by drzewa zasadził w podkieleckiej gminie Zagnańsk, gdzie "jest dużo miejsca".

Szyszko: Ludzie nie tylko wycinają drzewa, ale i je sadzą

Od pierwszego stycznia obowiązują zliberalizowane przepisy dotyczące wycinki drzew na prywatnych posesjach. Zgodnie z nimi, właściciel nieruchomości może bez zezwolenia wyciąć drzewo na swojej działce bez względu na jego obwód, jeśli nie jest to związane z działalnością gospodarczą. Projekt ustawy, który umożliwił te zmiany, został złożony w Sejmie przez grupę posłów PiS. Ministerstwo zwraca jednak uwagę, że nie oznacza to braku jakichkolwiek ograniczeń w usuwaniu drzew i krzewów. Bez zezwolenia nie można usunąć pomników przyrody. Ograniczenia dotyczą też parków krajobrazowych czy zieleni objętej ochroną konserwatorską.

Niektóre media donoszą, że po zmianie prawa m.in. w podwarszawskich miejscowościach nastąpiło masowe wycinanie drzew, w tym tych starych. Minister środowiska Jan Szyszko pytany, czy jego zdaniem nowe przepisy nie wymykają się spod kontroli, mówił: Własność prywatna jest własnością prywatną. Ludzie nie tylko wycinają drzewa, ale i je sadzą. To jest prawo konstytucyjne, prawo własności, kto posadził, ma prawo wyciąć i dokładnie wie, co z tym drzewem ma zrobić.

"Polska w trocinach"

Projekt budzi społeczne protesty. Przedstawiciele stowarzyszenia "Miasto Jest Nasze" przynieśli w lutym na skwer przed Urzędem Dzielnicy Śródmieście w Warszawie, na którym przeprowadzono wycinkę drzew, kartony, które ułożyli w napis "państwo z kartonu" oraz transparenty: "Polska w trocinach" i "Stop #LexSzyszko". Rzecznik stowarzyszenia Karol Perkowski mówił, że "rzeź drzew" na skwerze spowodowana jest w dużej mierze przez "ustawę ministra Szyszki", którą ocenił jako szkodliwą z punktu widzenia społecznego. - Jak najszybciej trzeba ją zablokować - dodał. Także wiele innych drzew w Warszawie zostało niedawno wyciętych. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Do końca 2016 r. pozwolenie na wycinkę nie było wymagane w przypadku drzew, których obwód pnia na wysokości 5 cm nie przekraczał 35 cm (w przypadku topoli, wierzb, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego), albo 25 cm (w przypadku pozostałych gatunków drzew). Zmiany nastąpiły też w przypadku kwalifikacji krzewów, które można usunąć bez pozwolenia. Do końca zeszłego roku można było usunąć krzewy, których wiek nie przekraczał 10 lat. Obecnie zezwolenie nie jest potrzebne, kiedy krzew bądź skupisko krzewów ma powierzchnię do 25 metrów kwadratowych.

ZOBACZ TEŻ: Czasami bomby mogą służyć przyrodzie - takiej metody sadzenia jeszcze nie widzieliście

Czasami bomby mogą służyć przyrodzie - takiej metody sadzenia jeszcze nie widzieliście

Więcej o: